Reklama

Reklama

Dowody miłości

- Taka ostrożność nie była konieczna - śmieje się dziś Anita. - Ale to było nasze pierwsze podejście. Nie mieliśmy dylematów moralnych. Bałam się tylko zastrzyków hormonalnych. Przed zabiegiem przez miesiąc codziennie brałam kilka. Brzuch, uda, nie było gdzie kłuć.

Reklama

Czekają na wynik hormonu HCG, którego wzrost oznacza ciążę. Ale hormon nie rośnie. Więc Darek zabiera żonę do kina, na kręgle, na wycieczkę do ciepłych krajów.

Żeby nie myśleć o dziecku, rozpieszczają psa. Anita codziennie gotuje mu obiadki. Chodzą z nim na spacery po lesie. Do znajomych chodzą rzadziej, bo większość jest już na etapie "kupki, zupki".

Mamy siebie

Anita pamięta chwilę, która w jej życiu przewartościowała wszystko. Ona w kuchni parzy herbatę, słyszy huk. Wbiega do łazienki. Na podłodze leży Darek. Nieprzytomny.

Pogotowie, szpital. Mąż odzyskuje świadomość. Zostawiają go na intensywnej terapii: "Na to się umiera", mówi lekarz. Podejrzewa stan przedzawałowy. Anita do dziś pamięta obrazek ze szpitalnej sali: na jednym łóżku zmarła staruszka, na drugim reanimują mężczyznę, a pośrodku nich leży jej mąż.

Więc teraz, kiedy w domu coś stuknie, a Darka nie ma przy niej, ona zamiera. - W szpitalu zdałam sobie sprawę, jak ważne jest to, co mamy we dwoje. Jak wiele mogłabym stracić, gdyby Darka miało ze mną nie być. Że i tak dużo dostałam od losu. Zwalniał się z pracy i woził mnie na badania. Nawet jak nie mógł, to robił tak, że zawsze był.

Wtedy po wypadku przestałam myśleć o ciąży. Czułam, że to za duży stres dla męża - mówi Anita.

Drugiego in vitro nie planują, ale wszystko się zmienia, kiedy zaprzyjaźniona para, która wiele lat starała się o dziecko, przysyła Darkowi sms: "Jesteśmy w ciąży".

On nie mówi żonie od razu. Nie chce jej denerwować i psuć wakacji w Egipcie, na które wyjeżdżali. Dopiero po powrocie Anita dowiaduje się o ciąży od koleżanki.

Darek przynosi jej kubek lodów czekoladowych. Zjadają przed telewizorem. A potem ona płacze pół nocy. - Ja nic nie mówiłem. Jestem typem, który dusi w sobie. Nie starałem się pocieszać. Po prostu byłem, gdy potrzebowała - mówi Darek.

Na drugi dzień wiedzą, że znów podejdą do in vitro, ale na luzie. Po kilku dniach Anita słyszy: "Przy tak niskim HCG prawdopodobnie nie jest pani w ciąży, ale proszę jeszcze powtórzyć badania".

Anita odpuszcza. Sprząta cały dom. Czuje, że żyje, bo ostatnio bardzo na siebie uważała i cały czas leżała plackiem. Widzi nowe rzeczy: kolorowe sukienki na wystawach sklepów, męża, który mimo upływu dwunastu lat prawie się nie zmienił.

Ale idzie na drugie badanie. Dla świętego spokoju. "Ciąża rośnie jak szalona", słyszy od pielęgniarki. Nie świętują, żeby nie zapeszyć. Darek sam sprząta w domu i dzwoni do niej po kilka razy dziennie, żeby się upewnić, czy wszystko jest w porządku. Martwi się, czy żona donosi ciążę.

Anita: - Oskar urodził się zdrowy i silny, ale mnie dopadły lęki. Że coś mu się stanie, że możemy go stracić. Przez kolejne miesiące ona stoi nad jego łóżeczkiem i słucha, czy mały oddycha. Nie pozwala mężowi go przewinąć. "Źle trzymasz główkę", krzyczy. - Miałem wrażenie, że nasze życie we dwoje się skończyło. Że nie ma nas, że jest tylko Oskar - mówi Darek.

- Opamiętałam się po kilku miesiącach. Dotarło do mnie, że swoją zaborczością wystawiam na próbę nasze małżeństwo. - mówi Anita.

Dziś Oskar ma dwa i pół roku. Codziennie budzi się o siódmej. W soboty przychodzi do sypialni rodziców i skacze ojcu po plecach. I Darek bawi się z nim krasnoludkami, tak jak chce syn, choć przez ostatnie lata w weekendy rano wskakiwał na rower i jechał do lasu.

- Nie mogę powiedzieć, że syn scementował naszą miłość. Ona potwierdziła się już w czasie oczekiwań na niego - mówi Anita. - Dziś wiem, że gdyby nawet los napisał inny scenariusz i mielibyśmy nigdy nie mieć dziecka, bylibyśmy razem. Szczęśliwi, choć na pewno w inny sposób. I na pewno na całe życie.

Darek codziennie rano biega, do pracy jedzie na rowerze, a wieczorem idzie jeszcze na basen. A Anita po ciąży przytyła. Więc Darek wyciąga żonę na jogging. "Nie schudniesz, jak nie będziesz biegać codziennie". Ona się odgraża: "Za chwilę w ogóle przestanę". To jednak niemożliwe. Pożyczył jej swoją bluzę. I na mapie rozrysował nową trasę. - Teraz on daje mi wycisk - śmieje się Anita.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje