Reklama

Reklama

Zawsze jestem winna...

Wyszłam za mąż z miłości, chociaż mój mąż uważał, że „złapałam” go na dziecko. Oczywiście nie mówił tak od początku

Mieszkamy w małej miejscowości, było oczywiste, że weźmiemy ślub. Powodziło się nam nieźle, ale najpierw żyliśmy pod jednym dachem z teściami. Bywało różnie, teściowa wtrącała mi się we wszystko. Mąż najczęściej brał jej stronę, "bo przecież to ich dom" i zarzucał mi, że nie potrafię się dostosować.

Potem wiele razy słyszałam, że coś stało się przeze mnie. Był też zazdrosny, nawet o... męża swojej siostry. Ubzdurał sobie, że coś między nami było, i to już w czasie ich wesela! A prawda jest taka, że swojego szwagra znałam wcześniej, ale nie był żadnym moim chłopakiem. Co więcej, to dzięki mnie męża siostra go poznała...

Reklama

Teraz oni mają przyjechać do Polski ze Stanów, gdzie mieszkają od 15 lat. Rzadko przez ten czas się widywaliśmy. Jestem chrzestną ich syna. Zaprosili nas na spotkanie, które jest na drugim końcu Polski, bo tam mieszkali przed wyjazdem. I mąż dostał jakiejś szajby. Zaczął mnie oskarżać, że chcę tam jechać ze względu na szwagra...

A prawda jest taka, że od dawna nie układa się nam pożycie. Oczywiście mnie o to oskarża, a sam ma cukrzycę i nadciśnienie, ale nie przyjmuje do wiadomości, że to też może być przyczyną łóżkowych kłopotów. Poza tym stracił ostatnio pracę i się tego wstydzi przed szwagrem, który ma w USA własną firmę...

Nie wiem, co zrobić. Chcę pojechać na spotkanie, nawet bez niego. Czy lepiej zostać, bo później mąż będzie się na mnie jeszcze bardziej wyżywał?

Basia (44 l.)


Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje