Reklama

Reklama

Kiedy wynaleziono satysfakcję z seksu?

"Satysfakcja z seksu", tak jak dziś ją rozumiemy, jest wynalazkiem XX wieku. Owszem, seks zawsze zawierał w sobie potencjał przyjemności, ale na ile ten potencjał był realizowany i przez kogo - to zmieniało się w ciągu wieków. Przeczytaj fragment książki "Warsztaty intymności dla par".

Satysfakcjonujące życie seksualne jako pożądany czy konieczny element stałego związku również nie było w  przeszłości tak powszechną kategorią jak dzisiaj. Rozpowszechniła się ona wraz ze współbieżną wizją miłości, w której udane życie seksualne jest postrzegane jako element dynamiki partnerskiej, którą można poddawać refleksji i o której można decydować.

Tego rodzaju podejście do seksu nie było powszechnie możliwe w czasach, gdy połowa ludzi w społeczeństwie miała prawo decydować o sobie, a druga nie. Stałe związki miały wówczas stanowić przede wszystkim umowy handlowe, a nie relacje oparte na bliskości emocjonalnej. Nie było ono też możliwe przed pojawieniem się łatwo dostępnej antykoncepcji, szczególnie takiej, która oddawałaby sprawczość w ręce tych osób, których ciała mogą zachodzić w ciążę. Mowa o czasach sprzed siedemdziesięciu, stu lat. To kropla w morzu w perspektywie całej historii naszego gatunku.

Reklama

Tak jak w przypadku różnych wizji miłości, nowe podejścia do seksualności nie zastępują całkowicie wcześniejszych, ale nabudowują kolejne warstwy, sprawiając, że wiele podejść współistnieje i ściera się ze sobą. Funkcjonuje więc dziś dość popularne przekonanie, że istnieje coś takiego jak satysfakcja z seksu, warto ją mieć i pielęgnować w związku.

Jest jednak również takie, które mówi, że t r z e b a ją mieć, t r z e b a uprawiać seks i jeśli się go nie uprawia lub nie potrafi się z niego cieszyć, to coś jest nie tak, ale jednocześnie takie, według którego n i e w o l n o uprawiać seksu dla samej przyjemności, ciało nie jest do rozpusty, a jeżeli ma się pragnienia seksualne niezwiązane z prokreacją, to coś jest znowu nie tak.

Przeczytajcie ten cytat z 1904 roku, krytykujący ówczesne nauki dla dziewcząt. Poddajcie refleksji, na ile i same nauki, i fakt, że odbywa się ich krytyka, należą do przeszłości, a na ile do teraźniejszości.

 Czystość jest czymś bezwzględnie dobrym, życie płciowe zaś w każdym razie plamą i poniżeniem. Nawet małżeńskie życie jest dla nich jakimś zstąpieniem z piedestału, a ich naturalne pragnienie ziemskiej miłości grzeszną żądzą [...]. W świetle tak pojętej etyki im większą stosunek małżeński jest dla kobiety ofiarą, im większy w niej wstręt budzi, tym ona jest wyższą istotą.

W owym podejściu nie było mowy o czymś takim jak "satysfakcja z seksu". Seks mógł ewentualnie (i w omawianym przez autorkę sposobie myślenia chyba powinien) doprowadzić wyłącznie do satysfakcji z siebie, jeżeli podczas seksu odczuwało się wstręt. Z jednej strony myślę, że warto pogratulować sobie postępu - jeżeli do czegoś dążyć, to lepiej do satysfakcji niż do wstrętu.

 Z drugiej - warto pamiętać, że satysfakcja seksualna nie jest kategorią odwieczną czy oczywistą, nie musi być koniecznie łatwa i nie t r z e b a jej mieć pod groźbą bycia mniej wartościową istotą ludzką. Można, nie trzeba. Pytanie, czy się chce i co ona dla nas oznacza.

Co więc składa się na waszą satysfakcję z seksu? Część odpowiedzi na to pytanie może zawierać się w waszym typowym skrypcie seksualnym. Wiele par z czasem wypracowuje taki sposób uprawiania seksu, który bierze pod uwagę elementy przynoszące obu stronom satysfakcję. Rutyna w seksie ma złą sławę, a urozmaicanie i poszerzanie spektrum dostępnych skryptów seksualnych ma sens, ale powtarzalność też odgrywa swoją rolę; może być sposobem na regularne dostarczanie właśnie tych bodźców, które dają przyjemność.

Co w waszej rutynie warte jest docenienia? Które jej elementy najsilniej wpływają na waszą satysfakcję? Jaka dynamika? Jakie aktywności? Jakie odczucia?

Satysfakcja, spełnienie i orgazm

Kiedy klientka lub klient mówi: "Nie mam satysfakcji/spełnienia w seksie", wiem, jakie będzie moje następne pytanie. Te dwa wyrazy są często używane jako synonimy słowa "orgazm". Praca nad doświadczaniem orgazmu a praca nad doświadczaniem satysfakcji w szerszym znaczeniu to jednak dwie różne rzeczy.

Orgazm może być częścią składową poczucia spełnienia czy satysfakcji w seksie. Jednak stawianie znaku równości pomiędzy wszystkimi trzema pojęciami może samo w sobie stanowić źródło kłopotów. Nie wszystkie osoby doświadczają orgazmu. Nie wszystkie lubią go doświadczać. Nie wszystkie potrzebują go, by mieć poczucie spełnienia czy satysfakcji. Satysfakcja z seksu dla każdej i każdego może oznaczać coś nieco innego. No, ale jak mamy się dowiedzieć, skąd ludzie czerpią satysfakcję z seksu, co ona dla różnych osób oznacza, skoro nie wolno nam o tym rozmawiać?

Musimy zrobić jakieś założenia. Czerpiemy więc z  zasobów, które mamy. W  poszukiwaniu uniwersalnego klucza, który pozwoliłby nam zrozumieć satysfakcję z seksu ludzi bez rozmawiania z  nimi o  tym, zwracamy się do reakcji fizjologicznych organizmu, które przyjmujemy za uniwersalne dla naszego gatunku.

Orgazm jako szczytowy punkt przyjemności pojawia się jako całkiem niezły kandydat. I  bum!  - założenie zrobione, znak równości postawiony. Na scenę wchodzi narracja o tym, że w seksie t r z e b a mieć satysfakcję, więc t r z e b a mieć orgazm. Poczucie presji na orgazm - własny i/lub drugiej osoby - gotowe.

Presja na orgazm

Tymczasem z  zasady orgazm nie lubi przychodzić pod presją. Stanowi jedną z części składowych tego, co większości ludzi daje satysfakcję w  seksie, ale nie jej jedyny element. Niekoniecznie jest też najważniejszy, jak wynika z moich rozmów z klientkami i klientami. Warto więc usunąć znak równości między orgazmem, spełnieniem i  satysfakcją.

Gdy macie obustronną świadomość tego, co poza orgazmem przynosi każdej ze stron satysfakcję, możecie czerpać ją z wielu źródeł. Z wszelkich odcieni przyjemności fizycznej, z bliskości emocjonalnej, z poczucia kontroli lub jej odpuszczenia, z poczucia bezpieczeństwa, wolności, przygody, z możliwości bycia sobą. Na takim rozdzieleniu pojęć korzystają i satysfakcja, i orgazm. Eksplorowanie dotyku, rodzajów stymulacji, dynamik, które dają przyjemność i satysfakcję, jest pomocne u osób, które do tej pory nie doświadczyły orgazmu lub doświadczają go rzadko.

W trakcie takich eksploracji można trafić na to, czego potrzeba, by orgazm się pojawił. Nie wtedy, gdy będziemy siebie lub kogoś stawiać pod ścianą, by to się zadziało, ale wówczas, kiedy będziemy podążać za przyjemnością.

* Więcej o książce "Warsztaty intymności dla par" przeczytasz TUTAJ.

***

Zobacz również:

Kobieca przyjemność pod lupą. Eksperci od seksu są pod każdym dachem?

Osiem krajów, w których żyją najpiękniejsze kobiety

Jak zwiększyć swoje szanse na udany seks?

Fragment książki
Dowiedz się więcej na temat: seks | orgazm | satysfakcja seksualna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje