Reklama

Reklama

Zrozum, zwierzak to nie zabawka

Przyznaję, łza zakręciła mi się w oku, gdy wraz z 10-letnim synem obejrzałam w telewizji reportaż o tym, jak w czasie pandemii ludzie potrzebują towarzystwa.

Dlatego adoptują psy ze schronisk. Nie przypuszczałam, jednak że mój jedynak tak się przejmie tym programem.

Reklama

-  Jakie biedne są te psiaki, a jakie wspaniałe, piękne. Trzeba im pomóc - stwierdził.

Zaczęłam mu tłumaczyć, że biorą je najczęściej osoby samotne i przede wszystkim takie, które zapewnią im opiekę i odpowiednie warunki.

- A ty myślisz, że ja nie czuję się samotny?! - wykrzyknął Filip. -  Gdybym miał psa, to miałbym się przynajmniej z kim pobawić. Byłby moim największym przyjacielem. Obiecaj, że się zastanowisz - błagał.

Dałam słowo, że pomyślę.

Prawda jest taka, że Filip bardzo kocha zwierzęta, ale chyba jeszcze do końca nie rozumie, że opieka nad nimi, to nie tylko fajna zabawa. To przede wszystkim odpowiedzialność.

 Dwa lata temu, po namowach syna, w naszym domu pojawiło się akwarium z rybkami.

- Będę je karmił, opiekował się nimi - złożył obietnicę.

Byłam pewna, że tak będzie. W końcu wielkiego wysiłku to nie wymagało. Tyle że po dwóch tygodniach...

- Kochanie, nakarmiłeś rybki? - spytałam.

- Możesz za mnie to zrobić? - odkrzyknął, zajęty układaniem klocków.

Niestety, co rusz powtarzały się takie sytuacje. Rybki przestały być fajne. Teraz akwarium dla Filipa jest tylko dekoracją pokoju.

Ale on wciąż chce mieć zwierzątko. Jak twierdził takie, z którym będzie się mógł pobawić. Słyszałam już o chomiku, króliku, a nawet żółwiu. Do tej pory jednak po rozmowach, że z tatą pracujemy, on ma szkołę, odpuszczał.

A teraz nie! Codziennie się dopytuje się, czy już się zastanowiłam. Zdarzyło mu się nawet popłakać. Chciałabym z całego serca sprawić mu radość, sama też bardzo kocham psy, ale...

  - Po kilku kilkunastu tygodniach zachwytu Filip znudzi się zwierzakiem i wszystkie obowiązki spadną na nas - mąż jest przeciwny i puka się w głowę.

Za to moja siostra twierdzi, że Filip jest starszy i mądrzejszy. Być może pomysł z psem wcale nie jest taki zły. Tym bardziej, że przecież siedzi całymi dniami w domu.

A ja sama nie wiem, co myśleć. Obawiam się, że mąż ma rację. Ale z drugiej strony nigdy nie wiadomo, może mały będzie się nim czule opiekować i nie potraktuje jak zabawkę, którą można rzucić w kąt?

Jolanta z Ciechanowa

Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje