Zrozum, nie kupisz przyjaźni...

​- Mamo, mogłabyś dać mi kieszonkowe za następny miesiąc już teraz? - spytała Karolina, moja 14-letnia córka.

- Jest dopiero połowa miesiąca... Tak szybko wszystko wydałaś? - zdziwiłam się.

Reklama

- No tak, zaprosiłam koleżanki - Julkę i Asię - na pizzę i lody.

- Zaprosiłaś? A czy każda nie powinna płacić za siebie? 

- Oj mamo, ale to są najfajniejsze dziewczyny w klasie! - wybuchła nagle Karolina. - Ja chcę się z nimi kumplować, odwiedzać  je w domu. Chcę, żeby mnie zapraszały na imprezy i w ogóle... - dodała już ciszej. 

- I dlatego im stawiasz? - drążyłam. - Uważasz, że możesz kupić sobie ich przyjaźń?

- Nie! Chcę tylko, żeby mnie lubiły i żebym była jedną z nich - w oczach córki pojawiły się łzy.

Zrobiło mi się przykro. Znam swoje dziecko - zawsze była nieśmiała. Już w przedszkolu stała pod ścianą, ściskając ulubionego misia i czekając, aż ktoś do niej podejdzie - sama się wstydziła. Walczyłam z tym, zachęcałam ją, dodawałam odwagi... Opornie to szło. W podstawówce było trochę lepiej, ale Karolinka nigdy nie miała większego grona koleżanek. Wyciągnęłam pieniądze - chociaż nie miałam tego w planie - i podałam córce.

- Bawcie się dobrze - uśmiechnęłam się. 

 Chciałam, by Karolinka miała więcej znajomych. Pamiętam jeszcze, jak istotne to jest w jej wieku. Wtedy wydaje się młodemu człowiekowi, że koledzy i koleżanki, ich opinie, są najważniejsze na świecie.

- No jak tam? - spytałam wieczorem, gdy córka wróciła do domu. - Smakowała koleżankom pizza?

- O tak! - rozpromieniła się Karolina. - Były zadowolone, gadałyśmy sobie i było super! - ciągnęła. - Za parę dni Julka urządza urodziny, na pewno mnie zaprosi. Dużo osób z klasy tam będzie.

- Świetnie - pomyślałam, widząc radość córki. - Może w końcu odnajdzie się w grupie rówieśników, nabierze odwagi i pewności siebie.

Niestety, myliłam się. W poniedziałek po weekendzie Karola przyszła ze szkoły smutna i od razu zamknęła się w swoim pokoju. Gdy długo nie wychodziła, zaniepokoiłam się.

- Co się stało Karolinko? - weszłam do jej pokoju. Mała leżała na łóżku i płakała.

 - Nie zaprosiły mnie na te urodziny! - chlipnęła, gdy do niej podeszłam. - Wszyscy tam byli, a ja nie! Nienawidzę ich! Nie pójdę do szkoły więcej. Ani jutro, ani nigdy! Nie chcę tych małp oglądać! - łkała.

No tak, mimo wysiłków, by wkraść się w łaski popularnych w klasie koleżanek, Karolinka nie została zaproszona na huczną imprezę... Poczuła się zraniona, bo przecież tak się starała. Strasznie to przeżywa, a mnie kraje się serce. Sama nie wiem, jak jej pomóc... Nie chcę, by zrobiła coś głupiego albo żeby naprawdę przestała chodzić do szkoły. Co robić?

Ilona Mackiewicz z Dęblina

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje