Dlaczego on symuluje orgazm?

Udawanie męskiego orgazmu wydaje się mało prawdopodobne, a jednak amerykański lekarz seksuolog Abraham Morgentaler, autor bestselleru o tym zjawisku, tłumaczy jego przyczyny i wyjaśnia, że wcale nie jest rzadkie.

Zuzanna O’Brien: Tytuł pana książki odebrałam jako prowokację. Mężczyźni udają orgazm? Czy to w ogóle możliwe?

Reklama

Abraham Morgentaler: - Nie tylko jest możliwe, ale zdarza się o wiele częściej niż nam się wydaje. Oczywiście, tytuł jest prowokacyjny, lecz zwraca uwagę na konkretny problem. Naszymi przekonaniami o mężczyznach rządzą bowiem stereotypy sprzed wieku, nijak mające się do dzisiejszej rzeczywistości. Po 25 latach pracy jako seksuolog, słuchając intymnych wyznań facetów, którzy obnażali przede mną ciało i duszę, stwierdziłem, że przyszła pora, by opisać niektóre sytuacje.

- Pomysł na tytuł podsunął mi dwudziestokilkuletni pacjent, który nie osiągał orgazmu. Mógł kochać się godzinami, ale bez wielkiego finału. Nie było to dla niego problemem, dopóki się nie zakochał. Wtedy zaczął się martwić, że jego dziewczyna pomyśli, że coś z nią jest nie tak. Ponieważ chciał jej pokazać, że jest dla niego atrakcyjna, udawał, że szczytuje. Zakładał prezerwatywę, więc było to oszustwo łatwe do ukrycia. Na szczęście miał świadomość, że udawanie satysfakcji w życiu seksualnym i okłamywanie partnera na dłuższą metę do niczego dobrego nie prowadzi.

Mężczyźni symulują, by sprawić przyjemność kobiecie?

- Oczywiście, to dość powszechne zachowanie. Wiemy, że kobiety udają orgazm z tych samych powodów, ale mężczyźni nie przyznają się nawet między sobą, że nie zawsze mogą stanąć na wysokości zadania. Nie przechodzi im też przez gardło, że czasem po prostu nie mają ochoty na seks albo mają niskie libido. Obraz egoisty, którego obchodzi w łóżku wyłącznie własna przyjemność, to też mit. Wielu mężczyzn nie wie, jak zadowolić kobietę, ale to świadczy raczej o ich braku doświadczenia i edukacji w tej dziedzinie, a nie o tym, że nie zależy im na satysfakcji partnerki.

- Podam pani dość skrajny przykład. Zgłosił się do mnie młody chłopak. Po wypadku samochodowym został sparaliżowany od pasa w dół. Był załamany, że na skutek kalectwa nie może kochać się z żoną. A gdy dzięki terapii znów nauczył się osiągać erekcję, był przeszczęśliwy. Tylko że on przecież w dalszym ciągu niczego nie czuł, nie osiągał orgazmu. Mógł jednak wreszcie zaspokoić ukochaną i to było dla niego najważniejsze.

Całe pokolenia kobiet wyrosły w przekonaniu, że mężczyźni myślą głównie o seksie. Pan obala ten mit?

- Popęd seksualny u mężczyzn i kobiet jest tak samo silny. Tak nas stworzyła natura. Z wiekiem jednak nasza gotowość do seksu nieuchronnie maleje. Czasem ma to podłoże zdrowotne, czasem hormonalne, jak powszechny spadek poziomu testosteronu po 45. roku życia. Innym razem codzienne obowiązki tak nas pochłaniają, że na erotyczne igraszki braknie już sił. Problem pojawia się, gdy czujemy, że nie zadowalamy partnerki. Wtedy mężczyźni najczęściej unikają tematu, bo boją się o tym rozmawiać.

Z czego wynika ten lęk?

- Padliśmy ofiarami stereotypu macho, wedle którego jesteśmy niezatapialni i zawsze gotowi do podbojów. Tylko że próby sprostania tej wizji prowadzą do stresów, kłopotów w związkach, a nawet do zaburzeń zdrowotnych i psychicznych. Zna pani dowcip rysunkowy, na którym pokazane są mózgi kobiety i mężczyzny? Żeński jest pełen splątanych kabli, iskier i wybuchów. Mózg faceta ma tylko jeden guzik - uruchamiający penisa. Sam się uśmiałem, jak pierwszy raz to zobaczyłem.

Ten żart już pana nie śmieszy?

- Dziś uważam, że choć zabawny, jest obraźliwy. W dyskusjach o tym, co dzieli obie płcie, zbyt skupiamy się na różnicach, zamiast przyjrzeć się podobieństwom. Z moich obserwacji setek pacjentów wynika, że mężczyźni są znacznie bardziej empatyczni i troskliwi niż się sądzi. Najczęściej chcą być dobrymi partnerami, w łóżku i w życiu. Ważne jest dla nich szczęście najbliższych, swoją wartość widzą w ich oczach. Tak jak każdy lubią komplementy, muszą się czuć potrzebni.

To zrozumiałe, ale rzadko o tym słyszymy. Dlaczego tak się dzieje?

- Bo mężczyźni o tym nikomu nie mówią! Kobiety przywykły zwierzać się z problemów. Omawiają je z przyjaciółkami, rodziną, nawet z sąsiadkami. Faceci idą z kumplem na piwo i gadają o sporcie, samochodach albo o pracy. Czasem o swoich łóżkowych sukcesach. O wszystkim, byle nie o tym, że żona chciałaby się kochać, a on nie ma energii, bo pracuje na dwie zmiany. Że mu przed nią głupio i że się tym martwi.

Sugeruje pan, że kobiety zdominowały sferę mówienia o sprawach intymnych? To chyba dobrze, że o nich rozmawiamy.

- Przez ostatnie 50 lat sytuacja kobiet zmieniła się diametralnie. Trudno przecenić te dokonania, szczególnie jeśli przypomnimy sobie, w jakim świecie żyły nasze babki. Media pełne są rozważań o tym, jak pogodzić karierę z macierzyństwem i życiem rodzinnym. Dużo w nich rad dotyczących kobiecego zdrowia i seksualności. Toczą się dyskusje o dyskryminacji płacowej. Uważam, że to potrzebne i wspaniałe. Ale mężczyźni nie nadążają za tymi zmianami. Ich tradycyjna rola dostawcy dóbr w wielu przypadkach się nie sprawdza, bo nierzadko partnerki zarabiają więcej od ambicje zawodowe.

- Mężczyźni nie mają dziś jasnego wzorca, do którego mogliby dążyć, bo miejsce dominującego samca jest już w muzeum. Nie otrzymują też informacji, czego oczekują kobiety. Bo powinni z jednej strony być wrażliwi, czuli, a z drugiej słyszą, że to zachowanie mało pociągające dla wymagających, przebojowych dziewczyn.

To przecież nie nasza wina, że mężczyźni nie nadążają za zmianami.

- Ależ ja winię za to wyłącznie panów. To my musimy zmierzyć się ze strachem przed mówieniem o słabościach. Również w sferze oczekiwań seksualnych. Pamiętam zdrowego 29-latka, który poprosił o przepisanie viagry. Na pytanie, po co mu dodatkowe wspomaganie, usłyszałem: "Panie doktorze, nie daję rady! Oboje z narzeczoną mamy duży temperament, kochamy się codziennie. Ona wie dokładnie, co lubi i w jakich pozycjach. Ja chcę sprawić jej jak najwięcej przyjemności, ale po dwóch godzinach jestem wykończony". Zażywanie w tej sytuacji viagry to też oszukiwanie partnerki.

- Mój pacjent wstydził się przed nią przyznać do zwykłego zmęczenia! Bardzo często słyszę o presji związanej z oczekiwaniami w sypialni. Ona czasem tak przytłacza, że działa niczym fizyczna blokada. O ile mężczyźni stracili częściowo swą pozycję w sferze zawodowej, o tyle w seksie wciąż wymaga się od nich, aby spisywali się na medal, bez względu na okoliczności.

Może oni sami tego od siebie wymagają?

 - Możliwe. Ale spotykam wiele par, w których to panie chcą częściej się kochać. Kiedyś określano łóżko jako uciążliwy "małżeński obowiązek". Pokolenia facetów dorastały w przekonaniu, że kobiety nie czerpią przyjemności z seksu, że poświęcają się wyłącznie dla dobra związku. Dziś brzmi to jak opowiadanie z innego świata, prawda? U wielu moich pacjentów sytuacja wygląda odwrotnie: to żony żądają urozmaiconego i częstego współżycia, a mężowie nie są w stanie sprostać ich apetytom.

Kto ma zacząć dyskusję na ten temat, skoro mężczyźni milczą. Kobiety?

- To bardzo dobry pomysł! Macie nad nami tę przewagę, że łatwiej wam rozmawiać o ludzkiej naturze. Możecie sprawić, by wasz mężczyzna się otworzył. Zrobi to jednak tylko wtedy, gdy będzie się czuł bezpiecznie, czyli akceptowany bez względu na to, z jakimi problemami się boryka. Jeśli wie, że jego kłopoty nie odbiorą mu męskości w twoich oczach, będzie bardziej skłonny do zwierzeń. Ważna jest też dyskrecja. Już słyszę te gromy spadające na moją głowę: "Mamy się wstawiać za uciśnionymi mężczyznami?". Ale nie chodzi o zdobywanie punktów nad przeciwnikiem. Im lepiej zrozumiemy ograniczenia i najskrytsze obawy partnera, tym lepsze będzie nasze pożycie.

Dowiedz się więcej na temat: orgazm

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje