By łączył, nie rozłączał: czy nowe technologie mają wpływ na nasze uczucia? – Wywiad z dr. Andrzejem Depko

Prawie 40 proc. Polaków uważa, że smartfony mają negatywny wpływ na ich relacje intymne. „Problem nie tkwi w urządzeniu, problem tkwi w nas, bo to my jesteśmy z jakiegoś powodu nieudolni” – tłumaczy seksuolog dr Andrzej Depko.

Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie T-Mobile, ponad połowa respondentów odczuwa, że ich partner lub partnerka są bardziej zajęci telefonem niż przebywaniem z nimi, a 26 proc. Polaków używa telefonu, gdy jest ze swoim partnerem w łóżku. Jak pan skomentuje te dane?

Dr Andrzej Depko: Takie dane wskazują na to, że w związku dzieje się coś niedobrego. Są to związki w jakiś sposób dysfunkcjonalne. To nie jest wina telefonu, że się źle dzieje w związku, telefon służy jako narzędzie ucieczki od rzeczywistości. Nad każdym związkiem trzeba umieć pracować. Jeżeli nie potrafimy tego zrobić, bo wynieśliśmy złe wzorce z domu, brakuje nam umiejętności dbania o drugą osobę, czujemy, że ten związek nie spełnia naszych oczekiwań, jesteśmy rozczarowani rzeczywistością, to w takim wypadku staramy się odciąć od problemu, na przykład kierując swoją uwagę na świat wirtualny. Ale problem nie tkwi w urządzeniu, problem tkwi w nas, bo to my jesteśmy z jakiegoś powodu nieudolni. A z czego wynika ta nieudolność? To już jest zupełnie inny obszar, bardziej do diagnostyki pary niż badania relacji pomiędzy telefonem a jego właścicielem.

Aż 38 proc. pytanych obawia się, że smartfony mogą negatywnie wpłynąć na ich relacje intymne. Co takiego telefony robią z naszymi relacjami?

- Nie wiemy, dlaczego prawie 40 proc. uważa, że smartfon może negatywnie wpłynąć na relację. Jeżeli my obydwoje w swojej relacji nie potrafimy uczynić tego związku ciekawym, nie potrafimy budować w związku intymności, nie potrafimy być dla siebie atrakcyjni, nie potrafimy wychodzić naprzeciwko swoim oczekiwaniom czy spełniać nawzajem swoich życzeń, to nie obarczajmy telefonu tym, że on może wpływać negatywnie na naszą intymność i nasz związek. Intymność ludzie budują pomiędzy sobą. Jeżeli ktoś woli sięgnąć po telefon, niż rozmawiać z drugą stroną albo okazywać jej uczucia, to znaczy, że ma jakiś problem. To nie jest wina telefonu, to jest problem tego, że z jakiegoś powodu uważamy, że to, co zbudowaliśmy w rzeczywistości, przestało być już dla nas atrakcyjne. A czasami od samego początku było mało atrakcyjne, ale liczyliśmy, że może z czasem się poprawi, a tymczasem się nie poprawia. Czasami ludzie podejmują decyzję o budowaniu intymności całkowicie przypadkowo albo na zasadzie jakiegoś myślenia życzeniowego, które potem się nie spełnia i stąd rozczarowanie.

Co pan, jako seksuolog, może poradzić takim parom?

- W takim wypadku można poradzić, by ktoś z zewnątrz przyjrzał się naszym emocjom. Trzeba przestać kierować uwagę na telefon i zastanawiać się, co on nam robi, tylko trzeba pójść razem do terapeuty, który z zewnątrz przyjrzy się naszej relacji. Nawet jak zaczniemy ze sobą rozmawiać, to jedno drugie może próbować obarczać winą, zacznie się przerzucanie argumentami i odejdziemy od zasadniczego tematu. Terapeuta rodziny czy terapeuta pary z zewnątrz przyjrzy się temu, co się dzieje i postawi prawidłową diagnozę, która nam dopiero pomoże.

Ale telefon możemy również wykorzystać do podniesienia temperatury w łóżku, szczególnie jeśli mówienie o uczuciach czy pragnieniach nie przychodzi nam łatwo. Co pan o tym sądzi?

- Oczywiście, możemy wykorzystać telefon do podnoszenia temperatury i uczuć, bo musimy pamiętać, o starym, mądrym powiedzeniu, że "jaka noc, taki dzień, a jaki dzień, taka noc". Dzień mamy taki, że zazwyczaj obydwoje pracujemy, ludzie są zajęci, zaangażowani zawodowo. To jednak nie przeszkadza, by wysłać emotikonę z serduszkiem, napisać: "tęsknię", "myślę o tobie", "pragnę cię", "pójdźmy razem do kina", "zapraszam cię po pracy na obiad", czyli coś, co buduje pomiędzy nami intymność. Każda strona wie, że ta druga strona, mimo że jest zajęta, pracuje, to znajduje czas, nawet te pięć sekund, żeby taką wiadomość wysłać. Przecież po to są emotikony - jak nie możemy pisać, to możemy wysłać informację, na przykład różyczkę malutką, że pamiętam. To taki prosty, niezobowiązujący gest, ale wymagający ode mnie chęci, żeby pokazać, że pamiętam. A gdy wreszcie się zobaczymy, to obydwoje wiemy, że pomimo zmęczenia, pamiętaliśmy o sobie. Wtedy przytulenie się do siebie jest kontynuacją tego, co było przez cały dzień, a wtedy intymność w nocy jest również na zupełnie innym poziomie. Następnie wstajemy rano naładowani pozytywną energią i znowu mamy motywację do tego, żeby sobie te emotikonki wysyłać. Po to one są, żebyśmy nawet w tak prosty sposób dzielili się informacją, że nadal jesteśmy dla siebie ważni.

A co z aplikacjami randkowymi? Wydawałoby się, że ożywiły życie seksualne Polaków. Z moich obserwacji wynika, że szansa znalezienia partnera, chociażby na jedną noc, jest znacznie większa niż jeszcze kilka lat temu?

Ludzie się zmieniają, zmieniają się warunki społeczno-kulturowe, zmieniają się normy, które stale są uaktualniane. Niewątpliwie dla wielu osób, które z jakiegoś powodu nie chcą budować relacji, nie chcą kupować przysłowiowego browaru, żeby napić się szklanki piwa, znalezienie kogoś na jedną czy trzy noce po to, żeby rozładować kumulujące się napięcie seksualne, staje się prostsze. To jest może bardziej uczciwe niż uwodzenie kogoś, mówienie mu "kocham cię", po to tylko, żeby zaciągnąć go do łóżka, a potem zacząć się ukrywać, unikać, nie odpowiadać na telefony i SMS-y. Sprawa jest czysta i przejrzysta. Spotykamy się w wiadomym celu, nie mamy w stosunku do siebie żadnych oczekiwań, oprócz jednego: mamy sprawić, by było nam przyjemnie, a potem każde z nas wraca do własnego życia. Tym, którzy są uczciwi i nie wypisują o sobie w aplikacjach jakichś niestworzonych rzeczy, daje to możliwość znalezienia takiej osoby, której w danym momencie szukają. To jest niezwykle wygodne i praktyczne. Przy pełnej uczciwości jest to pozytywne zjawisko.

Czy jest pan w stanie określić, jaki długofalowy wpływ na nasze związki i relacje z drugą płcią będą miały tego typu aplikacje?

Te osoby, które szukają seksu krótkoterminowego, będą miały więcej partnerów, większe doświadczenie seksualne. Czy mamy się obawiać nasilenia występowania chorób przenoszonych drogą płciową? Wśród tych, którzy są mądrzy i właściwie się zabezpieczają - nie. Co się tyczy osób, które szukają partnerów do związków długoterminowych... Tutaj pojawia się problem. Znaleźć partnera to jest jedno, a drugie to przekonać się, czy ten partner, który deklarował zainteresowanie długoterminowością, napisał prawdę. Obecność na portalach to sposób autokreacji, która niekoniecznie musi pokrywać się z rzeczywistością. Mogę sobie przypisać szereg cech, których wcale nie posiadam, które mogą być atrakcyjne dla drugiej osoby, a potem nastanie rozczarowanie, bo okaże się, że jestem kimś zupełnie innym. Taki związek może się szybciej rozpaść, jeżeli zbyt pochopnie zdecydujemy się na relację. Ale niewątpliwie wiele osób będzie miało okazję do zbudowania cudownego i wspaniałego związku, bo natrafią właśnie na taką osobę, której szukali, a w normalnych warunkach nie mieliby okazji poznać, bo mieszkają na dwóch przeciwległych końcach miasta i nigdy by się nie spotkali w tym samym miejscu.

Mówi pan o autokreacji - ponoć wielu młodych mężczyzn przeżywa zawód kobietami, ponieważ nie przypominają Instagirls, czyli seksownych dziewczyn z Instagrama, które w rzeczywistości wyglądają inaczej niż na mocno przerobionych zdjęciach. Młodzi chłopcy szukają takich dziewczyn i nigdzie nie mogą ich znaleźć!

Ludzie starają się przedstawiać takimi, jakimi chcieliby być. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. O ile do zdjęcia możemy się wykreować w 15 minut, to żyć musimy przez całe życie i wchodzić w interakcje tacy, jakimi jesteśmy naprawdę. Zdjęcie nie mówi, jaki mamy charakter i czy będzie on odpowiadał tej drugiej stronie. Ten, kto kieruje się wyłącznie aparycją, może się nieźle zdziwić, dlatego że nie tylko wyglądem zewnętrznym żyjemy, ale głównie tymi wszystkimi cechami charakteru, które powodują, że żyje się z nami albo łatwo, albo bardzo trudno. Ten, kto skupia się nadmiernie na swoim wyglądzie, może mieć cechy narcystyczne, które powodują, że drugiej osobie nie będzie się z nim lub z nią dobrze żyło. I wtedy przychodzą rozczarowania. 

Podsumujmy zatem, czy pana zdaniem w dzisiejszych czasach łatwiej czy trudniej tworzyć związki niż 30 lat temu?

Nie można ze sobą porównywać różnych czasów, to jest błąd merytoryczny. Przez stulecia żyliśmy w innych warunkach społeczno-ekonomicznych, w innych warunkach relacji pomiędzy płciami, które opierały się przede wszystkim na nierówności. Tam kobieta była niestety podporządkowana woli najpierw rodziny, potem kaprysom męża i jego oczekiwaniom. Była ubezwłasnowolniona ekonomicznie, nie miała możliwości rozwijania się. Współczesna kobieta ma zupełnie inne priorytety życiowe, inne oczekiwania, inne możliwości zawodowe, potrafi stawiać wymagania, a 30 lat temu tylko od niej wymagano. W związku z tym musi nastąpić zmiana wzajemnych relacji, która będzie postępowała. W którą stronę pójdzie? Nie wiemy. Będziemy mogli o tym powiedzieć dopiero za 50 lat.

Wywiad powstał we współpracy z T-Mobile. 

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje