Co dzieje się w związku, gdy dzieci dorastają?

Najpierw przeżywamy euforię zakochania, potem razem tworzymy rodzinę i wychowujemy dzieci. A kiedy i ten etap mamy za sobą, pojawia się pytanie, jak teraz budować nasz związek i radzić sobie z nowymi problemami.

Sporo par wiąże duże nadzieje z czasem, kiedy po okresie opieki nad dziećmi i walki o byt znów będzie mogło skoncentrować się na swoim związku. A gdy nadchodzi ów upragniony moment, okazuje się, że rzeczywistość nie zawsze jest zgodna z wyobrażeniami. Bo mijające lata zmieniają partnerów i ich oczekiwania wobec siebie. Czasem może się zdarzyć, że odkryjemy obok siebie kogoś, kogo musimy poznać i zaakceptować na nowo.

We trójkę łatwiej było nam go uspokoić

Reklama

Ewa, 48 lat, ma despotycznego męża

W zeszłym roku nasz dom opustoszał. Już moja druga córka wyjechała na studia. Bardzo tęsknię za dziewczynkami. Tym mocniej, że coraz gorzej znoszę despotyczne zachowanie męża. Kiedy Justyna i Sandra mieszkały z nami, wspierałyśmy się. Teraz muszę radzić sobie sama. Darek zawsze miał zadatki na tyrana, ale z wiekiem robi się coraz bardziej męczący.

Co dzień dochodzi do spięć

Mąż nie jest złym człowiekiem, ale ma obsesję na punkcie kontroli. Wszystko musi być tak, jak sobie zaplanuje. Dawniej wydawało mi się, że ma to swoje dobre strony. Bo choć wymagał, wiele też dawał. Na przykład nigdy nie musiałam pracować, bo uważał, że utrzymanie rodziny jest obowiązkiem mężczyzny. Opiekował się nami, dbał, by niczego nam nie brakowało. Ale zawsze rozliczał mnie z wydatków i porządku. Miał jasno sprecyzowane poglądy na temat wychowania: codziennie sprawdzał, czy córki posłały łóżka, czy odrobiły lekcje, gdzie poszły po szkole. Nie pozwalał im na imprezowanie do późna, samodzielne wyjazdy. Uważałam, że czasem bywa zbyt surowy, więc w tajemnicy przed nim kryłam dziewczynki.

A one broniły mnie, kiedy miał pretensje, że za dużo wydałam. Na szczęście często nie było go w domu, bo prowadził firmę budowlaną. Niedawno jednak zrezygnował z niej i zatrudnił się w biurze inżynierskim. Teraz wraca do domu o czwartej po południu i zaczyna rządzić. A każde odstępstwo od ustalonego porządku wprawia go w zły humor. Czepia się drobiazgów: krzywo rozwieszonego prania, niezasuniętych zasłon wieczorem.

Przeszkadza mu grające radio i szczekanie psa. Dawniej, kiedy byliśmy jeszcze we czwórkę, łatwiej było go udobruchać. Sandra albo Justyna opowiadały anegdoty ze szkoły, śmiały się i tak rozładowywały atmosferę. Kiedy mąż krzyczał na którąś z nas, reszta solidarnie stawała w jej obronie.

Odnoszę wrażenie, że od chwili, kiedy córki się wyprowadziły, Darek stał się bardziej drażliwy. Może po prostu się nudzi, bo ma więcej czasu, albo dopadł go kryzys wieku średniego? Każdego dnia dochodzi między nami do spięć. Muszę mu się spowiadać z każdego wydanego grosza, tłumaczyć, dlaczego zrobiłam coś tak, a nie inaczej. Kiedy dziewczynki przyjeżdżają na weekend, jest miło, ale po ich wyjeździe zaczynają się kłótnie. Nie wiem, jak długo wytrzymam z nim sam na sam.

Sławomira Rozbicka, psycholog:

Opisana przez panią sytuacja wskazuje na nierówną relację w waszym związku. Mąż stawia wysokie wymagania i rozlicza z ich wykonania. Wydaje się, że pozorne dobro, jakim jest utrzymywanie przez niego rodziny, stało się narzędziem do sprawowania władzy. Wskazuje też na psychiczną przemoc, mającą na celu podporządkowanie sobie ofiar. Mąż codziennie podkreślał swoją przewagę, wywierając presję na panią i córki. Nie ma jednak prawa traktować was w taki sposób. Dlatego ostatnia rzecz, którą powinna pani robić, to ulegać mu dalej.

Przemoc to coś więcej niż doraźna przykrość czy konflikt, więc należy ją jak najszybciej przerwać. Konieczne będzie przedstawienie mężowi warunków dotyczących zmiany jego zachowania. Postawienie wymagań osobie postrzeganej jako silniejsza bywa trudne, ale jest możliwe. Proszę stanowczo powiedzieć, na jakie zachowania się pani nie godzi. I reagować biernym oporem na jego wybuchy złości. Gdyby potrzebowała pani wsparcia, warto poprosić kogoś zaufanego (członka rodziny, przyjaciółkę), by był świadkiem waszych rozmów i negocjacji. Takie wyzwanie warto podjąć dla własnego dobra.

Martwię się, że przegapiliśmy coś ważnego

Julita, 44 lata, z mężem stali się sobie obcy

Wcześnie założyłam rodzinę. Tuż po ślubie z Michałem na świat przyszły dzieci. Najpierw Damian, rok później Aga, a po trzech latach Zuzia. Z tamtego okresu pamiętam tylko pośpiech i wieczne zmęczenie. Zwłaszcza że opiekę nad maluchami łączyłam z pracą. Zawsze sobie obiecywałam, że kiedy dzieci dorosną, będziemy z Michałem podróżować i nadrabiać stracony czas. Dziś, kiedy najmłodsza córka skończyła szesnaście lat, mogłabym wreszcie zrealizować te plany. Tylko nie mam z kim.

Dzieci były najważniejsze

Aktywność mojego męża ogranicza się do chodzenia do pracy i reperowania auta. W wolnych chwilach siedzi przed telewizorem i podjada słodycze. Próbuję go namówić, a to na spacer, a to na wyjazd, ale on jest najszczęśliwszy, kiedy leży na kanapie. Co gorsza, nie da się z nim nawet porozmawiać. Nie interesuje go nic oprócz narzekania na szefa i drożyznę.

Zastanawiam się, kiedy ten fajny, ciekawy świata chłopak zamienił się w gnuśnego leniwca. I dlaczego wcześniej tego nie zauważyłam? Ale to dzieci i ich sprawy były zawsze na pierwszym miejscu. Nie starczało mi czasu i sił na nic więcej. Wyrzucam sobie, że zaniedbałam naszą relację. Nawet gdy późnym wieczorem syn i córki szli spać, wyciągałam zaległe papiery z biura, rozkładałam deskę do prasowania. Nie prosiłam Michała o pomoc, bo uważałam, że wszystko najlepiej zrobię sama. I tak ani się obejrzałam, jak przez te lata całkiem się od siebie oddaliliśmy.

Teraz, kiedy dzieci nie potrzebują mnie już tak jak dawniej, odkryłam, że żyję z człowiekiem, który jest mi obcy. Fizycznie też przestał mnie pociągać: przytył kilkanaście kilo, przestał o siebie dbać. Kupiłam mu krem, ale od tygodni słoiczek stoi nietknięty. Namawiałam go, żeby wyciągnął stary rower z piwnicy, lecz ciągle słyszę jakieś wykręty. Martwię się, że przegapiliśmy coś ważnego.

Ryszard Lichuta, psycholog:

To, o czym pani pisze, przytrafia się wielu małżeństwom z długoletnim stażem. Niestety, jeżeli w relacji zabraknie rozmów, wspólnego spędzania czasu i snucia planów, to po latach ciężko odnaleźć się jako para. Radzę jednak nie poddawać się. Na początku dobrze byłoby porozmawiać z mężem o pani potrzebach. Bez szukania w nim winy, krytyki i wysuwania oskarżeń.

Jednym z wyjść z tej sytuacji może być nie tyle oczekiwanie, że to druga strona zainicjuje jakieś formy aktywności, ale raczej realizacja własnych planów. Proszę uwzględnić w nich męża. Wykupić wyjazd dla dwojga, zaaranżować wyjście i zostawić mu decyzję, czy zechce pani towarzyszyć. Być może potrzebuje on czasu, aby odnaleźć się na nowym etapie waszego związku. A chętniej zdobędzie się na ten wysiłek, gdy otrzyma pozytywne komunikaty. Warto pokazać, że pani na nim zależy.

Mąż i syn świetnie się dogadują, ale mnie odsunęli na boczny tor

Bożena, 52 lata, czuje się lekceważona przez bliskich

Byłam dumna ze swojej rodziny. Znajome pary kłóciły się i rozstawały z hukiem. Ich dzieci też sprawiały wiele problemów: nie chciały się uczyć, były krnąbrne i nieposłuszne. A mnie i mojego męża Adama omijały dotąd małżeńskie kryzysy. Syn Rafał też nie przysparzał zbyt wielu trosk. Nawet jako nastolatek zwierzał nam się ze swych sekretów, nigdy nie przechodził okresu buntu. Od zawsze mówił, że chce być architektem i trzy lata temu zdał na politechnikę za pierwszym podejściem. Ostatnio jednak coś się zmieniło. Moi mężczyźni mają swoje sprawy, a mnie jakby przestali dostrzegać. Bardzo źle się z tym czuję.

I tak tego nie zrozumiesz!

Adama z Rafałem łączy wiele wspólnych pasji. Interesują się nowymi technologiami i budownictwem, lubią biegać i grać w piłkę. Przy posiłkach dyskutują o jakiś architektonicznych projektach, używając terminologii, której nie znam. Ilekroć zadaję im pytanie, odpowiadają zdawkowo i ze zniecierpliwieniem, jakby odganiali się od brzęczącej muchy. Zachowują się tak, jak bym nie istniała, a moja rola ograniczała się wyłącznie do zajmowania się domem. W weekendy chciałabym spędzić czas z mężem, pójść do kina, na spacer. I zawsze słyszę, że wybrany przeze mnie film mu nie pasuje, że jest zmęczony lub zajęty.

Z kolei na propozycje Rafała reaguje entuzjastycznie. Syn namówił męża na treningi koszykówki, więc często idą razem na boisko, a wtedy znikają na cały dzień. Już teraz zapowiedzieli, że w sierpniu jadą razem na obóz sportowy, co odebrałam jako ostrzeżenie, że wakacje muszę zorganizować sobie sama. Oczywiście, cieszę się, że tak świetnie się dogadują, lecz wolałabym, żeby jednocześnie nie dystansowali się ode mnie. Każdą moją prośbę zbywają uśmiechem i pobłażliwym komentarzem w stylu: "Ach, te baby!". Adam twierdzi, że nie będzie mi wyjaśniał, o czym rozmawiają, bo i tak przecież tego nie zrozumiem. Niby mówi to żartem, ale robi to w taki sposób, że czuję się urażona. Kiedy zarzucam mu, że mnie ignoruje, słyszę, że faceci muszą mieć swój męski świat, że to przecież normalne.

Podejrzewam, że mąż przeżywa kryzys wieku średniego, bo wcześniej tak się nie zachowywał. Doszło do tego, że pożycza od Rafała sportowe ubrania i płyty. Nasi znajomi też zauważyli jego metamorfozę. Na spotkaniach na przemian zachowuje się jak znudzony nastolatek albo opowiada z entuzjazmem o młodzieżowej muzyce. Niedawno spytałam go wprost, dlaczego mnie unika. I czemu daje Rafałowi zły przykład, okazując mi obojętność. Lecz on wszystkiemu zaprzecza i mówi, że jestem przewrażliwiona.

Iza K urzejewska, psycholog:

Zachowanie męża rzeczywiście pozostawia wiele do życzenia. Oczywiście, można złożyć je na karb kryzysu wieku średniego, ale nie jest to wystarczające usprawiedliwienie dla postępowania, które panią dotyka i rani. Z jednej strony to wspaniale, że ojca i syna łączy więź, lecz gdy jest ona rodzajem porozumienia wykluczającego trzecią osobę, nie ma dobrego wpływu na rodzinę.

Pisze pani, że mąż dotąd tak się nie zachowywał, ale czy już wcześniej nie pojawiały się symptomy tego, że dzielą was zainteresowania? Na takie sygnały warto reagować natychmiast, bo upływ czasu raczej pogłębia, niż znosi różnice. W tej chwili radzę nie zabiegać za wszelką cenę o uwagę męża. Tym bardziej że podejmowała już pani takie próby i nie przyniosły one efektu. Mówi pani, że bliscy postrzegają panią jako osobę, której rola ogranicza się do zajmowania się domem. Rozumiem, że dogadzanie rodzinie jest czymś, co daje zadowolenie, ale może warto byłoby mniej przejmować się domowymi obowiązkami i skupić się na sprawianiu radości sobie?

Zwłaszcza że syn jest dorosły i nie wymaga opieki. Wolny czas mogłaby pani przeznaczyć na hobby i życie towarzyskie. Zamiast proponować kino mężowi, proszę wybrać się na seans z koleżankami. I nie przygotowywać wcześniej panom kolacji. Gdy zgłodnieją, zawsze mogą zamówić sobie pizzę.

Kiedy pokaże pani domownikom, że ma pani własne sprawy oraz jest niezależna od ich nastrojów, może zreflektują się i okażą pani szacunek. Albo poczują, że czegoś im jednak brak. Gdyby pytali, skąd ta zmiana, dobrze spokojnie wyjaśnić, że jest skutkiem ich zachowania. A potem zastanowić się, jak wspólnie naprawić sytuację.

Maria Barcz




Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje