Reklama

Reklama

Bez pracy jestem do niczego!

- Co ty tam wiesz! Przecież ty nie pracujesz - usłyszałam kolejny raz od męża.

Zrobiło mi się głupio i łzy stanęły mi w oczach. Serce mi się ścisnęło z żalu nad sobą. Szczególnie wtedy, gdy zobaczyłam jego lekceważące spojrzenie. 

Rzeczywiście, od pół roku byłam od niego zależna. Od kiedy mnie zwolnili z powodu redukcji etatów, nie mogłam znaleźć pracy. W dodatku czułam się zupełnie do niczego. Na początku to spadło na mnie jak grom z jasnego nieba.

- Nie przejmuj się, na pewno coś znajdziesz! To tylko kwestia czasu. Przecież jesteś księgową i pracowałaś już 15 lat. Do tej pory wszystko było ok. Ty tyle umiesz! - pocieszała mnie Lucynka, moja przyjaciółka.   

Reklama

Na początku wierzyłam w siebie. Czytałam ogłoszenia, wysyłałam swoje CV, dzwoniłam do różnych biurach. Chodziłam na rozmowy w sprawie pracy. Ale zero odzewu. Nic mi się nie udało. Powoli spadało moje poczucie wartości. Czuję się niepotrzebna i bezużyteczna. Gotuję obiady, sprzątam i nic więcej. A czasami i tego mi się nie chce. 

- Co ty robiłaś przez cały dzień? - wyrzuca mi Paweł, kiedy wraca z pracy. - Szukałaś pracy? Znalazłaś wreszcie coś? 

Coś tam odburkuję i zamykam się w sobie.  

- Wszystko jest jakieś bez sensu - tłumaczę Lucynce. - Już nie chce mi się żyć. 

W dodatku muszę ciągle prosić męża o pieniądze. To mnie upokarza. Tym bardziej, że on mi je wydziela i mówi, że wydaję na byle co i jestem rozrzutna. 

- Przecież muszę za coś zrobić zakupy - tłumaczę mu.

Ale to jest jak rzucanie grochu o ścianę. Żadnego zrozumienia. Bo jestem na jego łasce. Nie mam kasy, więc się dla niego nie liczę. Dla innych też. Co robić? Czy to już tak zawsze będzie? Beznadzieja i brak widoków na przyszłość? 

Bożena, 36 l. 

 


 

Bella Relaks

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: pieniądze | małżeństwa | problem

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje