Reklama

Reklama

Dowody miłości

Jarek chce przeprosić, powiedzieć, że już zmienił zdanie. Czeka na nią na przystanku: pół głowy ogolonej na łyso, pół z grzywką opadającą na oczy. Obcisłe czerwone spodnie w kratkę. "Chciałem cię rozśmieszyć", tłumaczy, gdy ona każe mu iść pięć metrów za sobą. Iwona: - Mieszkaliśmy w wynajętych 28 metrach na Woli. Nikt nie chciał zatrudnić grupy, która łączy akrobację z baletem i tańcem na głowie, więc często musieliśmy kupować na krechę. Kłóciliśmy się o wszystko. Nie pozmywał naczyń? To ja te talerze wrzucałam do kosza. Pouczał mnie na scenie? Wypalałam przy nim paczkę papierosów tylko dlatego, że zależało mu, żebym rzuciła palenie.

Reklama

Jarek: - Mówiłem jej: tańcz inaczej, a ona dostawała furii. Krzyczała, że jej nie wspieram. A ja tłumaczyłem: "Poprawiam cię, walczę z tobą, bo mi na tobie zależy". Zerwać wtedy? To nie była jakaś miłostka, grzeczny flirt grzecznych ludzi, ale intensywny związek, wdarcie się w drugą osobę.

Znów jak dawniej

Po dwóch tygodniach pobytu w szpitalu Iwona dostaje drugie życie. Lekarka mówi: "Ma pani poważną niedoczynność tarczycy. Będziemy leczyć. Stwardnienie rozsiane raczej wykluczamy". Jarek zabiera żonę do domu. Iwona po raz pierwszy od miesięcy zasypia bez tabletek nasennych i budzi się bez płaczu. I znów jest jak dawniej.

Po premierze on nie zauważa, że wśród grupki gości stoi Iwona. Mówi jej "dzień dobry" jak wszystkim i idzie dalej. Ale gdy ona w 35. urodziny gra w Hair w Zurychu, Jarek jedzie do żony samochodem. Nie lubi latać samolotami, więc po kilku godzinach wraca, żeby zdążyć na swój spektakl.

- Byliśmy sobie bliżsi niż kiedykolwiek wcześniej. Któregoś wieczoru zapytałem żonę: "Powiedz, czego ja się boję?". A potem sam zacząłem mówić jej o swoich lękach, o tym, że czasem jestem silny, a w środku się trzęsę, że panuję nad dziesiątkami ludzi na scenie, ale życia bez jej pomocy nie potrafiłbym sobie wyobrazić. Po raz pierwszy jako trzydziestoparolatek zacząłem mówić. Szczerze.

Maj, rok temu. Gdynia. Ostatnie próby przed musicalem Fame. Jarek odbiera telefon od żony: "Nie przyjadę", słyszy. Wychodzi z teatru. Siada na chodniku. "Wróciło?".

Warszawa. Iwona wstaje z łóżka. Ma niedowład lewej nogi. Nie może jechać na premierę spektaklu męża. Trafia na neurologię. Pobierają jej płyn mózgowo- -rdzeniowy.

Po punkcji Iwona przez 24 godziny leży płasko. Odrętwienie przechodzi. "Po prostu źle się pani położyła w nocy. To był ucisk na nerw", słyszy. Wraca do domu. Po punkcji stwardnienie rozsiane zostało ostatecznie wykluczone.

Iwona: - Nie mamy dzieci, tak się złożyło, ale to nigdy nie był dla nas problem. Jarek: - Mamy siebie. Mamy dom i ogród, który Iwona stworzyła. Jestem na scenie, krzyczę do tłumu tancerzy i wtedy dostaję sms od żony: "bez puścił pąki". Zwalniam. Iwona zmienia moje życie. Jarek od rana do nocy pracuje nad pierwszym polskim filmem tanecznym.

Premiera już po wakacjach, więc widują się rzadko. A i tak zdążą się pokłócić. O cokolwiek. Najczęściej to on pierwszy przeprasza. Naśladuje wtedy byczka Fernando albo Pinokia. A jak to nie pomaga, klęka przed żoną na ulicy i na kolanach idzie za nią całą drogę.

Jarek: - Wiem, ile krzywdy jej zrobiłem szarpaniną na początku związku. I potem brakiem stabilizacji. Byłaby szczęśliwsza, gdybym miał spokojny zawód, gdybym uczył w szkole tańca, gdybym był bardziej poukładany. Iwona: - Nigdy nie chciałam, żeby był inny. Wtedy w szpitalu i później Jarek dał mi największy dowód miłości. Niczego więcej mi nie trzeba.

Natalia Kuc

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje