Reklama

Reklama

Eks-misja

Uważaj na tę pułapkę. Wpada w nią coraz więcej kobiet. Seks z eks. Lek na samotność czy nadzieja na powrót ukochanego mężczyzny? Marta, Kinga i Judyta nie potrafią zapomnieć dawnej miłości. Eks wrócił do twojego łóżka? Bądź ostrożna, to nie znaczy, że wróci do twojego życia.

Piętnaście stopni poniżej zera. Kinga zziębnięta idzie po śniegu w szpilkach. Szczelnie okrywa się płaszczem. Pod spodem ma tylko bieliznę. Jest niedziela - nie znosi tego dnia. - Cholernie rodzinny - mówi. A ona od dwóch lat jest singielką. Dzisiejszą niedzielę zaliczy jednak na plus. Czeka na nią eks. To dla niego tak się ubrała.

Kinga: - Tylko tak mogę go mieć.

W sushi barze niedaleko domu Kingi obsługa myśli, że Karol to jej mąż. Bywają tu regularnie. Śmieją się, jedzą wzajemnie ze swoich talerzy. Jaka szczęśliwa, zgrana para! Tak samo myślą sąsiedzi, którzy wpadają na Karola. Gdy nie widzą go dłuższy czas, pytają: "Mąż wyjechał?". Kinga uśmiecha się tylko: - Nie będę przecież tłumaczyć "to mój były, my tylko ze sobą sypiamy".

Reklama

Kinga: nie jestem romantyczką

198 dni. Tyle dokładnie byli razem. Kinga policzyła kiedyś "ich" czas - najlepszy w życiu. Od lat prowadzi pamiętnik. O Karolu napisała po raz pierwszy pod datą 28 listopada 2005: "Transmisja wyborów miss (oboje pracowali wtedy w jednej ze stacji telewizyjnych). K. znowu ze mną flirtuje". Dostałam od niego 15 esemesów, choć był cały czas obok (Karol obsługuje wóz satelitarny). Kinga jest producentem. Szefową Karola. Długo nie dopuszcza do siebie myśli: "Fajny ten techniczny".

- Nie byłam rozrywkowa, seks traktowałam jak przereklamowaną przyjemność - opowiada. Na początku umawiają się na oglądanie meczów, bo oboje są kibicami. Do łóżka idą po wielu tygodniach. I Kinga odkrywa, że seks może być frajdą.

- Z Karolem pierwszy raz przeżyłam orgazm. W wieku 30 lat - uśmiecha się. - Zakochałam się. Gdy był blisko, czułam pożądanie. Najfajniejsza była codzienność. Poranne prasówki w piżamach. Wyprawy do supermarketu. Gotowanie makaronu ze szpinakiem. Miałam kochanka i przyjaciela. Niestety, nie ja jedna.

Jest styczeń 2006 roku. Tego dnia Kinga dostaje telefon z telewizji. Pilna rozmowa u szefa. Przełożony informuje bezdusznym głosem, że właśnie straciła pracę: "Reorganizacja. W tej chwili nie ma miejsca dla dwóch producentów". Godzinę później Karol mówi podobnym tonem: "Nie potrafię cię pokochać tak do końca. Nie mogę obiecać, że cię nie zdradzę". Kinga płacze, a życzliwi koledzy z wozu transmisyjnego niby - żartem donoszą: "Karol jest jak marynarz. W Łodzi jest Lilka. W Toruniu Ola. A w Warszawie Asia, która jest z nim w ciąży".

- Myślałam, że to mi się śni. Powiedziałam: "Zejdź mi z oczu" i wyłączałam telefon, gdy dzwonił - mówi Kinga. - Ale nie jestem romantyczką, mam trzydziestkę na karku, dużo w życiu przeszłam. Minął miesiąc, a ja tęskniłam. Powiedziałam sobie: konkurować ze sztabem panienek nie będę. Rozstać się nie mogę, kocham go. Musimy ułożyć stosunki na innych zasadach. Zaproponowałam mu przyjaźń plus seks plus zero oczekiwań.

Chodzą razem na konwersacje z angielskiego. I na kurs sushi. - To do Karola zadzwoniłam, kiedy się okazało, że moja mama ma raka. Ja go wspierałam, kiedy jego córeczka miała podejrzenie wady serca. Ale nie da się z tego skleić miłości - Kinga przyznaje smutno. - Wciąż marzę: ślub, lojalność, dzieci. Ale Karol nie wytrzymuje w stałym związku. Mogę mieć tylko takie wieczory: wypożyczamy film na dvd, leżymy na kanapie, jedząc zamówionego "chińczyka", Karol prasuje koszulę na następny dzień. Stare dobre małżeństwo. Chcę wierzyć w tę iluzję - mówi Kinga. - A potem o 2 w nocy SMS. Lilka? Ola? Nie chcę wiedzieć. Karol wychodzi, choć miał zostać do rana.

W życiu Kingi też ktoś jest. Bartek z Poznania, nawet Jean-Pierre z Lyonu. - Naprawdę daję szansę. Sobie i kolejnym mężczyznom - mówi. Szuka. Na portalach randkowych. Flirtuje ukryta pod nickiem Agłaja. Tak jak piękna, choć nie do końca ludzka, bohaterka powieści Sosnowskiego. Na początku te wirtualne kontakty dawały mi frajdę - mówi. - Siadałam wieczorem przed laptopem, otwierałam wino i czytałam e-maile: od Roberta_77 i od Kapitana Sparrowa. "Jacy fajni faceci" - myślałam. Doszło do tego, że miałam randki co kilka dni. Nieraz myślałam: bingo! Przystojny. Błyskotliwy. Do tego fizyk jądrowy. Na trzeciej okazywało się: facet bez grosza, który szuka sponsorki. Albo naprawdę miły gość, ale czuję się przy nim jak zahibernowana. Nic nie odczuwam, kiedy bierze mnie za rękę. Chce mnie całować, a ja wybucham śmiechem. Z Karolem to się nie zdarza. Będę więc kochać się z nim.

Nowy wpis w pamiętniku Kingi: "K. przypuszcza atak. Od Wielkanocy dzwoni non stop! Jedzie służbowo na mistrzostwa Europy i chce mnie zabrać". Powiedział: "Mam dość swojego porąbanego życia". Innym razem: "Nie jesteś panienką do bzykania. Jesteś najważniejsza". Kinga zapisuje te słowa, zastanawia się: czy warto wierzyć. W głębi duszy już wie: pojedzie na Euro. Usunie swój profil z serwisów randkowych. - Zaryzykuję - mówi.

Marta: On mi się wciąż śni

"Nie zapomnieć o apaszce. Nie zapomnieć o apaszce" - Marta pędzi samochodem przez miasto i szuka sklepu z ubraniami. Na szyi czerwona plama. Zaraz zrobi się z tego siniak. Musi sprytnie ukryć malinkę przed Przemkiem, najlepszy będzie szal. Za pół godziny spotka się z mężem. Drugim mężem. Mają wspólnie wybrać łóżko do ich nowej sypialni. W sypialni, z której Marta właśnie wyszła, nie ma łóżka. Jest materac, skotłowana pościel. I śpiący po wyczerpującym seksie mężczyzna. Łukasz, eksmąż.

9 września 2006 r. Podwójne święto. Marta kończy 34 lata i wychodzi po raz drugi za mąż. Kładzie więcej różu na policzki, bo brak prawdziwych wypieków z emocji. Jest spokojna, niemal senna. "To mężczyzna mojego życia" - powtarza w myślach. Przemek, chirurg plastyczny, spełnił jej wszystkie zachcianki. Uroczystość w ogrodzie, eleganckie przyjęcie. Marta wkłada suknię, zapina biżuterię. Sięga do torebki. Na ekranie komórki informacja: 16 nieodebranych połączeń. Telefon znowu wibruje. Marta odbiera. To eksmąż. - "Co z ciebie za kobieta?! Sypiasz z dwoma mężczyznami" - krzyczy w słuchawkę. Marta: - "Opłakiwałam cię i tak za długo. Przemek jest odpowiedzialny, stabilny. Z nim będę szczęśliwsza niż z tobą".

Małżeński rollercoaster

"Doktorze, mężowi nie podoba się miseczka A. Wolałby średnie C" - przed świętami 2005 roku Marta odwiedza chirurga plastycznego. Chce zrobić Łukaszowi niespodziankę. "Jesteś świetna w łóżku, tylko ten mały biust...".

- Ma pani idealne kształty, ale jestem do usług - komplementuje lekarz.

- Nie spodziewałam się, że ten mężczyzna w białym uniformie zostanie moim mężem. Nie spodziewałam się, że nowe piersi zakończą moje pierwsze małżeństwo - przyznaje Marta. - Po operacji oczekiwałam od Łukasza zachwytu. - "Niezłe. Nawet naturalne. Ale za młode do twojego ciała" - usłyszałam. - "Ja mam dopiero 33 lata!" - broniłam się. Potem był płacz, trzaskanie drzwiami i jak zwykle seks na zgodę - mówi smutno Marta.

Małżeństwo z Łukaszem to był rollercoaster. Poznaliśmy się na kursie kitesurfingu. Do ślubu szliśmy odurzeni, myśleliśmy tylko o seksie. Dziś wiem, że taki stan ma nazwę: piorun sycylijski. Trans, odlot. Kiedy nie byliśmy w łóżku, kłóciliśmy się. Słyszałam: "Jesteś dnem. Z kim ja się zadaję?". Godzinę później kochaliśmy się, a Łukasz szeptał: "Wiesz, że jesteś kobietą mojego życia". Jednego dnia spełniał moje marzenia: najnowszy aparat fotograficzny, bilety na festiwal teatralny. Ale odbierał mi je potem podczas awantury. Wracałam wieczorem do domu i myślałam: co dziś? Róża na poduszce czy talerz szybujący przez pokój w moją stronę? Po dwóch latach złożyła pozew o rozwód.

To Przemek pomógł jej podjąć decyzję. Marta: - Konsultacje po zabiegu zmieniły się w wielogodzinne spotkania. Nawet nie zauważyłam, kiedy opowiedziałam o szarpaninie w moim małżeństwie. Potem były randki. Po tamtym był jak anioł. I stróż. Zepsuty samochód - załatwiał mi auto zastępcze. Ciotka ma kłopoty z sercem - uruchamiał znajomości. Kiedy wyjął pierścionek, nie miałam wątpliwości: on mi go nie odbierze jak Łukasz, który po rozwodzie kłócił się o torebkę herbaty.

- "Dlaczego tak mruczysz, kiedy mnie całujesz? - Bo uwielbiam cię całować. - Przestań. Nie lubię tego dźwięku" - mówi Marta i zniecierpliwiona odwraca się od męża. Nie może zasnąć: "Masz to swoje bezpieczeństwo", myśli. Wymyka się do łazienki, wysyła SMS do Łukasza: "SOS". To kod: "spotkajmy się jutro". Pierwszy raz użyła go trzy miesiące po rozwodzie. Odpisał wtedy: "Też tęsknię. Przyjedź". Marta wsiadła do taksówki z postanowieniem: tylko seks. Żeby już jej się nie śnił. Od tego czasu spotykają się dwa, trzy razy w tygodniu. Czasem tylko na piętnaście minut. U Łukasza, kilka razy w samochodzie na parkingu centrum handlowego, raz w jej nowym domu. - Podła? Niemoralna? Nie myślę o tym. Łóżko z Łukaszem jest jak mycie zębów. Dla higieny. Jak posiłek dla zaspokojenia głodu. Kiedy mężczyźni tak robią, nikt ich nie potępia. Ja też mam prawo. Raz pomyślałam: "Przemek nie zasługuje na takie traktowanie". I zaraz: "Jestem piękna. Inteligentna. Zasługuję na piorun sycylijski. I na bezpieczeństwo też. Dlaczego nie mogę mieć męża i kochanka?".

Judyta: Chwilowa niepoczytalność

Eksmąż Judyty wstaje z łóżka i krząta się po mieszkaniu. Kiedyś ich wspólnym. - "Z kim będzie ci tak dobrze jak ze mną?" - mówi. On znowu jest żonaty. Nowa żona urodziła mu syna, ale "to" robi tylko przy zgaszonym świetle. Dlatego on co kilka dni dzwoni do Judyty: "Mam dziś wolną godzinę. I wielką, wielką ochotę". A Judyta mówi: "Przyjdź". Od ich rozwodu mijają właśnie trzy lata. Ale Judyta czuje, że nie rozstała się z Maćkiem na dobre.

Kiedy wyprowadzał się do "tamtej", zabrał tylko koc. Tamtego popołudnia chciała pożegnać się z dotychczasowym życiem: ubrania do kontenera Czerwonego Krzyża, książki do piwnicy, zdjęcia do kubła na śmieci. Jednak żal. Wyciągnęła zdjęcia z kosza. - Zawsze kierowałam się emocjami. Nie wiem, czy to szczerość, czy głupota? - mówi. Uległa emocjom także wtedy, kiedy po roku od rozstania z mężem wylądowała z nim w łóżku. Pogładził ją po policzku, przytrzymał rękę, ona straciła kontrolę. I traci ją tak już od dwóch lat. - Próbowałam randek z innymi - opowiada. - Porażka. Moje ciało chce tylko Maćka? Te chwile, kiedy eksmąż staje w drzwiach, Judyta nazywa "chwilową niepoczytalnością". - No, bo jestem niepoczytalna, przecież to droga donikąd - mówi.

Jak zapomnieć o takiej miłości?

Czerwcowy wieczór 2001 roku. Pod latarnią stoi dziewczyna w kabaretkach i butach za kolana. Szyba w lexusie odsuwa się. Jest klient. Łapie palcami jej siatkowe rajstopy. - "Przejedziemy się? - pyta. - Wsiadaj, bo zimno". Judyta lubi wspominać tę scenę. Tak poznała mężczyznę swojego życia. Koleżanka z łódzkiej filmówki poprosiła, żeby wystąpiła w etiudzie. - "Zagrasz tirówkę?" - zapytała. Maciek był facetem w aucie. Tym pożyczonym lexusem odwiózł Judytę do domu. - "Nie korzystam z takich usług - zapewnił. - Nie świadczę takich usług" - śmiała się Judyta. Przegadali pod jej domem całą noc. Rozstali się już jako para. Po tygodniu Maciek oświadczył: "Jestem w tobie potężnie zakochany". Po dwóch oznajmili rodzicom: "Bierzemy ślub".

"Czy już ci mówiłem, że cię kocham" - karteczki z wyznaniami od męża Judyta znajduje codziennie. W notesie. Na lustrze. Za wycieraczką w samochodzie. No i rano, na poduszce. Czułość po seksie w nocy rozbraja ją. - Wątpię, czy zdarzy mi się jeszcze taka miłość - mówi smutno Judyta. - Faceci palą papierosy, odwracają się na drugi bok. A my właśnie pomiędzy jedną falą pożądania a drugą rozmawialiśmy. O uczuciu, jakie nas spotkało. O dziecku. - "Chcę mieć kilka małych Judytek - powtarzał Maciek. - Dzieci narodzone z takiej namiętności, będą cudowne". Ale nie były. Judyta przez cztery lata nie zachodzi w ciążę. Seks przeradza się w rutynę.

- "Dziś jest ten dzień" - mówi ona. Maciek bez słowa idzie do sypialni. Już nie rozmawiają w nocy. Oddalają się, unikają tematu ciąży. Maćka przerosły wizyty u lekarzy, komentarze: "Może rozważą państwo adopcję?". - Zamiast po pracy jeździć ze mną do kliniki leczenia niepłodności, wolał uczyć się angielskiego. Ta kobieta, Amerykanka, przychodzi na konwersacje do biura. Dwa razy w tygodniu. Codziennie. To ona dzwoni do Judyty: "Ja jestem z pani mąż pregnant". Szok. Maciek pakuje się i wyprowadza.

Po rozstaniu Judyta żyje tak, jakby był obok. Chodzi na lunch do "ich knajpki". Kupuje łososia i piwo - jego ulubione. Ogląda po raz wtóry Dzień świstaka i Chicago, filmy które oboje uwielbiali. Nie wychodzi z domu bez makijażu, bo liczy, że go spotka. Mężczyźni oglądają się za nią na ulicy. "Zobaczysz, co straciłeś" - myśli. Bo "tamta" źle znosi ciążę, podobno się roztyła. I marzenie się spełnia. "Pani karta kredytowa nie działa", słyszy Judyta przy kasie w sklepie. - "Zapłacę za tę panią" - ktoś mówi i Judyta wie: to Maciek! - "Cześć żono. - Cześć eksmężu - próbują żartować. - Przyjacielska kawa?" - pyta Maciek. I mówi wprost: "Znakomicie wyglądasz". Judyta: - W głowie alarm: "Uciekaj. Nie rozmawiaj z nim". Zamiast się pożegnać, szłam po schodach do restauracji. Kołysząc biodrami. Niemądra. - "Wiesz, że cały czas o tobie myślę?" - mówi Maciek i już zamawia u kelnerki wino. Australijski shiraz. Taki sam pijali kiedyś.

- "Nie musisz już wracać do żony? - broni się Judyta. - Wyjechała, jest w Stanach. Zobacz, jak nam się dobrze rozmawia" - przekonuje on. - Odprowadzając mnie pod drzwi, po prostu otworzył zamek własnym kluczem - wspomina Judyta. - Rano wypiłam duszkiem wino, które zostało po nocy. I rozsypałam się. Co teraz? Czy on mnie kocha? Zawsze powtarzał: nie ma seksu bez miłości. Ale nie ośmieliłam się zapytać. Nie pytam do dziś.

Marta Bednarska

Twój Styl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: plus | Łukasz | telefon | wino | małżeństwa | myśli | łóżka | Seks z eks | Karol | seks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje