Reklama

Reklama

Ciągle się awanturuje

Weszłam do kuchni i zaniemówiłam. Wszędzie pełno było brudnych naczyń. Ze zlewu wystawała rączka patelni i jakieś wrzucone tam kwiaty z wazonu. Plamy na podłodze i rozlana herbata na blacie stołu obok kilku kubków dopełniały całości.

- Natalia, chodź tu natychmiast! - krzyknęłam.

Reklama

Odpowiedziała mi głucha cisza. Dopiero wróciłam z pracy do domu i nawet nie byłam pewna, czy ktoś z domowników już jest. Wbiegłam do pokoju mojej szesnastoletniej córki. Nie było jej! A więc wyszła, choć od wczoraj miała siedzieć za karę w domu, bo z soboty na niedzielę wróciła zamiast o 23.00 to o 01.30. Ale jak widać, moje zakazy nie robiły na niej wrażenia.

Gotowałam się z wściekłości. Rano kuchnię zostawiłam umytą i wysprzątaną. Ten bałagan to była wyłącznie jej robota. Córka wróciła kilka godzin później. Słyszałam, jak przed drzwiami rozmawia z ojcem. Widocznie spotkała go po drodze. Mąż wraca późno z pracy. Weszli do domu śmiejąc się. Na widok mojej miny obydwoje zamilkli.

- Kto ci pozwolił wyjść?! - krzyknęłam. - Masz karę, zapomniałaś?

- Nie zgadzam się na żadną karę! Nic nie zrobiłam! Wszyscy wrócili tak późno! Co się tak czepiasz? Maciek z Jackiem doprowadzili mnie do domu!

- Jasne, twoi koledzy! Ciekawe, ile wcześniej wypili?!

- No i co z tego? Wszystko ci przeszkadza! Spóźnić się nie można, zabawić się nie można, to co można? Siedzieć tylko w domu i kuć? Co to za życie?

- Natychmiast idziesz do kuchni i sprzątasz śmietnik, który tam zostawiłaś.

- Nie. Jestem zmęczona i idę spać. Nie mam zamiaru zajmować się sprzątaniem o tak późnej porze.

Spojrzałam bezradnie na męża szukając wzrokiem pomocy.

- Natalia, tak być nie może. Nabrudziłaś, sprzątasz - powiedział stanowczo i nasza córka chcąc nie chcąc pomaszerowała do kuchni.

Dobrze, że chociaż ze zdaniem ojca się liczy.

- Co mam robić? - wyszeptałam ze łzami w oczach. - Ona mnie już zupełnie nie słucha. Ciągle się ze mną kłóci. Codziennie. O drobiazgi i o rzeczy poważniejsze. Tyle razy usiłowałam z nią usiąść przy stole i spokojnie porozmawiać. Każda próba kończy się jej krzykiem, a to wzbudza we mnie taką wściekłość, że też przestaje nad sobą panować.

Z kuchni dobiegło mnie walenie garnkami w zlewie. Natalia była wściekła jak osa.

- Cierpliwość i konsekwencja, pamiętasz? - wyszeptał obejmując mnie mąż, który też już nie wytrzymuje tych wrzasków.

Kiedyś ustaliliśmy taką linię działania. Tylko że nie przynosiła efektów.

Po chwili Natalia wyszła z kuchni trzaskając drzwiami tak, że chyba słyszeli to sąsiedzi.

- Jak jeszcze raz tak trzaśniesz, to więcej do kuchni nie wejdziesz - powiedziałam stając w drzwiach.

- No to nie wejdę. Mam dość tego domu. Jestem wolnym człowiekiem! Jak tylko będę pełnoletnia, zwiewam stąd! - wykrzyknęła.

I co ja mam zrobić? Szczerze mówiąc nie mam już do niej siły.

Justyna W. z Katowic

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 25 (w sprzedaży od czwartku 20 czerwca br.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Dowiedz się więcej na temat: rodzina | matka | ojciec | dziecko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje