Reklama

Reklama

Dzieci emigrują, rodzice tęsknią

Z kraju wyjechało ok. 2,4 mln Polaków, głównie młodych. Zwykle na wyjazd decydują się osoby, które nie ukończyły jeszcze 35. roku życia. Ta masowa emigracja wywołuje wiele dramatów. Główny problem to rozłąka, tęsknota, a nieraz i samotność.

Jeśli wierzyć badaniom socjologów, to kolejne 4,4 miliona Polaków marzy o wyjeździe! Przyczyny są przede wszystkim ekonomiczne: praca, wyższe zarobki, lepszy standard życia... Są też tacy, którzy rezygnują z emigracji, motywując to przywiązaniem do rodziny, do najbliższych. Rodzice emigrantów źle znoszą rozłąkę. W Polsce jest już ok. 4 mln takich stęsknionych za dziećmi, niemłodych już ludzi.

Reklama

- Dwa lata temu nasza Milena wyjechała do Szkocji - opowiada 50-letnia Barbara Truszkowska, księgowa w białostockiej szkole. - Córka pracuje tam na recepcji w hotelu. Rok temu ściągnęła młodszego brata. A my tu zostaliśmy mężem jak dwie sowy, w dużym domu, który zbudowaliśmy z myślą o dzieciach i wnukach. Nie powiem, dzieciaki dzwonią, co dzień któreś z nami rozmawia przez internet, ale to nie to samo, co uścisnąć, przytulić... Najgorsze, że nie wiemy, czy w ogóle zamierzają wrócić.

Wprawdzie wielu młodych emigrantów wspiera rodziców finansowo, lecz pieniądz nie łagodzi niektórych obaw. Jest to temat licznych rozmów w polskich domach i na forach internetowych. - Nie chcę, żeby dzieci wracały, bo mają tam lepiej. Martwię się jednak, co będzie, gdy stanę się niedołężna. Kto wtedy pomoże? - niepokoi się Jadzia, użytkowniczka strony senior.pl.

Dzieci nie zawsze zdają sobie sprawę , że ich rodzice w kraju potrzebują pomocy. Zwykle są bardzo zajęci, bo pracodawca na obczyźnie wyciska z nich wszystkie soki. Nie zawsze tak regularnie dzwonią, a jeżeli już, to mówią zdawkowo, "żeby nie martwić". W tej sytuacji biedni "staruszkowie" sami muszą sobie radzić z emocjami. A te są wyjątkowo trudne. Wprawdzie fakt, że pociechy opuszczają dom, to nic nowego, lecz mama i tata zwykle źle to znoszą. Większości rodziców emigracja dziecka kojarzy się z poczuciem straty - nie mogą go dotknąć, spojrzeć głęboko w oczy, poczuć jego obecności... Jeśli jeszcze pracują lub mają swoje pasje, potrafią częściowo wypełnić sobie pustkę. Ale i tak jest im smutno.

By ten stan złagodzić, warto więcej czasu poświęcić własnym potrzebom: zadbać o swój związek, wyjść z domu do ludzi, rozejrzeć się za jakimś nowym zajęciem. To niezły moment na realizację dawnych marzeń i na nowe doświadczenia. Najważniejszy jest stały rodzinny kontakt, wzajemna troska. Tanie linie lotnicze pozwalają na częstsze odwiedziny niż kiedyś, a telefon komórkowy i internet - na lepszą komunikację. To nie jest tak skomplikowane! - Nauczyłam się obsługiwać komunikator Skype. Dzięki niemu rozmawiam z córką i wnuczkami w Belgii - mówi pani Eugenia z Siemiatycz. - Gdy włączę kamerę, możemy się nawzajem oglądać, nawet przez dłuższy czas. To mi poprawia humor, koi smutek spowodowany rozłąką...

Kilka wskazówek

Bądź cierpliwa i wyrozumiała dla bliskich, którzy wyjechali, jak i dla siebie. Potrzebujesz czasu, żeby przyzwyczaić się do stanu rozłąki.

Naucz się korzystać z komunikatorów internetowych. Będziesz mogła rozmawiać z dziećmi i wnuczkami, a nawet codziennie je widzieć!

Zadbaj o zdrowie i profilaktykę. To uspokoi dzieci, które musiały wyjechać. Nie tylko ty się martwisz, one o ciebie też...

Pielęgnuj swój związek. Jeśli zaś żyjesz samotnie, otwórz się na nowe znajomości. Może kogoś poznasz...

Rozwijaj zainteresowania i pasje. Emigranci ucieszą się, że masz się czym zająć i dajesz sobie radę.

Możemy sobie pomóc

Jak złagodzić tęsknotę za dziećmi, gdy wyemigrowały?

Anna Miżowska, psycholog rodzinny: - To naturalna reakcja w sytuacji, kiedy nasza codzienność, do tej pory wypełniona mnóstwem zadań i emocji związanych z dziećmi, staje się nagle pusta i nie bardzo wiadomo, czym je zastąpić. Ale można nauczyć się sobie z tym radzić. Na ogół pomaga postawienie sobie nowych celów. Warto się rozejrzeć. Jest wiele ofert skierowanych do osób dojrzałych, np. zajęcia sportowe, muzyczne, plastyczne, koła zainteresowań i inne możliwości zdobywania wiedzy, na co nie mieliśmy czasu wcześniej.

Czyli... zajmijmy się sobą?

- Owszem, mimo że może to być trudne. Bo jeżeli przez lata skupiamy się na potrzebach dziecka, często aż tak, że są dla nas istotniejsze niż własne, to niełatwo się przestawić. Każda zmiana jest stresem, ale też szansą.

Jeśli "zagraniczne" dziecko zapomina o rodzicach i rzadko dzwoni, przypominać mu?

- Można, lecz nie natrętnie. Gdy związek oparty jest na uczuciach, jedna strona do drugiej zatęskni. Jeżeli więzi są słabsze, trzeba dłużej popracować nad ich wzmocnieniem. To wymaga czasu, ale też jest możliwe.

Wolę mieć dzieci bliżej...

Mój syn wyjechał do pracy w Anglii 22 września 2005 r. - wspomina Katarzyna Rybińska (48 l. z Sosnowca). - Tu, w wieku 30 lat, nie miał szans na etat. Chciał zarobić, iść na własne- opowiada. - Po roku wyjechała córka Ania, za bratem, który osiadł na stałe w Bradford. Janina źle znosiła rozłąkę, targana lękiem o dzieci. Miała też poczucie "pustego gniazda". - Córka i syn dzwonili, natomiast przyjeżdżali tylko raz na rok - opowiada kobieta. - Maciek dorobił się pięknego samochodu, założył rodzinę z poznaną tam Polką. Ania też dobrze sobie radziła. Synowi 6 lat temu urodził się synek, po roku córeczka. Przywoził je na wakacje do Polski. Rok temu w lipcu synowa zaskoczyła ją, mówiąc, że rozważają z Maćkiem powrót do kraju. Też tęsknili, a że odłożyli trochę grosza, postanowili, że założą sklep w Rzeszowie. Wrócili na Boże Narodzenie. Katarzyna ich odwiedza lub zaprasza do siebie. Ania została jeszcze w Bedford. - Może i ona teraz, po tym Brexicie, znajdzie dla siebie coś bliżej rodziny? - marzy.

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje