Reklama

Reklama

Białe związki

Czy seks jest potrzebny? Czy zdarza się większa bliskość niż czułe pieszczoty ukochanego? I czy bez namiętności para może być ze sobą szczęśliwa?

Może! Bo seks jest odpychający i zbyteczny! W ten sposób myśli niewielka, ale coraz bardziej widoczna grupa wykształconych i atrakcyjnych ludzi. To aseksualni, których w Stanach są już trzy miliony. Czy czeka nas ekspansja białych związków? W Polsce jeszcze nie, ale już dziś Klara, Maria i Iga opowiadają, dlaczego kochają tylko platonicznie.

Jestem aseksualna. To znaczy, że nie czuję pociągu ani do mężczyzn, ani do kobiet. Nigdy nie chciałam, żeby ktoś mnie całował, dotykał, kładł się na mnie - wyjaśnia Klara, 30-letnia dziewica, copywriterka w agencji reklamowej. - Seks mnie śmieszy, brzydzi i dziwi. Wytłumaczę to scenką: on i ona, piękni, elokwentni, dobrze ubrani, na poziomie, rozmawiają. I nagle znów ich widzimy, tyle że w zmiętej pościeli. Dwa obijające się o siebie spocone, dyszące ciała, wykrzywione twarze.



Seks nas ośmiesza - tłumaczy, przeczesując palcami krótkie blond włosy. Ma na sobie dżinsy, bluzkę w kwiaty, i trochę pudru na twarzy. Ma też "chłopaka". Płaci mu za godziny udawania przed jej znajomymi i rodziną, że są razem. O tym, jak jest naprawdę, wie tylko przyjaciółka. Dlatego Klara nie zgodziła się na zdjęcie w gazecie ani podanie prawdziwego imienia. - W Polsce za wcześnie na przyznanie się do aseksualności. Nie chcę, żeby ludzie ze mnie szydzili. Ja może jeszcze bym to zniosła, ale moja mama, ojciec? Seks w naszej kulturze wciąż jest przymusem - dodaje.

Reklama

Z Marią, szczupłą, z oczami wymalowanymi jak u Brigitte Bardot, spotykam się w jej domu z ogrodem w dobrej dzielnicy Lublina. Mąż i nastoletnia córka wyjechali. Maria ma 41 lat, wygląda na trzydzieści parę i przyznaje się do dziesięcioletniej abstynencji seksualnej. - Nie kocham się z nikim, co nie znaczy, że nie kocham siebie. Lubię dbać o wygląd.



Jeżdżę do spa. Z braku seksu nie wyrosły mi włosy na twarzy ani kły - zaznacza. O małżeństwie opowiada: przyjaźń, pasja do motorów, wspólna firma, dziecko. - Zgodziłam się na wywiad, bo potrzebuję się wygadać. Nikomu do tej pory nie mówiłam, że od lat z mężem mamy osobne sypialnie. Ani że odetchnęłam z ulgą, kiedy zostałam sama w pustym łóżku.

Iga prowadzi statystykę, więc wie, że do seksu zmuszała się 37 razy. Dużo? Mało? Jej wystarczy. Próbowała z mężczyznami, których kochała, i z obcym z dyskoteki. Dziesięć razy nic z tego nie wyszło, bo była tak spięta, że nie pozwoliła się dotknąć. W dwudziestu pięciu przypadkach wymiotowała po, miała kilka napadów duszności. Tylko dwa zbliżenia w całym jej 28-letnim życiu zapisała w pamiętniku jako udane: "Uf. Nie było torsji, wstydu, nic nie czułam". Iga zarejestrowała się na forach dla aseksualnych. Napisała: "Potrzebuję bliskości, czułości, głaskania po głowie. Chcę mieć normalną rodzinę i miłość, o której piszą poeci, ale bez widoku narządów płciowych i czyjejś śliny na policzku".

Zwykły dotyk



Nastoletnia Klara przed wejściem do szkoły zawsze przygładza ręką włosy i prostuje plecy. Gdy wchodzi do szatni, koledzy z klasy koncentrują się na niej. Zaczynają gwizdać, tarasować jej drogę, wołać: "Słoń Dumbo". Wyrośnięty blondyn powtarza zawsze tę samą kwestię: "Powachluj uszami!", a pozostali pękają ze śmiechu. Czasem ktoś zabiera jej okulary, depcze kurtkę albo wrzuca psią kupę do plecaka. Klara nie płacze. Tworzy w głowie alternatywną rzeczywistość. W niej, jak na wsi u babci, są łąki, jeziora i pola kaczeńców. Tam ma przyjaciół. A nie tak jak w szkole tylko jedną koleżankę, najgorszą uczennicę, która z nią siedzi, bo ściąga - Klara ma same piątki.

Kamienica w centrum Warszawy, a w niej dom Klary: mama, tata i regały pełne książek. Rodzice, wykładowcy uniwersyteccy, powtarzają: "Nie jesteś piękna, jesteś mądra, więc czytaj", ale dla niej ważniejsze od biblioteki jest lustro w przedpokoju. Patrzy w nie ze wstrętem. Widzi: chudą, bladą, żylastą sylwetkę. No i te uszy, na pierwszym planie. Postanawia, że gdy podrośnie, zoperuje je. A przy okazji twarz, nogi, ręce, stopy, szyję. Całe ciało. Tak bardzo go nie lubi, że wstydzi rozebrać się na basenie, więc do dziś nie umie pływać. Zakochuje się dwa razy. W podstawówce w George´u Michaelu. W liceum w Hugh Grancie. Nie kocha nikogo realnego. - Może dlatego, że nie wierzyłam, że ktokolwiek kiedykolwiek zainteresuje się mną, uzna za atrakcyjną? Jeśli nie możemy czegoś mieć, depczemy to, wulgaryzujemy, poniżamy, tak zrobiłam z seksem, bliskością. Odrzuciłam swoje ciało, seksualność, w jakimś sensie wyparłam się siebie - mówi. - Przeżywałam katorgę, kiedy w zatłoczonym autobusie ktoś się o mnie ocierał. W kinie wybierałam pierwszy rząd, bo wiedziałam, że nikt nie usiądzie obok. Sprzedawca, wydając resztę, dotknął mojej ręki? Wycierałam ją o ubranie. Mężczyźni nawet mi się podobali, pod warunkiem że nie podchodzili za blisko, nie czułam ich zapachu. Moje życie toczyło się dwutorowo. Tu i teraz z nosem w książkach i bez kontaktu z rówieśnikami, i w wyimaginowanym świecie wyobraźni, gdzie miałam narzeczonego, przyjaciół, wszystko, co chciałam. Przeżycia z drugiego wystarczały mi w pierwszym, może dlatego nie zawalczyłam o siebie i przegapiłam coś ważnego.

W liceum Klara zaczęła dojrzewać, zmieniać się, włosy stały się błyszczące, rysy twarzy złagodniały. Podobała się. Ale nadal nie rozumiała koleżanki, która mówiła: "Kiedy on mnie dotyka, cała drżę".

Zerowe libido

"Czy mogę się z tego nie leczyć? Czy brak seksu i partnera niczym nie grozi? Nie dostanę przez to raka, nadciśnienia, osteoporozy?", pyta seksuologa Klara. "Jeśli nie czuje pani potrzeby bliskości, intymności, nie ma problemu. Po prostu ma pani zerowe libido. To się zdarza. Proszę iść i cieszyć się życiem!". Klara czuje ulgę. Już nie musi sobie wmawiać, że to dlatego, że nie spotkała drugiej połówki. Rozumie: życie może spędzić bez niego, ale inaczej niż singielki, które marzą, szukają, chcą się całować. Dorosła Klara podoba się mężczyznom. Ale gdy któryś pogładzi ją po włosach, obejmie ramieniem, szepcze do ucha, ona z trudem hamuje niesmak, zapada się w sobie, jak w dzieciństwie, w szatni, gdzie chłopcy również ją osaczali, ale z innych powodów. Gdy ktoś ją pyta o życie uczuciowe, kłamie: "Jestem typowym wielkomiejskim singlem, hedonizm, seks i cynizm", co sprawia, że ma wielu wielbicieli i sporo koleżanek, które chcą żyć jak ona. O tym, że dla niej seks to "aintelektualny akt, potrzebny tylko w celach reprodukcyjnych", wie tylko przyjaciółka. Jedynie jej tłumaczy, że nigdy z nikim się nie zwiąże. "To tak jakby ktoś ci powiedział, że masz zamieszkać i spędzić życie ze swoim kolegą Markiem, z którym czasem chodzisz na piwo. Spytałabyś: a namiętność, pożądanie? Ja tego nie czuję, więc dla mnie sprawa jest prosta. Poza tym nie chcę mieć dzieci".



Klara kończy studia, bierze pożyczkę i opłaca operację plastyczną uszu. Chce się przekonać, jak to jest być taką jak wszyscy. Lekarz zdejmuje opatrunek, przynosi lustro, Klara jest zadowolona, ścina włosy na krótko, po raz pierwszy zaprasza kolegę na noc. Zamierza spróbować z ciekawości, czy potrafi podniecić mężczyznę. Ma 27 lat. Do niczego nie dojdzie, bo kiedy on zacznie sapać, przewracać oczami, ona przypomni sobie scenę z National Geografic, dwie kopulujące małpy, więc wstanie i skłamie: "Nie jestem gotowa".

Nie wiem, co tracę

Niedzielny rosół u rodziców. Mama: "Dlaczego nigdy nie wspominasz o żadnym mężczyźnie? Rozumiem, że nie spotkałaś jeszcze tego odpowiedniego, ale czy nikt cię nie fascynuje, nie zakochałaś się? Nawet beznadziejnie?". Tata: "Chyba nikt nigdy nie widział cię z mężczyzną. Jesteś lesbijką?". Agencja reklamowa, w której pracuje Klara. Koleżanki rozmawiają o facetach. Któraś pyta Klarę: - "Z kim teraz jesteś?". - Z Jurkiem. - Jaki jest? - Fantastyczny. - Przyprowadzisz go na imprezę do Kaśki?". Ile razy można mówić, że narzeczony wyjeżdża w delegację, pracuje do późna albo złamał nogę? Ale Klara na forach internetowych wpada na anonse studentów proponujących seks za pieniądze. Wynajmuje Grześka. Blondyn, piąty rok biotechnologii. Płaci mu 30 złotych za godzinę. Tych godzin jest kilkanaście w tygodniu. U znajomych, u rodziców, gdy czeka na nią pod jej pracą. Grzesiek udaje, że są parą. - Po co ten teatr? Wiem, że po Seksie w wielkim mieście nie jest wstydem się przyznać, że jest się samą. Ale mnie od singielki różni brak seksu i ochoty, ja nie szukam, nie marzę, nie myślę, że kiedykolwiek z kimś będę, nie wybieram, nie przebieram, nie chcę. Zrozumiałam, że lepiej jest dawać ludziom to, czego ode mnie oczekują, żeby się odczepili. Marzę, że kiedyś aseksualni będą mieli swój czas, jak teraz geje i lesbijki. W internecie trafiłam na twarde dane. W Stanach żyje nas trzy miliony. Aseksualni spacerują po Nowym Jorku w koszulkach: "Seks? Nie, dziękuję". Ale u nas? Kto chciałby żyć z odium dziwadła? Może kiedyś zainicjuję ruch walczący o prawo aseksualnych do nieuprawiania seksu bez narażania się na szykany? Klara na forach prowokuje dyskusje. Pisze: "Jestem aseksualna, nie czuję pociągu do nikogo". Najżyczliwsi internauci współczują. Ona odpisuje: "Na szczęście nie wiem, co tracę".

Białe małżeństwo

Zanim Maria ustaliła z mężem, że zamieszkają w oddzielnych sypialniach, spisała na kartce kilka postanowień. Koniec z udawaniem, że boli mnie brzuch, ząb, wątroba. Nie będę się zmuszać, jeśli przestałam mieć ochotę. Koniec z zakładaniem lateksowych kostiumów, używaniem prezerwatyw z wypustkami. Mam alergię na syntetyki. Nigdy więcej liczenia w nocy do 1000 ani nawet do 600. Zazwyczaj tyle trwa seks z mężem. - Obojgu nam libido spadało stopniowo. Trzy razy w ciągu nocy zastąpiły trzy w tygodniu, potem w miesiącu. Walczyliśmy z tym. Filmy porno, gadżety. Ale czy tych kilkanaście minut raz przyjemnych bardziej, raz mniej, czasem neutralnych, czasem bolesnych zasługuje na to, żebym ja - dorosła kobieta - udawała, że mam ochotę na seks? To powinno przyjść samo. Patrzymy na siebie, iskrzy, więc idziemy do łóżka. Albo patrzymy - nie iskrzy, ale czujemy popęd. Jeśli tego nie ma, wolę poczytać Murakamiego.

Ale zanim mąż Marii zgodził się, że będą kochającym się, lecz tylko białym małżeństwem, byli szczęśliwą parą. Od razu się w sobie zakochali. On studiował handel zagraniczny, ona polonistykę. Były fajerwerki i oświadczyny po trzech miesiącach znajomości. Maria wiedziała, że ten lub żaden inny. Poza tym była w trzecim tygodniu ciąży. Otwierają wspólną firmę, urządzają mieszkanie, wychowują córkę, jeżdżą po świecie, ale z roku na rok on coraz więcej czasu spędza poza domem: wyjazdy w interesach. Kiedy Maria ma ochotę na seks, męża nie ma, więc tłumi w sobie popęd i wychodzi przed dom przekopać ogródek. Po kilku latach małżeństwa dwa tysiące metrów kwadratowych pola wokół ich domu wygląda jak ogród z obrazów Moneta. Ale życie seksualne więdnie.

Inne frajdy

Maria pamięta trzy wydarzenia, które sprawiły, że w łóżku z żywo reagującej kobiety stała się kłodą. Jedno jest wstydliwe, więc nie powie. Drugie. Mąż po wspólnej nocy mówi: "Trochę się rozlazłaś, rozmemłałaś". Maria płacze w poduszkę. Trzecie. Byli u nich goście, ona miała wrażenie, że on uwodzi jej koleżankę. Gdy weszła do kuchni, widziała, że o czymś szeptali. Maria poczuła, że grunt usuwa się jej spod nóg. On się zaklinał, że nic go z nią nie łączy, ale Marii kobieca intuicja podpowiadała, że jest inaczej. Kłócili się coraz częściej i coraz rzadziej godzili w łóżku. - Seks zaczął być dla mnie jakimś niechcianym obowiązkiem. Przytłaczającym. Patrzyłam na mojego męża i widziałam, jak bardzo się zmienił. Nie czułam, że się ze mną kocha, że jest ze mną, tylko mechanicznie się zaspokaja. Paradoksalnie, w małżeństwie byliśmy zgraną parą, przyjaźniliśmy się, mogłam liczyć na męża. Odebrać dziecko wieczorem od koleżanki? Jechał. Mój ojciec w szpitalu? Mąż przy mnie. Siedzieliśmy przy tacie na zmianę. Albo banalny przykład: miałam ochotę na sushi wieczorem. Wsiadał w samochód i przywoził. Przekreślać to porozumienie z powodu nieudanego seksu?

"Myślę, że powinniśmy spać w osobnych pokojach. Chrapiesz, budzisz mnie, wstając do pracy - mówi Maria mężowi przed zaśnięciem. - Ale czy to znaczy, że już nigdy...? - Jeśli będziemy mieli ochotę, to czemu nie?". Ale przez dziesięć następnych lat nie mają. Nie licząc imienin u znajomych. Wrócili późno, Maria miała na sobie bordową sukienkę z rozcięciem na plecach, całują się, ale alkohol, który wypili, sprawia, że każde idzie spać osobno. Maria jest u lekarza. Od przesadzania rododendronów wypadł jej dysk. Doktor żartuje: "Dużo leżeć i nie szarżować z seksem". Maria, nie wie czemu, zdobywa się na szczerość: "Seks? Kiedy to było? - Żartuje pani? - Nie, mówię poważnie. Lata temu. - Ale seks to zdrowie. Po co pozbawiać się takiej frajdy? Maria: - Sadził pan kiedyś orchidee i czekał, aż zaczną kwitnąć? Widział pan na żywo Tadż Mahal? Jadł pan falafel w barze Bursa w centrum Ankary? Jeździł po mieście w nocy na harleyu? Nie? Pozbawia się pan wielkiej frajdy".

- Rzadko myślę o seksie - mówi dziś Maria. - Czasem żałuję, że tak się stało. Łatwo przekroczyć granicę. Wystarczy nieuwaga, kilka niedopowiedzeń. Poza tym dom, dziecko, praca, pieniądze, zmęczenie i narasta wzajemny chłód. Najpierw seks kuleje, a potem człowiek usypia. Ja usnęłam. Czy to się zmieni? Nie wiem. Pewnie, że chciałabym poczuć się tak jak kilkanaście lat temu, kiedy kochaliśmy się w windach, bramach, parkach, bo tak bardzo nie mogliśmy się sobie oprzeć. Ale to minęło. Mam nadzieję, że mąż jest mi wierny, jednak do końca nie wiem. Jestem katoliczką, dosyć konserwatywną, nie wyobrażam sobie, że mogłabym go zdradzić.

Recepta Igi

Kobieta powinna ładnie się ubrać, wyglądać ponętnie. Mieć spódnicę do kolan i bluzkę lekko zsuwającą się z ramienia albo sukienkę z miękkiego materiału. Mężczyzna dobrze wygląda w dżinsach i jasnej koszuli. Należy pójść wieczorem do restauracji, gdzie z głośników lecą standardy. Na przykład Sinatry. Napić się wina, białego, bo czerwone barwi zęby, i zamówić tiramisu, ale jeść je tak, żeby na zmianę karmić się łyżeczkami. A potem iść do niej lub do niego. Pachnąca pościel, miękkie poduszki. Film, rozmowa, a potem wspólny sen. Taki z trzymaniem się za ręce. Oto przepis Igi na idealną randkę. Realizowała go kilkadziesiąt razy. Ale nigdy ten scenariusz nie doprowadził do happy endu. Mężczyźni rzucali ją po miesiącu, trzech, najwytrwalsi po roku. Żaden nie rozumiał, gdy mówiła: "Dopuszczam zdradę fizyczną. Możesz mieć kogoś do łóżka. Ale mnie nie zostawiaj".

Iga od zawsze marzy, żeby mieć dwoje dzieci, chłopca i dziewczynkę. I to się nie zmienia nawet wtedy, gdy przekonuje się, że ma mdłości podczas francuskich pocałunków, seks ją boli, przeraża. Z tego powodu kilka lat temu zdecydowała się na psychoterapię. Miała 24 lata, za sobą pięć prób bycia z mężczyzną i pewność: największą fizyczną bliskość można osiągnąć z drugim człowiekiem, trzymając go mocno za rękę. Uważa, że seks niszczy, psuje związek, jest przedmiotem zazdrości, manipulacji. Jak wtedy w Toskanii. Pojechała z chłopakiem. On naprawdę ją kochał. Oswajał z seksem, był uważny, kiedy się skrzywiła, przestawał. Gdy zaciskała całe ciało, odpuszczał i tylko ją głaskał. Nie obrażał się, gdy wymiotowała. Raz powiedział: "Może ty mnie nie kochasz?". Ale ona przytuliła go mocno i zaczęła cmokać po całej twarzy. I pokazywała, że kocha: sms-y "myślę o tobie", gotowanie dla niego, zakładanie seksownych sukienek. Ale wtedy w Toskanii powiedziała: "W łóżku czuję się tak, jakbym była najedzona, a ty wmuszałbyś we mnie gofry z bitą śmietaną". Tego samego dnia on się spakował. "To koniec. Lecz się". Nie dał się przeprosić. Teraz więc Iga prosi terapeutkę: "Chcę odzyskać kontrolę nad swoim życiem". Zaczyna opowiadać. Dom pruderyjny. Jest nastolatką. Ogląda z rodzicami film w Jedynce. Gdy para na ekranie zaczyna się namiętnie całować, matka chrząka znacząco, ojciec przełącza kanał. - Nigdy mnie nie uświadamiali, nie opowiadali, skąd się biorą dzieci. Dowiedziałam się na podwórku. W gabinecie psychoterapeutki Iga przypomina też sobie, że miała osiem lat, gdy zobaczyła urywek filmu pornograficznego. Włożyła do magnetowidu niepodpisaną kasetę wideo, myśląc, że to bajka. Pan i pani. Nadzy. Ona krzyczała, on na niej leżał. Iga zawołała mamę. "Dziecko, nie patrz, to źli ludzie, robią wstrętne rzeczy!", mama powiedziała jednym tchem i wyłączyła telewizor. Iga codziennie przez lata widziała przed zaśnięciem obraz "zła": pan na pani, nagie ciała, krzyk, sapanie. Prosiła Boga, żeby nikt się tak na niej nigdy nie położył, i nakrywała się kołdrą, gdy słyszała "złe odgłosy" z sypialni rodziców. Bała się, że mamie coś się stanie, ale ze strachu nie mogła wyjść z łóżka. Gdy podrosła, zabierała do łóżka walkmana.

"Czy to dlatego dziś nie chcę seksu? Przez tamtą kasetę?", pyta terapeutkę. Słyszy, że to mogło odcisnąć piętno na jej psychice i że powinna poddać się hipnozie, bo może w dzieciństwie stało się coś jeszcze. "Nikt mnie nie molestował", burzy się Iga. Przerywa psychoterapię.

Bez seksu w wielkim mieście



Przeszukuje internet. Odnajduje portale randkowe dla aseksualnych ze świata. Pisze: "Przez lata zmuszałam się do seksu. Czułam paniczny strach przed każdym zbliżeniem, myślałam, że się duszę. Mężczyźni tego nie wytrzymywali, a ja pragnęłam bliskości, ale duchowej, więc myślałam, że to po prostu nieodpowiedni facet, i szukałam dalej". Iga spróbowała też z kobietą, żeby upewnić się, czy nie jest lesbijką. Ale było tak samo źle jak z mężczyznami. - Nie potrafię kochać kobiety. Motyle w brzuchu czuję tylko przy partnerze.

Wraca do domu z pracy. Laptop daje znać, że ma nowe wiadomości. Mail ze Stanów. Steve, 30 lat, muskularny blondyn, komputerowiec, mieszka w Lower East Side, jeździ na rolkach, czyta Steinbecka. Uprawiał seks dziesięć razy w życiu. Bo aseksualny może, ale nie chce, bo seks go irytuje, brzydzi. Napisał do Igi, że jest piękna, interesująca i chętnie by się z nią spotkał. "Może ty jesteś kobietą mojego życia?". Może. Od trzech miesięcy wymieniają dziennie około trzydziestu maili, rozmawiają przez Skype´a. Wysłał jej bilet do Nowego Jorku na sierpień. Iga jedzie. - Teraz latam po sklepach i wybieram najładniejsze sukienki. Chyba znowu jestem zakochana.

Natalia Kuc

Twój Styl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: para | ciało | libido | ojciec | dziecko | łóżka | włosy | seks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje