Reklama

Reklama

Coś mnie ciągnie do ciucholandów

Jeszcze kilka lat temu wyśmiewałam się z kobiet, które ubierały się w ciucholandach. Irytowało mnie, że ciągle tam chodziły, żeby sobie tam coś kupić.

- Nie mogę zrozumieć, jak możecie grzebać w czyichś używanych rzeczach -  mówiłam do kolejnej znajomej, która chwaliła się "nową", okazyjnie kupioną bluzką. 

- Ja bym się takich ciuchów brzydziła - odwracałam się ze wstrętem.

Tak było, dopóki na moim osiedlu nie pojawiło się kilka ciucholandów " na poziomie". Ubrania porządnie posegregowane, czyste, naprawdę atrakcyjne i tanie. Zaczęło się niewinnie. Zajrzałam tam przy okazji, czasem coś kupiłam, ale potem mnie wciągnęło na amen.

Od ponad roku poszłam na całego. Prawie każdego dnia tuż po pracy robię rundkę po tych sklepach. Zawsze coś upatrzę. Dla siebie, dla męża, dla dziecka. Poluję na nowe dostawy. Bywam tak często, że sprzedawczynie mnie już rozpoznają, a nawet się z nimi  zaprzyjaźniłam. Potem wracam z torbami i ukrywam w szafach, żeby mąż nie zobaczył. Robię to zresztą po kryjomu przed nim, bo on jest przeciwnikiem takich zakupów i wścieka się, gdy znajdzie coś z ciuchówka.  

Reklama

Ostatnio usiłowałam zrobić porządki. Niestety nie udało mi się upchać sterty ubrań, które zalegały w domu. Okazało się, że mam mnóstwo takich samych bluzek, spódnic, sukienek i żakietów. W dodatku nie mam kiedy w nich chodzić, a niektórych nawet nie rozpakowałam. To wszystko dlatego, że o nich zapomniałam albo nie miałam na to czasu. U syna w jego szafkach też kłębi się ogromna ilość ciuchów. Z wielu nawet już wyrósł i nie zdążył włożyć. A wszystko to plon moich cicholandowych łowów. 

Nie zdawałam sobie sprawy, że tyle nakupowałam! Wydałam już na nie mnóstwo pieniędzy. Nic dziwnego, że na karcie bankomatowej mam ciągle debet. Niby miało być taniej, a okazało się, że wydaję więcej forsy. To mnie przeraziło! I co z tym teraz zrobić? Dać komuś, sprzedać? Szkoda mi. Poza tym wszystkie są bardzo fajne. Wiem, że powinnam te sklepy omijać szerokim łukiem. Ale prześladuje mnie myśl, że może mnie ominąć jakaś nadzwyczajna okazja. Potem będę żałować, że nie ja ją upolowałam. Jakie jest wyjście?
 Irena, 40 l.


Takie jest życie
Dowiedz się więcej na temat: sklep | handel | lumpex | zakupy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje