Reklama

Reklama

Zapłodnienie in vitro - czy to grzech?

Jesteśmy z Grzesiem od 15 lat małżeństwem. Wcześniej przez 5 lat byliśmy parą, zaczęliśmy ze sobą chodzić jeszcze w liceum. Po szkole Grzegorz poszedł pracować do straży miejskiej, ja skończyłam jeszcze studium medyczne i zostałam pielęgniarką.

 Po ślubie zaczęliśmy myśleć o dziecku albo nawet parce. Mieszkaliśmy jeszcze u rodziców Grześka, ale w planie był kredyt i wyprowadzka na swoje. Kiedy mąż dostał awans podjęliśmy decyzję: bierzemy pożyczkę i kupujemy mieszkanie. Trzypokojowe na parterze bardzo nas urządzało. Było piękne słoneczne, z dużą łazienką i wyjściem do ogródka. Największy, środkowy pokój, planowaliśmy oddać dzieciom. Chcieliśmy bardzo, aby starszy był chłopczyk, mieliśmy już dla niego imię: Igor. Dziewczynkę chcieliśmy nazwać Beata, tak jak Beata Kozidrak, bo oboje bardzo lubimy tę piosenkarkę. Niestety, pomimo wieloletnich starań nie mamy dotąd dzieci. Bardzo się tym martwię, bo właśnie przekroczyłam czterdziestkę i w tym momencie czas nie jest moim

sprzymierzeńcem. Często jest mi smutno, płaczę zamknięta w łazience, nie chcąc, by Grzesiek oglądał mnie w takim stanie. Ogarniają mnie różne lęki. Tak, boję się o nasze małżeństwo, że mąż pewnego dnia mnie zostawi dla innej, z którą będzie mógł mieć syna czy córkę. Ja też nie mogę pogodzić się z tym faktem, że w naszym domu nie słychać dziecięcych głosów, że jest po prostu smutno. Jedyne wyjście, jakie widzę z tej sytuacji, to zapłodnienie in vitro. Ale jakoś nie mogę się zdecydować, moja wierząca i praktykująca mama gorąco mi to odradza, twierdząc, że to wielki grzech.   

Ewa, 39 lat

 



Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: in-vitro | zapłodnienie | religia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje