Reklama

Reklama

Za wcześnie jeszcze na tak późne imprezowanie

​W niedzielę rano, gdy tylko usłyszałam klucz w zamku, od razu wyskoczyłam z łóżka. Była godzina 6 rano.

- Martyna! Oka przez ciebie nie zmrużyłam! - krzyknęłam do córki, która stanęła w drzwiach.  

- Miałaś być o godzinie 23! Tato Ewy miał cię przywieźć. Nie odbierałaś komórki, a ja mało nie osiwiałam ze strachu!

- Przecież wysłałam ci SMS, że z podwózki nici i zostanę do rana  - wzruszyła ramionami.

Aż mnie zatkało.

- Ale ja nie pozwoliłam na to! Masz szczęście, że ojciec wyjechał, on już by ci wybił z głowy takie zachowanie!

- Mamo, są wakacje, teraz jest mnóstwo imprez. One nie kończą się o 22. Poza tym nie słyszałam jak dzwoniłaś. Myślałam, że się zgadzasz...

Reklama

Potem córka znudzonym tonem zaczęła mi tłumaczyć, że imprezy o tej godzinie dopiero się zaczynają, że już jej mnóstwo wstydu narobiliśmy, gdy ojciec prawie siłą wyciągną ją z urodzin Mai.

Tak, dobrze pamiętałam tę sytuację. Nie była ona miła dla nikogo. Mąż pojechał po Martynę ok. 22. Córka nie chciała wracać - prosiła, błagała, by mogła jeszcze zostać. A mąż - on, niestety, w gorącej wodzie jest kąpany - zrobił jej przy znajomych straszną awanturę.

Skończyło się na histerii Martyny i cichych dniach przez ponad tydzień.

Mąż zbytnio się tym nie przejął, ale ja tak.

Zaczęłam córce najspokojniej, jak potrafiłam, tłumaczyć, że ma jeszcze czas na imprezy do rana.

- Mamo, daj spokój. Kiedy mam się bawić? Na emeryturze?

- Masz dopiero 16 lat, to jeszcze nie czas na takie balangi. Tam jest alkohol, ludzie palą papierosy, wcale nie chcę, żebyś brała w tym wszystkim udział! Zabraniam ci, rozumiesz?

- Mamusiu, przecież wiesz, że ja się z takim towarzystwem nie zadaję - zaczęła przymilnie. -  Może porozmawiamy jak ochłoniesz, ja się wyśpię...

- Nie! Przekroczyłaś granicę. O 22 masz być w domu! Inaczej nigdzie nie będziesz wychodziła! I ojciec będzie po ciebie przyjeżdżał. A jak go nie będzie nici z wyjść

Martyna spojrzała na mnie ze wściekłością i pobiegła do pokoju.

Miałam nadzieję, że wszystko sobie przemyśli. Niestety, myliłam się.

W środku tygodnia Martyna miała spać u przyjaciółki.

- Ale to jest tylko nocowanie nie impreza? - spytałam, bo, co tu kryć, przykrywka stara jak świat.

- No co ty? - córka z wyrzutem spojrzała na mnie. Trochę głupio mi się zrobiło, że nie wierzę własnemu dziecku.

Ale jak wiadomo kłamstwo ma krótkie nogi i przez głupi przypadek kilka dni później dowiedziałam się, że Martyna kłamała. Koleżanka przyniosła jej bransoletkę, którą zgubiła u kolegi na działce, gdzie balangowali.

Zrobiłam córce awanturę. Kategorycznie zabroniłam jakichkolwiek wyjść. Tyle że czy to jest rozwiązanie. Nie wiem, co mam zrobić. Zamykać ją w domu na klucz? Jakoś sobie tego nie wyobrażam...

Joanna z Kwidzyna

Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy