Coraz mniej różnic między kobiecym a męskim podejściem do seksu

Z badań wynika, że jest coraz mniej różnic między kobiecym a męskim podejściem do seksu. 14,4 procent ankietowanych kobiet uważa, że do łóżka można iść na pierwszej randce. Tyle samo, że na drugim, czy trzecim spotkaniu. - My, kobiety, trochę zmierzamy ku takiemu męskiemu podejściu do seksu - ocenia psycholog Małgorzata Ohme.

Jak przyznaje w rozmowie psycholog Małgorzata Ohme, wyniki badania "Zakochanie, pożądanie i... antykoncepcja - kobiecy i męski punkt widzenia" - przeprowadzonego w ramach portalu "Zdrowa ONA" na zlecenie Gedeon Richter - wzbudzają sporo nadziei. Jednym z optymistycznych aspektów jest to, że kobiety uważają, że antykoncepcja nie jest tylko ich sprawą.

Reklama

- O antykoncepcji myśli się, jako o wspólnym obowiązku, wspólnej odpowiedzialności finansowej - mówi PAP Life Ohme.

Okazuje się, że jest coraz mniej różnic międzypłciowych - kobiety o seksie zaczynają myśleć podobnie jak mężczyźni.

- My, kobiety, trochę zmierzamy ku takiemu męskiemu podejściu do seksu, w którym dajemy sobie prawo do tego, żeby iść do łóżka bez uczuć, bo 60 proc. z nas w ogóle uważa, że nie potrzeba miłości do seksu, tylko żeby zaspokoić własną potrzebę, żeby dać sobie przyjemność, o której bardzo często zapominamy - tłumaczy PAP Life psycholog.

Co ciekawe, 14,4 proc. ankietowanych kobiet uważa, że do łóżka można pójść już na pierwszej randce. Tyle samo kobiet jest zdania, że ten krok można wykonać dopiero na 2-3 spotkaniu. Ohme widzi kilka powodów w różnicy między kobietami a mężczyznami dotyczącymi tempa pójścia do łóżka.

- Po pierwsze, my, kobiety boimy się etykiety puszczalskiej. Po drugie, mamy zakodowane w głowie, że kobieta atrakcyjna to kobieta niezdobyta - mężczyźni to zdobywcy, my mamy być zdobywane - zauważa psycholog i podkreśla, że takie myślenie jest na poziomie mitów społecznych.

Okazuje się, że opory przed szybkim pójściem do łóżka związane są też ze stosunkiem do własnego ciała, ponieważ - jak tłumaczy Ohme - mamy duży poziom wstydu i musimy zmierzyć się z własną cielesnością, żeby pokazać się komuś nago.

- Wiele kobiet nie akceptuje swojego ciała. Dlatego, jak najdłużej chce ukrywać je pod ubraniem. Myślą, że może jeszcze schudną, więc pokażą się za jakieś trzy miesiące i przy zgaszonym świetle. To też jest związane z ograniczeniami na poziomie samooceny - tłumaczy psycholog.

Ohme zauważa też, że kobiety czasami mają niepotrzebnie zbyt wielowarstwowe podejście do seksu.

- Kobiety są zbyt zaangażowane. Uważają, że seks jest dowodem miłości, wielkich uczuć, jest przysięgą. Nie traktują go w kategoriach przyjemności, czyli w taki sposób, w jaki traktują go mężczyźni- kwituje psycholog. (PAP Life)


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje