Reklama

Reklama

Z ręką na ojca?!

- Co ty sobie wyobrażasz smarkaczu - usłyszałam krzyk mojego męża wchodząc po pracy do domu. Stanęłam w przedpokoju jak sparaliżowana. Po chwili mąż wybiegł wzburzony z pokoju syna.

- Już naprawdę nie wiem co z nim robić! Chciałem tylko, żeby to posprzątał - wskazał ręką na podłogę, gdzie walały się mokre spodenki i inne rzeczy, które Paweł bierze na basen, wymieszane z zaśnieżonymi butami i kurtką.

Reklama

- A ten gówniarz odszczeknął, żebym się nie wtrącał i sobie poszedł. To skandal! - dodał na koniec i wszedł do łazienki.

Zdjęłam płaszcz i poszłam do pokoju syna. Nasz 17-latek leżał na łóżku z zaciętą miną.

- Co się stało? - spytałam - Daj mi spokój! Co za rodzina, wszyscy coś ode mnie chcą. Możesz stąd wyjść? - wrzasnął.

Wyszłam zdenerwowana. To nie była pierwsza taka kłótnia.

Między nami a synem trwało silne napięcie. Kłóciliśmy się niemal o wszystko. Pawłowi nie można było zwrócić uwagi, bo natychmiast się wściekał.

Teraz w domu zrobiło się cicho. Ale na krótko. Mój mąż wyraźnie jeszcze się nie uspokoił. Wszedł do pokoju Pawła. Poszłam za nim i zdążyłam zauważyć, jak syn zrywa się z kanapy, staje przed ojcem, podnosi rękę i mocno go popycha. Stałam, jak wryta. Nie mogłam uwierzyć, w to co zobaczyłam.

- Na ojca rękę podnosisz?! Ot, czego się doczekałem od własnego dziecka- krzyknął mąż.

Wyciągnęłam go z pokoju Pawła. Milczeliśmy przez chwilę.

- Tak dalej być nie może. Coś z tym trzeba zrobić - powiedziałam sama do siebie. Tylko co? Gdzie popełniliśmy błąd?Przecież nie możemy być terroryzowani przez syna.

Joanna W. z Jarocina

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 1 (w sprzedaży od środy 5 stycznia 2011r.) i na stronie : www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje