Reklama

Reklama

Emocjonalni szantażyści: Można się przed nimi bronić

Świat jest ich pełen. Co więcej, tymi, którzy usiłują wywołać w nas poczucie winy i w ten sposób postawić na swoim, są bardzo często nasi najbliżsi. Radzimy, jak nie dać sobą manipulować i uzdrowić wasze relacje.

Nabierzmy dystansu do opinii bliskich

Anna opiekuje się mamą emerytką, wozi ją do lekarzy, organizuje rozrywki, przynosi zakupy. Jednak ciągle słyszy, że robi za mało. Za mało spędza z nią czasu, za mało interesuje się jej zdrowiem, za rzadko przychodzi, dzwoni. Bo inne córki... One to dopiero rozpieszczają swoje matki! Córka pani Zosi codziennie przywozi jej obiady, a córka pani Jadzi zabrała ją na urlop do Grecji. Anna wysłuchuje tego cierpliwie, bo to przecież mama i starsza osoba, ale rośnie w niej poczucie winy. I stara się coraz bardziej, zaniedbując męża, dzieci, znajomych. A potem znów słyszy: "To ja się tak starałam, poświęciłam dla ciebie całe życie, od ust sobie odejmowałam, byś miała wszystko, a ty nie możesz nawet codziennie do mnie wpaść" itd. Czy rzeczywiście Anna jest taką złą córką, czy jej mama ma rację?

Reklama

CO ZROBIĆ: Rodzice, zwykle bez złej woli, wywierają presję na swoje dzieci, winiąc je za to, że nie zachowały się tak, jak oni tego oczekiwali. Kiedy się dorasta w takim klimacie, również będąc dorosłym, jest się wrażliwym na takie oskarżenia. Gdy najbliższa osoba, matka, twierdzi, że się nie sprawdziliśmy, zaczynamy się gubić w swoich ocenach. Z jednej strony wiemy, że robimy wszystko, co możemy, z drugiej zaczynamy się obwiniać, szczególnie gdy porównuje się nas z innymi.

Trzeba jednak postarać się zaufać sobie. Nabrać trochę dystansu do słów mamy. Pomyśleć, że ma prawo trochę ponarzekać. Nie zanurzać się w poczuciu winy, bo to w niczym nie pomoże. Kiedy mama zaczyna ten nieprzyjemny temat, można powiedzieć: "Być może, mamo, są lepsze córki, ale ty masz właśnie mnie. A ja kocham cię i troszczę się o ciebie jak umiem najlepiej. Więcej widocznie nie jestem w stanie z siebie dać. Poza tym mam męża, dzieci, oni również mnie potrzebują. Ale jestem ci bardzo wdzięczna za wszystko, co dla mnie zrobiłaś".

Wprowadźmy nowe reguł gry

Ewa ma 17-letnią córkę, która jak może unika udziału w domowych obowiązkach. Kiedy matka próbuje jej coś zlecić, wymawia się nauką. Jednak Ewa nie ustąpiła i stanowczo poleciła Natalii cotygodniowe sprzątanie pokoju, odkurzanie mieszkania i inne drobne czynności. Niezadowolona nastolatka wykrzyczała w gniewie do Ewy: "Zobaczysz, że tego pożałujesz". Od tej pory Natalia dostawała coraz gorsze oceny. Ewa po wywiadówce zapytała córkę o powód tej zmiany. "Nie mam czasu się uczyć, jeśli ciągle muszę sprzątać". Ewa przerażona perspektywą zostania córki na drugi rok w tej samej klasie, odpuściła. Natalia ma się teraz tylko uczyć.

CO ZROBIĆ: Nastolatki na ogół nie palą się do domowych obowiązków. Po prostu są zbyt zajęte sobą. Zwykle trzeba je wielokrotnie upominać, aż wyniosą śmieci czy pozmywają naczynia. Wymyślają też różne sposoby, by tego uniknąć. Wiedzą, że rodzicom zależy na ich wynikach w nauce i mogą to wykorzystać. Jednak uleganie takiej manipulacji to najlepsza droga do utraty kontroli nad dzieckiem.

Szantażysta emocjonalny właśnie na to liczy. Obrażanie się, pokazywanie, jak bardzo został skrzywdzony, to element jego gry, którą oczywiście chce wygrać. Jeśli wygra, uzna, że to doskonała metoda do realizacji jego celów. Nie można się na to zgodzić. Najlepiej w takim wypadku przechytrzyć córkę, zrobić sobie z niej sprzymierzeńca. Zaprosić do wspólnego rozwiązania problemu. Powiedzieć: "Chciałabym, abyśmy jakoś wybrnęły z tej sytuacji. Usiądźmy wspólnie i pomyślmy, jak pogodzić twoją naukę i pomoc w domu. Może ty masz na to jakiś sposób, który obie zaakceptujemy". Nie ma wtedy walki, zwycięzcy i pokonanego, ale współdziałający partnerzy.

Nie pozwalajmy na manipulację

Mąż Doroty lubi o wszystkim decydować. Dokąd pojadą na wakacje, jak spędzą weekend, jakie meble nadają się do ich domu, gdzie będą obchodzić święta. Gdy Dorota próbuje przeforsować jakiś swój pomysł, mąż mówi: Gdybyś mnie kochała, nie upierałabyś się przy swoich zachciankach". Dorota próbowała z nim o tym rozmawiać, ale usłyszała, że skoro tak - to proszę, on nie będzie się do niczego wtrącał. I przez kilka dni chodził obrażony, nie można z nim było nic uzgodnić, nawet w kwestii zakupów. Pomyślała, że może rzeczywiście nie powinna nic mówić, w końcu kocha męża i nie chce, aby był w złym nastroju. Czy naprawdę to Dorota jest winna tej sytuacji?

CO ZROBIĆ: Partnerstwo w związku oznacza m.in. wspólne podejmowanie decyzji. Jeśli jednak strona wymaga, by wszystko odbywało się pod jej dyktando, druga ma prawo przeciw temu protestować. Jeśli partner zamiast nas wysłuchać, próbuje nami manipulować, nie możemy się temu poddać. Odwoływanie się do uczuć wobec niego ma wywołać w nas skruchę i poczucie winy. Obrażenie się, tzw. ciche dni, mają nas złamać.

Nie można pozwolić na takie taktyki. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że sobie tego nie życzymy i doskonale rozumiemy strategię, jaką się nasz partner posługuje. W związku z tym niech nie oczekuje, że ona zadziała. Można powiedzieć mężowi: "Jeśli chcesz chodzić obrażony jak dziecko, trudno. Ale oboje jesteśmy dorośli i możemy uczciwie rozmawiać o tym, co jest nie tak. Ja nie czuję się winna temu, że upominam się o swoje prawa. Moje uczucia do ciebie nie mają z tym nic wspólnego".

Zadbajmy o nasze granice

Zofia od dawna przyjaźni się z Renatą. Spędzają ze sobą mnóstwo czasu. Jednak ostatnio Zofia poznała w pracy nowe koleżanki, które bardzo polubiła. Stara się dzielić swój wolny czas między swoją przyjaciółkę i nowe znajome. Jednak Renata ma ciągle do niej pretensje, że ją zaniedbuje. Zofia próbowała wciągnąć Renatę do nowego towarzystwa, ale podczas spotkania ona wcale się nie odzywała i wprowadzała niezręczną atmosferę. Potem powiedziała Zofii, że musi wybrać: albo ona, albo tamte koleżanki. Ona z nikim nie zamierza się przyjaciółką dzielić. Renata wypomniała Zofii całą litanię rzeczy, które dla niej zrobiła, w czym jej pomogła, a ona okazała się taka niewdzięczna. Zofia poczuła się winna wobec swojej przyjaciółki i ogranicza kontakty z tamtymi koleżankami.

CO ZROBIĆ: Przyjaźń nie oznacza wyłączności. To serdeczna relacja między dwiema osobami, pozbawiona zazdrości i ograniczeń. Jeśli nasza przyjaciółka stawia nam ultimatum: albo ona, albo inne koleżanki, zastanówmy się, czy naprawdę jest naszą przyjaciółką. W żadnym wypadku nie powinnyśmy ulec takiemu szantażowi, bo za chwilę taka osoba może zażądać, abyśmy ograniczyły kontakty z rodziną czy partnerem. Można podjąć próbę poważnej rozmowy na temat zachowania przyjaciółki. Zapewnić ją, że jest dla nas bardzo ważna, ale to nie znaczy, iż ma być jedyną osobą, z którą się spotykamy.

Nie pozwólmy też, aby to, co przyjaciółka dla nas w przeszłości zrobiła, stało się jej kartą przetargową. Powiedzmy: "Jestem ci bardzo wdzięczna za to, że byłaś ze mną w trudnych chwilach, bardzo też zależy mi na naszej przyjaźni. Nie zgodzę się jednak na to, byś decydowała o moim życiu towarzyskim. Jeśli chcesz zniszczyć naszą relację, to będzie tylko i wyłącznie twój wybór"!

Marta Żarska

Kobieta i życie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje