Reklama

Reklama

Znalezione nie kradzione?

​Święta w tym roku naprawdę się udały.

Święta w tym roku naprawdę się udały. Przyjechali moi rodzice i teściowie, a w pierwszy dzień świąt także brat z żoną i dziećmi i kuzyni męża. Było gwarno, tłumnie i wesoło. Miałam nadzieję, że będziemy jeszcze długo dobrze wspominać te święta...

Reklama

Tuż przed sylwestrem sprzątając w pokoju Mariusza natknęłam się w szufladzie jego biurka na ponad 200 zł. Zaskoczona zasunęłam szufladę, dokończyłam sprzątanie i czekałam z niecierpliwością aż mój trzynastolatek wróci do domu. Wreszcie przyszedł.

- Skąd masz te pieniądze w biurku? - spytałam.

- Jakie... - zawahał się - pieniądze?

- Doskonale wiesz jakie!

Milczał, zagryzając wargi i strzelał oczami na prawo i lewo.

- Znalazłem - wyrzucił z siebie w końcu.

- Gdzie? Kiedy? - chciałam wiedzieć.

Pokręcił głową. Ale jakoś tak niepewnie.

- Natychmiast mów jak to było! - krzyknęłam.

W końcu dowiedziałam się, że to stało się u nas w domu! Jak już wszyscy goście wyszli, a my położyliśmy się spać, syn wstał do łazienki i w przedpokoju na coś nadepnął. Okazało się, że to portfel. Nie było w nim nic oprócz pieniędzy. Żadnych kart, dokumentów, niczego, co wskazywałoby właściciela.

- I co? - załamałam ręce. - Ukradłeś go?

- Nie ukradłem! Znalazłem! - oburzył się.

- Ale nie oddałeś!

- A komu miałem oddać? - bronił się.

- Trzeba było dać go nam. Obdzwonilibyśmy wszystkich gości. Co zamierzałeś z tym zrobić?

Wzruszył ramionami.

- Chciałem oddać - zmienił nagle front najwyraźniej widząc, że puszczają mi nerwy. - Ale zapomniałem.

Akurat! Nic w jego zachowaniu nie świadczyło o tym, że miał taki zamiar.

- Ile tam było tych pieniędzy? - spytałam.

- Nie wiem - mruknął.

- Wydałeś coś?

Pokręcił głową.

Obdzwoniłam krewnych. Okazało się, że portfel należał do kuzyna mojego męża, który był pewien, że go zgubił na stacji benzynowej. Bardzo się ucieszył, że portfel się odnalazł. Pytał oczywiście gdzie był i kto go zauważył. Gdy powiedziałam, że to Mariusz, uznał, że się chłopakowi należy znaleźne. Odmówiłam z oburzeniem. Tym większym, że wstyd mi było, bo przecież wiedziałam jak mój syn się zachował. Kuzyn odebrał portfel, podziękował mnie i Mariuszowi. Dał mu wielką czekoladę. Gdy wyszedł, spytałam syna:

- I co? Widzisz? To pieniądze wujka. Jak byś się czuł, gdybyś ich nie oddał?

Syn nic nie powiedział, ale widziałam, że był zawiedziony, że stracił taką gotówkę, a w zamian zyskał tylko czekoladę. Obawiam się, że gdybym nie znalazła tych pieniędzy, to wcale by się do znaleziska nie przyznał. Pieniądze by wydał i był z siebie zadowolony. Skoro tak łatwo przyszło mu przywłaszczenie sobie znalezionego w domu portfela, to kto wie, co mu strzeli do głowy z czasem? Jak mu wytłumaczyć, że choć to nie była zwykła kradzież, to bardzo już do niej blisko? Zbyt blisko, bym była spokojna...

Weronika G. z Gdańska

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 1 (w sprzedaży od czwartku 2 stycznia 2014 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

 

Dowiedz się więcej na temat: dziecko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje