Wykłóca się o wszystko. Po co?

​- Zuzia, przestań już! - skarciłam moją 14-letnią córkę.

 - Głowa mi pęka od tego twojego trajkotania. Zamiast gadać po prostu pozmywaj. Dzisiaj twoja kolej - wskazałam ręką na grafik przyczepiony magnesem do lodówki.

Reklama

- No to co, że moja?! - Zuzia nie odpuszczała. Przeciwnie, zaczęła mówić jeszcze głośniej. - Dwa dni temu odkurzałam za tego lenia Ankę, to niech teraz ona coś zrobi za mnie. Czy ja tu jestem służącą jakąś? Stale ja i ja do roboty, a siostrzyczka wyleguje się na kanapie! - warczała.

- Każdy ma domowe obowiązki, są podzielone równo - przerwałam jej. - Uzgodniliśmy to kilka tygodni temu i wtedy nie protestowałaś. Co teraz w ciebie wstąpiło? Kłócisz się o wszystko...

- Wcale się nie kłócę! - krzyknęła Zuzia. - Nie mam czasu, muszę się uczyć, a poza tym umówiłam się z Kaśką. Mam chyba prawo do jakiegoś życia - gestykulowała tak gwałtownie, że o mało nie strąciła ze stołu kubka. Do tego mówiła tak głośno, że pewnie było ją słychać nawet u sąsiadów.

- Zuzia, uspokój się wreszcie! Zachowujesz się jak jakaś przekupka z bazaru - w końcu i mnie puściły nerwy. - Awanturujesz się już 15 minut. Ostatnio stale tak robisz... Dlaczego tak się zachowujesz? O co ci chodzi? - spytałam zaniepokojona.

- O nic nie chodzi - córka wydęła usta. - Dajcie mi wszyscy spokój! - odwróciła się na pięcie i obrażona wyszła z kuchni.

Westchnęłam zrezygnowana. Ostatnio tak kończyła się każda rozmowa z córką. Nie miałam siły z nią walczyć. Pozmywałam sama.

- Jakiś diabeł chyba wstąpił w moją Zuzię - poskarżyłam się koleżance z pracy. - Nie wiem, co robić... Jeszcze kilka tygodni temu była normalną, uśmiechniętą i przede wszystkim spokojną 14-latką... A teraz... Zmiana o 180 stopni! Krzyczy, wrzeszczy, hałasuje, walczy o wszystko... Na jedno niewinne wydawałoby się pytanie potrafi odpowiadać godzinę, wymachując przy tym rękami...

- Może ma jakieś kłopoty w szkole albo nieszczęśliwie się zakochała i tak odreagowuje? - zasugerowała Mariola.

- Chyba nie... - powiedziałam. - Na ostatniej wywiadówce pani raczej ją chwaliła, stopnie ma dobre. A o jakimś chłopaku nic nie wiem... Jak była młodsza zwierzała mi się ze swoich dziewczęcych zauroczeń, a teraz nic nie mówi...
- Musisz to przeczekać - zawyrokowała Mariola. - To pewnie związane z dojrzewaniem - dodała. - Jak moja Ula była w tym wieku, mieliśmy z mężem w domu prawdziwe piekło - mruknęła. - Ale się skończyło! Z Zuzią też tak będzie, zobaczysz, rozmawiaj z nią - uśmiechnęła się, chcąc dodać mi otuchy.

Ja jednak nadal jestem zaniepokojona. Starałam się przecież już nie jeden raz rozmawiać z córką o jej dziwnym zachowaniu, ale widzę, że to wszystko na nic... Może ona potrzebuje pomocy? Czy, jak radzi Mariola, powinnam przeczekać? A może jednak coś można zrobić, aby znów stałą się spokojna dziewczyną?

Ewelina Błaszczyk z Krajanki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje