Reklama

Reklama

Bez miłości...

...nie może obejść się dobry związek. A bez seksu? Czy białe małżeństwo to jeszcze małżeństwo? Czy można kogoś kochać, nie kochając się z nim?

Ewelina: Mroki dzieciństwa
- Dla mnie mineralną bez gazu - mówi Ewelina. Nie lubi umawiać się w restauracjach, bo wtedy wszyscy zwracają uwagę na to, że nic nie je. Prawie nic i dlatego jest taka szczupła. Prawdę mówiąc: chuda, na granicy anoreksji. Nauczyła się to maskować, nosząc luźne swetry i spódnice z falbaną. Zresztą i tak wszyscy zawsze patrzą na jej piękną twarz. Długie rude włosy i niebieskie oczy. Blada alabastrowa cera sprawia, że wygląda jak piękność z obrazów Toulouse-Lautreca albo Alfonsa Muchy. Tyle że Ewelina interesuje się sztuką współczesną. Zawodowo. Pracuje w muzeum i organizuje wystawy.

Reklama

- Chcesz ze mną rozmawiać o białym małżeństwie? - pyta. - Nigdy o sobie nie myślałam w tym kontekście - zamyśla się. - A jednak to prawda, ja i Filip jesteśmy nietypową parą. - Poproszę cytrynę - zwraca się do kelnerki z tym swoim charakterystycznym, wibrującym "r". Zapala papierosa. Jest trochę nieśmiała, pewnie dlatego woli skryć się za zasłoną z dymu. - Kochałam się z nim tylko raz i to dopiero po dwóch latach znajomości - mówi, patrząc w ścianę. - Miałam 28 lat i wciąż jeszcze byłam dziewicą. Chciałam to mieć za sobą. Bardzo się wtedy upiłam. Niewiele pamiętam. Fizyczny ból. Wcale nie było mi przyjemnie. Potem już nigdy nie próbowałam, nie miałam ochoty.

To minie?

Filipa poznała na studiach. Nie był z jej środowiska, to raczej typ inżyniera. Prędko rozkręcił firmę budowlaną, zaczął zarabiać duże pieniądze. - On jest bardzo opiekuńczy, aż do przesady - opowiada Ewelina. - Moje potrzeby stawiał zawsze na pierwszym miejscu. W sprawach seksu nie naciskał, ale widziałam, że jest mu ciężko. Nie rozumiał, co się ze mną dzieję. Zresztą ja sama nie wiedziałam. Uznał, że to sprawa przejściowa. Trzeba poczekać, aż sama się rozwiąże.

Kolejne dwa lata mieszkali razem w wynajętym mieszkaniu i na swój sposób byli szczęśliwi. Dla Filipa Ewelina była egzotycznym ptakiem, fascynowała go swoją innością. Był wobec niej delikatny i cierpliwy. Przyglądał się, czekał...

- Podróżowaliśmy po świecie, mieliśmy wspólne pasje i przygody - wspomina Ewelina. - W pracy byliśmy bardzo zajęci, dawaliśmy z siebie wszystko. Wracaliśmy późnym wieczorem i mogliśmy trochę pogadać, przysypiając przy filmie i piwie. Miedzy nami zawsze było dużo czułości. Mnie to wystarczało, jemu nie. Był jednak zbyt delikatny, by dawać mi do zrozumienia, że brakuje mu zbliżeń. Długo ukrywał swoją frustrację. Podejrzewam, że sam przed sobą nie chciał się do tego przyznać. Aż poznał Ankę...

Seks z inną

Ewelina chrząka niepewnie i bierze duży łyk wody mineralnej. - To było trudne, dla niego, dla mnie i dla niej. Filip czuł się rozdarty. Z tamtą łączył go seks, ze mną przywiązanie, miłość, wspólne życie. Nie umiał wybrać, miotał się, aż ona miała już tego dość i zdecydowała za niego. Zaszła w ciążę. Wiem, że cieszył się z dziecka. Wyprowadził się do niej. Triumfowała. Próbowała go namówić na ślub, ale odmówił. W zamian za to otoczył ją i dziecko najczulszą opieką, do dzisiaj dba, aby niczego im nie brakowało. W tym czasie rzadko go widywałam. Anka była o niego szaleńczo zazdrosna, nie chciał jej ranić. Wymykał się ukradkiem tylko po to, żeby chwilę ze mną posiedzieć i porozmawiać. Kupił nawet drugi telefon, z którego dzwonił tylko na mój numer. Wcześniej ona kontrolowała jego komórkę i zrobiła piekło, gdy odkryła, że ciągle się kontaktujemy. Nie pomagały tłumaczenia, nie wierzyła, że między nami nie ma żadnej więzi erotycznej. Był taki czas, że dla świętego spokoju odsunął się ode mnie, mało dzwonił, prawie już nie wpadał. Czułam się samotna, ale nie chciałam ingerować w jego życie rodzinne - tłumaczy Ewelina.

- Nie miałam prawa.

Miała za to czas, by zastanowić się nad sobą. Zbliżała się do trzydziestki. - Nie dawało mi spokoju, dlaczego jestem taka zamknięta, dziwna. Coś ze mną było nie tak. Kiedyś przypadkiem trafiłam w gazecie na artykuł o dzieciach alkoholików, przeczytałam o zamrożonych uczuciach. Na dole był adres poradni, do której można się było zgłosić. Następnego dnia zadzwoniłam i zapisałam się na terapię.

Przez następne pięć lat poznawała swoją przeszłość, wypartą i zapomnianą. Wróciło dzieciństwo. Mama, która prawie nie trzeźwiała, bezradny ojciec. Tysiące drobnych bolesnych epizodów. - Nie myśl, że stałam się normalna - uśmiecha się Ewelina. - Ale na pewno bardziej świadoma. Nadal nie mogę przekonać się do współżycia. Tak jakbym wciąż była dzieckiem, które nie chce dorosnąć i robi wszystko, by nie nabrać kobiecych kształtów. Jakby w dzieciństwie tkwiła jakaś nierozwiązana sprawa, z którą nie potrafię się zmierzyć.

I pomyśleć, że była już o krok od wyjaśnienia zagadki. - Moja psychoterapeutka zasugerowała, że może ktoś mnie molestował, tylko ja tego nie pamiętam - wspomina. - Poradziła, żebym poszła do znanego hipnotyzera. Z jego pomocą miałam cofnąć się do czasu, gdy byłam małą dziewczynką. Zdecydowałam się, ale hipnotyzer ostrzegał, że umysł może spłatać figla i że mogę uznać za prawdziwe wydarzenia, które w ogóle nie miały miejsca. Stwierdziłam, że ryzyko jest za duże. A może przestraszyłam się prawdy? Wolę nie wiedzieć...

- Muszę już iść - Ewelina spogląda na zegarek. - To prezent od Filipa - wyjaśnia. - Niedawno wyprowadził się od Anki. Mieszka sam. Dużo ze sobą przebywamy. Wkrótce jedziemy do Grecji. Powiedział, że chciałby mi się oświadczyć, ale nie wiem, może tylko żartował. Kochamy się, tylko że ta nasza miłość z mojej winy jest taka pokręcona. Wiem, że w jego życiu zawsze będą Anka i dziecko. Będzie się nimi opiekował. Taki już jest.

Karol: Daję jej pewność

Włócząc się po mieście, Daria wpadła na pomysł, żeby pójść do teatru. Przedstawienie miało zacząć się za pół godziny. No i oczywiście w kasie nie było już biletów. "Mogłam się tego spodziewać", pomyślała. Chwilę jeszcze postała, postudiowała afisz, a potem odwróciła się i szła do wyjścia. - Proszę pani, proszę zaczekać - usłyszała męski głos. Za nią szedł przystojny, czterdziestoparoletni mężczyzna w jasnym garniturze. Miał sympatyczną twarz i uśmiechał się przepraszająco. - Usłyszałem, że nie dostała pani biletu, a ja przypadkiem mam jeden dodatkowy. Znajoma, z którą się umówiłem, nie mogła przyjść. Jeśli to pani nie przeszkadza, chętnie zaoferuję miejsce.

Przyjęła propozycję. Oboje byli trochę onieśmieleni sytuacją. - Jest jeszcze trochę czasu, może mała kawa w barku? - zaproponował.

- Jestem Karol - przedstawił się. W dalszej rozmowie okazało się, że na stałe mieszka w Niemczech, do Polski przyjeżdża czasem w interesach. Mieszka wtedy w wynajętym mieszkaniu, a wieczorami chodzi do kina, teatru albo na koncerty. Po spektaklu wymienili numery telefonów. Nie musiała długo czekać, zadzwonił następnego dnia. - Tym razem nie przygotowałem żadnego fortelu, żeby cię zwabić - zaśmiał się w słuchawkę. - Kupiłem dwa bilety na sobotni koncert Cohena i mam nadzieję, że ze mną pójdziesz. Proszę, nie odmawiaj. Nie rób tego Cohenowi. Tyle mu zawdzięczamy.

Na koncert pojechali jego samochodem. Salę powoli wypełniał tłum. - Cieszę się, że znów siedzimy obok siebie - mówił Karol. - Cudownie się z tobą czuję i w teatrze, i na koncercie. Jeszcze nie wiem, jak w kinie. Moglibyśmy spróbować, co ty na to? Na przykład jutro?

Nadal się kochamy...

- Boże, jaki kulturalny podrywacz - zaśmiała się Daria, podziwiając wprawę, z jaką zapewniał sobie towarzystwo na kolejne wieczory.

Zgasły światła i chwilę potem wraz z resztą publiczności nucili stare przeboje Cohena. Kiedy zabrzmiał utwór "I am Your Man", Karol nachylił się i śpiewał jej wprost do ucha. Uznała, że trochę przesadził, i nie skorzystała z kolejnych zaproszeń, które ponawiał z regularnością średnio co dwa dni. Nie dawał za wygraną. Wymyślał coraz ciekawsze imprezy. Po dwóch tygodniach spotkali się... w kawiarni, żeby po prostu porozmawiać. Przyszedł w jaskrawocytrynowym swetrze i czerwonych spodniach, przyniósł kwiaty. Przy deserze zaczął mówić o sobie. Dowiedziała się, że od dwudziestu lat ma żonę Ewę. Ona została w Dusseldorfie, tam pracuje. Tuż przed stanem wojennym wyjechali z Polski. Najpierw do Ameryki, a potem przez Anglię do Niemiec. Wiele razem przeżyli, ale dzieci nie mają, ona nie mogła ich mieć.

- Ewa zachorowała na raka piersi - tłumaczy Karol. - Dla nas to był szok. Pamiętam szpitale, operacje, chemię i radioterapię. Modliłem się, żeby nie umarła. Udało się, wyzdrowiała, ale straciła obie piersi. Robiłem wszystko, żeby uwierzyła w swoją kobiecość i atrakcyjność, ale stała się kompletnie zamknięta na te sprawy. Przestała lubić seks, odsunęła się ode mnie. Od tej pory śpimy w jednym łóżku, ale jesteśmy białym małżeństwem. Nadal bardzo się kochamy. Daję jej to, na czym kobietom zależy najbardziej. Pewność, że nigdy jej nie opuszczę. Ona to wie. Wie też, że nie o wszystkim jej mówię. Bo to nie jest tak, że nie mam już żadnych potrzeb erotycznych. Spotykam się z innymi kobietami, ale zawsze na samym początku mówię im, że możemy się przyjaźnić albo nawet coś więcej, ale by nie liczyły na to, że zostawię żonę. One przeważnie nie traktują tego poważnie, a potem dziwią się, płaczą. Wydaje ci się, że to okrutne?

Na stole ląduje tiramisu. Karol łapczywie zanurza w nim łyżeczkę. Je szybko, rozkoszując się każdym kęsem. - Zacząłem trochę tyć - zauważa. - I łysieć. Nie patrz tak na mnie, nie jestem podstarzałym lowelasem, zależy mi na przyjaźni. Co ja poradzę, że czasem nie mogę oprzeć się pokusom. Chciałbym być w stu procentach lojalnym mężem, ale to niemożliwe. Nie umiem żyć wbrew naturze. A teraz, kiedy już wszystko o mnie wiesz, może dasz się zaprosić do mnie na drinka? Mieszkam ulicę dalej. Nie? Rozumiem. Mimo wszystko dziękuję, że przyszłaś. Zadzwonię, jak będą grali coś fajnego w teatrze.

Alicja I Piotr: Dwójka bez sternika

Nad lodówką wisi wielkie zdjęcie Alicji i Piotra, patrzą na siebie z ufnością gdzieś na żaglówce otoczeni wielką wodą. Znajomi zazdroszczą im tej miłości i szczęśliwego domu. Myślą, że tworzą idealną parę i że wszystko w ich życiu pojawia się bez wysiłku i o odpowiedniej porze. Kiedy zakładali biuro tłumaczeń, nie mieli nic, dziś świetnie im się powodzi. Już nie muszą tyle ślęczeć nad tekstami, zatrudniają tłumaczy. Mają czas na podróże i życie prywatne. Uwielbiają gości. Każdy może wpaść i zostać do rana, pożalić się, wypłakać, pocieszyć. Ale ostatnio role się odwróciły. To Alicja i Piotr mają problem i wreszcie zdecydowali się o nim mówić, choć wcześniej przez piętnaście lat milczeli. Wstydzili się.

- Śpimy razem, ale oddzielnie. Każde z nas po swojej stronie łóżka. Nocą, kiedy leżymy obok siebie, w kompletnej ciszy słyszę tylko bicie mojego serca. Nie mogę zasnąć. Myślę o seksie, którego nie ma w naszym małżeństwie - zwierza się Alicja.

Przyznaje, że nie lubiła sypialni. To miejsce, w którym najczęściej płakała. Oczywiście po cichu, w poduszkę. Na głośny płacz pozwalała sobie tylko wtedy, kiedy dzieci nie było w domu. Jej łzy budziły w Piotrze agresję. Gniewnym ruchem zgarniał kołdrę i poduszkę. Wtedy już wiedziała, że kilka następnych nocy spędzi u siebie na kanapie. Tego się bała najbardziej: braku seksu, czułości i dotyku. Miała wrażenie, że on o tym wie i chce ją za coś ukarać. Była w tym jakaś ukryta agresja, która ją raniła.

Odzyskać życie seksualne

Alicja i Piotr nie są typowym białym małżeństwem, raczej parą, która próbuje odzyskać życie seksualne. Pół roku temu zdecydowali się na terapię. Dziś rozumieją już dużo więcej i nazywają problemy po imieniu. - To się zaczęło, gdy urodziły się bliźniaki - wspomina Piotr. - Teraz chłopcy mają już piętnaście lat, ale ich pojawienie się na świecie było rewolucją. Byliśmy permanentnie przemęczeni i zestresowani, każda minuta snu była dla nas cenna. Cenniejsza od seksu. Nauczyliśmy się przy sobie zasypiać, a rano znów trzeba było zerwać się z łóżka. Alicja czasem inicjowała zbliżenia, ale to jakoś nie wychodziło. Byłem spięty i nie umiałem sprostać jej oczekiwaniom. Zwykle kończyłem za wcześnie i widziałem jej narastające rozczarowanie. Czułem się winny. W końcu miałem wrażenie, że ona mnie nie akceptuje. Zacząłem jej unikać w łóżku.

- To prawda, byłam wtedy bardzo niezadowolona i sfrustrowana - przytakuje Alicja. - We wszystkim widziałam jego złą wolę. Zwykle kładłam się pierwsza, a Piotr długo jeszcze siedział przed telewizorem albo komputerem. "Nie zależy mu na mnie, dlatego tak zwleka", myślałam i pogrążałam się w rozpaczy. Narastało we mnie napięcie: czy on jeszcze widzi we mnie kobietę? Czy już tylko kumpla, z którym dzieli pracę, dom i dzieci.

Jak żebrak

- A ja tymczasem starałem się wynagrodzić jej brak erotycznych atrakcji - dodaje Piotr. - Brałem na siebie coraz więcej obowiązków. I w pracy, i w domu. W pewnym momencie całkowicie przejąłem opiekę nad chłopcami. Chciałem, żeby Alicja miała więcej czasu dla siebie, żeby mogła go przyjemnie spędzić, tak jak lubi. Próbowałem ją zadowolić na różne sposoby. Wymyślałem podróże, gotowałem wykwintne potrawy, ale ona tego nie doceniała. Coraz częściej była smutna i miała o wszystko pretensje.

Alicja stawia na stole dzbanek z herbatą i chwilę zastanawia się nad tym, co powiedział mąż. - Wydawało mi się, że jego kompletnie nie obchodzi, gdzie ja wychodzę i co robię - tłumaczy. - Nigdy o nic nie pytał. Brałam to za obojętność. Czasami w desperacji chciałam sprawdzić, czy on coś jeszcze do mnie czuje. Wymuszałam fizyczną bliskość. To było żałosne. Boże, jak ja siebie za to nie lubiłam. Czułam się jak natrętny petent albo żebrak. Zwłaszcza że on zawsze dawał mi do zrozumienia, że odrywam go od dużo ważniejszych spraw. Byłam upokorzona. Kiedy wreszcie łaskawie pozwalał mi się dotknąć i rozebrać, był całkowicie bierny. Mogłam się do niego przytulić, ale nie odwzajemniał moich pieszczot. Czułam się zdezorientowana. Pragnęłam być kochana, a tymczasem nasze życie erotyczne było jedną wielką porażką.

Od tego czasu wiele już sobie wyjaśnili, ale dla obojga to wciąż jeszcze trudny temat. Całymi latami ranili się po cichu i nie umieli się porozumieć. - Próbowałam z nim porozmawiać - mówi Alicja. - Uciekał, chował się jak dziecko. "Znowu zaczynasz", gasił mnie, gdy tylko napomknęłam o naszych problemach. Albo siadał nadąsany i mówił: "No proszę, mów o co ci chodzi", i wcale mnie nie słuchał. Denerwowałam się, bo co chwila coś rozpraszało jego uwagę.

Jesteś gejem?

Kiedy na niego naciskałam, wściekał się i wybuchał agresją. "Czego ty właściwie ode mnie chcesz?", wykrzykiwał. A ja tylko chciałam wiedzieć, dlaczego to między nami nie gra, czy są jakieś powody, chciałam poznać prawdę. Kiedyś spytałam: "Czy jesteś gejem?". "Nie, nie jestem!", odpowiedział podniesionym głosem, czerwieniejąc na twarzy. "To czemu na mnie nie reagujesz?". "Sam chciałbym to wiedzieć. Może za mało się starasz?", wykrzyczał. Zatkało mnie z oburzenia: "Ja się za mało staram!? Przecież to ty zachowujesz się tak, jakby seks w ogóle nie istniał! A kiedy ci o nim przypominam, jesteś zdziwiony i obruszony, jakbym próbowała dokonać zamachu na twoje życie". "Uważasz, że jestem nienormalny?", pytał. "Coś jest z tobą nie tak", stwierdziłam. "Może poszlibyśmy razem na terapię małżeńską?". Odebrał to jako atak.

Przyparty do muru zaczął się bronić: "Słuchaj! Ja jestem zdrowy. Jak tobie coś dolega, to chodź sobie po lekarzach, ale mnie zostaw w spokoju". "Czyli nie chcesz, żeby to była nasza wspólna sprawa?", drążyłam. Dostał ataku wściekłości: "Jaka sprawa? Czy ty wiesz, ile mam spraw do załatwienia? Ciebie nie interesują faktury ani rachunki, sam się tym zajmuję. A może byś mi pomogła i przestała myśleć o głupstwach?". W takich chwilach wycofywałam się do drugiego pokoju. Nie rozumieliśmy się. Piotr siadał przed komputerem. Na jego biurku pojawiała się butelka czerwonego wina. Jak zwykle wypijał ją sam.

Dziś Alicja i Piotr wiedzą, że stracili dużo czasu, i próbują nadrobić zaległości. Są wobec siebie bardzo czuli i uważni. Starają się też być dla siebie atrakcyjni. Piotr zgolił niedawno brodę, ale wciąż jeszcze ma nawyk głaskania się po twarzy w miejscu, gdzie kiedyś rosła. - Konflikt małżeński też może stać się nawykiem - zauważa. - Często boimy się, wstydzimy, zamykamy w skorupach albo traktujemy wszystko zbyt ambicjonalnie. Doprowadziliśmy nasz związek na skraj przepaści. W ostatniej chwili opamiętaliśmy się i poszukaliśmy pomocy. Lepiej późno niż wcale.

- I kto to mówi? - śmieje się Alicja. Zgodził się pójść na terapię, kiedy mu przypomniałam pewną scenę z naszego życia. Kiedyś na środku jeziora złapała nas burza i groziła nam wywrotka. Wtedy każde z nas dobrze wiedziało, co ma robić, by łódź nie zatonęła...

Magda Rozmarynowska

Świat kobiety

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: dziecko | małżeństwa | seks | Karol

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje