Reklama

Reklama

Zwraca wszystkim uwagę, przechwala się, mądrzy...

Mój synek Antoś (9 l.) zawsze był dociekliwym dzieckiem.

- Pierwsze słowa, jakie powiedział, to ''co to jest?" - żartował mąż. Nie przeszkadzało nam, że zadawał mnóstwo pytań. Cieszyliśmy się, że chce poznawać wszystko, co go otacza. Nawet zachęcaliśmy go do tego. Byliśmy dumni, że mamy tak inteligentne dziecko. Antek chętnie przeglądał książeczki, godzinami mógł oglądać w telewizji programy przyrodnicze.

Reklama

Kłopoty zaczęły się, gdy poszedł do szkoły. Zaczął się popisywać swoją wiedzą przed kolegami. Wyśmiewał ich, gdy czegoś nie wiedzieli.

Niedawno nauczycielka poprosiła, żebym została po zebraniu rodziców.

- Antek źle odnosi się do kolegów. Gdy Franek nie umiał odpowiedzieć mu na pytanie, jakie miasto jest stolicą Hiszpanii, nazwał go głupkiem. Nie chciał przeprosić. Stwierdził, że każdy powinien to wiedzieć. Dzieci odsuwają się od niego, nazywają mądralą - dowiedziałam się od nauczycielki. Obiecałam porozmawiać ze swoim synem.

- Antek, nie jest tak, że wszystkie dzieci wiedzą to, co ty. I nie możesz ich za to przezywać - tłumaczyłam. - Ty też jeszcze wielu rzeczy nie wiesz.

- A czego? - spytał zaciekawiony.

- A np. tego, jak ugotować zupę ogórkową - zażartowałam.

- Nauczę się - stwierdził poważnie.

- Oni też mają czas na naukę tego, czego ty nauczyłeś się wcześniej - powiedziałam. - I nie wolno ci ich za to obrażać.

Wydawało mi się, że Antoś zrozumiał, o co mi chodzi. Niestety, nie do końca. Jak tylko pojawiają się u nas znajomi, zaczyna się "mądrzyć".

- Czy pani wie, co to jest Instagram? - zaskoczył niedawno przyjaciółkę mojej mamy.

- No, nie wiem - odpowiedziała.

- Każdy wie, a pani nie wie? - zdziwił się. - Serwis społecznościowy.

Starsza pani uśmiechnęła się.

- Dziecko, ja pojęcia nie mam nawet, co to jest ten serwis społecznościowy - powiedziała wyraźnie zniecierpliwiona.

- Ale przemądrzały - szepnęła do mojej mamy, kiedy wyprowadzałam Antka do jego pokoju.

Nie było to miłe. Mój dobry nastrój od razu prysnął.

- W końcu co w tym złego, że dziecko zapyta o coś dorosłą osobę? Mogła to obrócić w żart - wyżaliłam się wieczorem mężowi.

- Antek niepotrzebnie ją o takie rzeczy ją wypytywał. Przecież pani Halinka ma 70 lat... rzucił tylko.

Podczas imienin dziadka Antek znów się popisywał. Antek "przyczepił się" w końcu do wujka Stefana. Zamęczał go pytaniami: gdzie dokładnie leży Syria, ilu mieszkańców ma Warszawa...

Kiedy wujek chciał wznieść toast za zdrowie swojego przyjaciela, Antek szarpał go za rękę.

- A czy ty wiesz, czego dzieciom nie wypada robić podczas imienin dziadka? - zwrócił się do niego wujek Stefan. - Przeszkadzać dorosłym!

Przy stole zapadła cisza. Antkowi zrzedła mina. Wyglądał, jakby miał się za chwilę rozpłakać.

- No i co narobiłeś, Stefan? - spytała ciocia.

Przy stole byli sami swoi. Zaczęła się dyskusja, co dzieciom wolno, a czego nie.

- Co z tego, że wyrośnie wam na jakiegoś mędrca, jak nie będzie się dobrze zachowywał? - nie dawał za wygraną wujek. - Antoś, a kto napisał "Lokomotywę"?.

Antek milczał, zaczerwienił się.

- Jak to, nie wiesz? A wydawało mi się, że wszystkie rozumy pozjadałeś - zawstydził go wujek.

Syn wyszedł z pokoju jak niepyszny.

Przykro mi się zrobiło. Ale musiałam przyznać wujkowi Stefanowi rację. Tylko co ja mam zrobić? Jak wytłumaczyć Antosiowi, że wiedzę zdobywa się nie po to, żeby się tym ciągle chwalić i sprawdzać innych? Już teraz zraża do siebie ludzi, a co będzie potem, w liceum, na studiach, w pracy?

Marzena C. z Otwocka

***Zobacz także***

 

Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje