Reklama

Reklama

Kobiece lęki, możesz je pokonać

Przypominasz sobie dzień, gdy o nic i o nikogo się nie martwiłaś? Z trudem? Takie już jesteśmy - zamartwianie się to nasza specjalność. Ale to nie znaczy, że na nasze lęki jesteśmy skazane!

Dziecko pojechało z dziadkami na wycieczkę za miasto, mieli wrócić na kolację. Ty już od godziny spacerujesz od okna do okna i jesteś coraz bardziej zdenerwowana. Nie możesz zrozumieć, że mąż tak spokojnie siedzi przed telewizorem., a na twoje pytanie "gdzie oni są tak długo?" - odpowiada ze stoickim spokojem, żebyś się nie martwiła bez powodu. "Jak mam się nie martwić?" - myślisz. "A jeśli coś się stało?".

W twojej głowy zaczynają się pojawiać podstępne czarne myśli: "A jeśli mieli wypadek...", "A jak ktoś ich napadł...". Jesteś coraz bardziej spięta, kroki od okna do okna są coraz szybsze, a w okolicach klatki piersiowej pojawia się nieprzyjemne wiercenie.

Reklama

Kiedy kilkanaście minut później twój skarb wesoły wpada do mieszkania, ty jesteś już jednym wielkim kłębkiem nerwów. "Czemu ja się tak denerwuję?" - myślisz. "Jestem chyba nienormalna". Spokojnie! Wszystko z tobą jest w porządku. Takie lęki to przypadłość większości z nas.

Martwimy się o bliskich, bo właśnie w ten sposób okazujemy im miłość i oddanie. Obawiamy się też o przyszłość, o to, żeby nie stracić pracy, żeby na wszystko starczyło nam pieniędzy, bo chcemy, by nasza rodzina, a przede wszystkim dzieci, miały zapewnione jak najlepsze warunki życia. Nie wspominając już o lękach związanych z naszą kobiecością.

Przejmujemy się upływającym czasem. Przeraża nas, że jesteśmy coraz starsze i mamy coraz mniej sił. Zastanawiamy się, czy wciąż jesteśmy atrakcyjne dla naszego partnera. Boimy się, że ciężko zachorujemy, bo kto wtedy zaopiekuje się naszymi bliskimi? Choć nasze lęki są całkowicie naturalne, w większości sytuacji bywają przesadzone.

Winna jest nasza wybujała, kobieca emocjonalność. Przeżywamy wszystko tak mocno, że czasem po prostu nie jesteśmy w stanie zapanować nad strachem i obrazami, które podpowiada nam wyobraźnia. Same się nakręcamy, zamiast racjonalnie spojrzeć na sytuację, snujemy czarne wizje, które wcale nie muszą się sprawdzić.

Pamiętaj jednak, że takim myśleniem stresujesz i siebie, i najbliższych. Dlatego warto pracować ze swoimi lękami. Nie da się ich pozbyć, bo są częścią naszej natury. Ale można je minimalizować, czasem bardzo prostymi sposobami.

Wciąż martwię się o bliskich

Kiedy mamy rodzinę i dzieci, większość uwagi poświęcamy właśnie im. Nie tylko dbamy o ich potrzeby, ale też martwimy się o ich bezpieczeństwo. Niepokoimy się, by mąż nie miał zbyt wysokiego poziomu cholesterolu - bo w jego rodzinie były przypadki zawałów serca. Boimy się, by synek, który właśnie odkrył przyjemność z jazdy na deskorolce, nie złamał sobie nogi czy nie nabił wielkiego guza; że córka, która poszła do szkoły o wysokim poziomie, może mieć kłopoty z nauką; że krostki na brzuszku najmłodszego dziecka to może być ospa.

Lista naszych lęków zdaje się nie mieć końca. Tak to już jest: kiedy myślimy o najbliższych, boimy się, by nie przytrafiło im się coś złego, by nie musieli cierpieć. I byśmy ich nigdy nie straciły.

- Te obawy są zupełnie naturalne, zna je każda żona i matka. Co więcej, byłoby dziwne, gdybyśmy się całkiem o bliskich nie bały... - mówi psycholog, Katarzyna Platowska. - Ale nie traćmy kontaktu z rzeczywistością! Strach się nasila, kiedy zaczynamy wypełniać sobie głowę obrazami z fantazji. Nie wiemy, jak synek jeździ na deskorolce, więc wyobrażamy sobie niestworzone rzeczy.

A gdybyśmy przyjrzały się jego wysiłkom, być może okazałoby się, że malec zrobił postępy i na dodatek jeździ ostrożnie, bo sam się boi zrobić sobie krzywdę.

Wykorzystaj swoje lęki

Zamiast tylko bezproduktywnie się zamartwiać, możesz wykorzystać swoje obawy, by... poprawić rzeczywistość. Spójrz na strachy jak na rodzaj drogowskazu, specjalnych sprzymierzeńców, którzy pokazują, gdzie niespodziewane nieszczęście mogłoby uderzyć. Znasz swoje "słabe" miejsca i możesz się przygotować!

Eksperymentującemu z deskorolką synkowi kup kask i ochraniacze na kolana i łokcie, zapisz też w komórce numer do dobrego lekarza - żeby mieć do kogo zwrócić się o pomoc "w razie, gdyby".

Z córką jak najwięcej rozmawiaj i kontroluj jej wyniki w nauce, zapewniając, że w razie najmniejszych trudności może liczyć na pomoc z twojej strony, np. wspólne odrabianie lekcji bądź korepetycje. Zadzwoń też do koleżanek, mających dzieci w podobnym wieku i zapytaj, czy znają dobrych korepetytorów. Jeśli kiedykolwiek będą potrzebni, będziesz wiedziała, gdzie się zwrócić. A zdrowie męża? Warto się o nie troszczyć, a nie trwożnie czekać, aż dopadnie go zawał.

Zacznij powoli reformować jadłospis męża, wprowadzając mniej tłustych potraw, a więcej sałatek. Zadbajcie też o ruch. Nie ma innego sposobu, by wykluczyć najgorsze obawy jak zapanować nad nimi. Najgorsze jest bowiem życie w strachu przed czymś, czego nie możesz ani dotknąć, ani zatrzymać, ani określić.

Działając nie tylko zabezpieczysz się na wiele ewentualności, ale nabierasz poczucia kontroli nad rzeczywistością. To zwiększa twoje zaufanie do samej siebie i zmniejsza lęk.

Nie ucz bliskich strachu

Skłonność do nadmiernego analizowania i wyolbrzymiania lęków jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Płynie z wiecznego doglądania mamy, straszenia potwornymi konsekwencjami, jeśli nie zastosujemy środków ostrożności.

Niestety, choć przysięgamy sobie, że my będziemy innymi rodzicami, kiedy dorośniemy, robimy dokładnie to samo - przekazujemy swoje lękowe podejście do życia i brak zaufania do losu swoim dzieciom. Ale to kiepski pomysł, bo takie "zarażanie" lękiem jest ogromnym ograniczeniem wolności twojej pociechy!

Poza tym wiecznie trzymane pod kloszem dzieci nie będą mieć nigdy okazji, by sprawdzić, jak silne i wytrzymałe są naprawdę. Wychodząc na zewnątrz i konfrontując się ze światem odkrywają bowiem, że nie są ze szkła i potrafią poradzić sobie doskonale w większości sytuacji. Poza tym okazuje się, że większość czarnych scenariuszy, których się obawiasz... nigdy się nie zdarza.

Szukaj wsparcia

Znajdź kogoś, kto w sytuacjach krytycznych będzie umiał cię uspokoić racjonalnymi argumentami. Przesadnie martwisz się o synka, który pierwszy raz pojechał sam na obóz? Powiedz, o tym mężowi. Męskie trzeźwe spojrzenie jest w takich chwilach nieocenione.

Twoja mama niedawno wyszła ze szpitala i choć wszystko wskazuje na to, że jest dobrze, ty nie śpisz po nocach? Porozmawiaj ze znajomym lekarzem. Często rozmowa z kimś z boku pomaga trzeźwo ocenić sytuację i opanować strach.

Boję się przyszłości

Niestety żyjemy w trudnych czasach. Z jednej strony wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a drugiej - bardzo szybko się zmienia. Rynek pracy jest kapryśny i niestały - dziś oboje mamy stałe dochody, jutro jedno z nas może je stracić. A co będzie,jeśli zwolnieniom i redukcji ulegniemy oboje? Kto wtedy utrzyma rodzinę? Za co będziemy żyć? Takie myśli prawie codziennie przychodzą do głowy każdej z nas.

Poczucie bezpieczeństwa finansowego w dużej mierze zależy od rodzinnego "rozdania kart", rodzaju relacji, jaką masz z mężczyzną.

- W najtrudniejszej sytuacji są te kobiety, które poślubiły typowych Piotrusiów Panów, niedojrzałych mężczyzn, z którymi życie jest wprawdzie barwne, ale z poczuciem bezpieczeństwa niewiele ma wspólnego - mówi psycholog, Katarzyna Platowska. Kiedy odpowiedzialność za rodzinę spada na kobiece barki, jest ogromnym ciężarem. A jeśli do małego oparcia w mężczyźnie dochodzi fakt, że macie dzieci, odpowiedzialność może stać się przytłaczająca.

I obawy, że pewnego dnia nie będzie co do garnka włożyć stają się chlebem powszednim.

Dobrze wszystko zorganizuj

Zamiast martwić się na zapas, zarządź waszym domowym budżetem tak, byś wiedziała na czym stoicie. Na początku miesiąca policz wszystkie dostępne fundusze. Podziel kartkę na cztery części i dokładnie rozpisz wasze wydatki.

Możesz podzielić to, co macie tematycznie: jedna część pieniędzy na stałe opłaty (rachunki za prąd, gaz, czynsz), druga na wydatki, związane w wyżywieniem rodziny, trzecia na szkolne potrzeby dzieci itp. Możesz też podzielić fundusze matematycznie na cztery równe części tak, by pieniądze z jednej części starczyły wam na tydzień.

Pamiętaj też, że obowiązuje zasada - najpierw płacimy rachunki, potem całą resztę. Dzięki temu nie wpędzisz się w długi w obszarach istotnych dla funkcjonowania rodziny. Warto też mieć gdzieś w szufladzie kopertę z pieniędzmi, które uda się zaoszczędzić. Przydadzą się, gdy pojawi się nagły wydatek, choćby dentysta czy wycieczka dziecka. Nieważne, że odłożymy najwyżej 50 zł miesięcznie. Nawet najmniejsza suma da nam jakieś poczucie zabezpieczenia, kiedy będzie naprawdę niedobrze.

Przygotuj wyjścia awaryjne

Jeśli w firmie męża lub twojej są poważne redukcje i prawdopodobieństwo, że wylądujecie na bruku staje się realne, warto zacząć śledzić lokalny rynek pracy, zanim jeszcze do nieszczęścia dojdzie. Jeśli otworzysz oczy, zauważysz, że dookoła jest sporo różnych ofert: w pobliskim supermarkecie szukają sprzedawców, w przychodni rejestratorki.

Często w przetrwaniu najtrudniejszego pomagają zajęcia sezonowe, warto brać je pod uwagę. Dzięki temu będziecie mieli plan B, a wraz z nim poczucie, że los was nie zaskoczy. Poza tym znajomość dostępnych ofert minimalizuje lęk. To rodzaj pracy ze świadomością. Jeśli się tylko boisz, że mąż straci pracę, żyjesz w rzeczywistości, w której firmy wyrzucają ludzi. Jeśli natomiast rejestrujesz, że wkoło wciąż pojawiają się różne propozycje, żyjesz w rzeczywistości, w której jedno zajęcie można zamienić na drugie.

Nie siedź bezczynnie

Dobrym sposobem na obawy o niepewną przyszłość jest doskonalenie się i dokształcanie. Zamiast całkowicie poświęcać się sprawom domowym - choćby rodzina tego oczekiwała - inwestuj w siebie. Nigdy bowiem nie wiadomo, jaka propozycja stanie na twojej drodze. Być może warto np. pomyśleć o zrobieniu prawa jazdy?

Może się okazać, że atrakcyjna praca przejdzie ci koło nosa tylko dlatego, że nie umiesz prowadzić.

Warto też uczyć się nowych rzeczy. Może kurs księgowości? Mogłabyś nie tylko zaoszczędzić, wypełniając PIT-y twoje i męża oraz znajdując nowe oszczędności, ale możesz też zarobić ładnych parę groszy, pomagając znajomym w rozliczaniu z fiskusem. A może z czasem trafi się praca w charakterze księgowej?

Inwestuj w kontakty

Znajomości i przyjaźnie to niezwykle cenna rzecz, zwłaszcza w trudnych czasach. Nie tylko dlatego, że w razie bezrobocia będzie cię miał kto pocieszać. Przede wszystkim dlatego, że - statystyki niezbicie tego dowodzą - spory odsetek nowych zatrudnień znajduje swój początek w gronie bliższych lub dalszych znajomych. Kiedy szukasz pracy, zawsze rozpuszczasz wici.

Im szersze zatoczą koło, tym większa jest szansa, że ktoś słyszał o kimś, kto ma kolegę, który zna kogoś, kto szuka pomocy w jakimś zajęciu czy firmie. I tą osobą możesz być ty.

Co będzie jak zachoruję, zestarzeję się

We wczesnej młodości zachłystujemy się życiem i smakujemy je w całej pełni. Wtedy raczej nie myślimy o swoim bezpieczeństwie - stąd młodość kojarzona jest często z brakiem odpowiedzialności. Pojawienie się na świecie dzieci zmusza nas do szybkiego dojrzewania, nawet, jeśli wciąż mamy ochotę na zabawę i odrobinę szaleństwa.

Jednak fakt, że jesteśmy odpowiedzialne już nie tylko za siebie, ale też za maluchy, które potrzebują nas najbardziej na świecie sprawia, że zmienia się nasza cała życiowa optyka. I zaczynamy bardziej dbać, ale także obawiać się o siebie.

Zamiast się martwić, rób badania

Lęk o siebie i własne zdrowie pogłębiają różne medyczne statystyki: prasa pełna jest doniesień o tym, ile ofiar pochłonęły typowo kobiece nowotwory, jakie żniwo zbierają choroby cywilizacyjne, ile wciąż czyha na nas zagrożeń. Na szczęście możemy pomóc fortunie i w tym przypadku: będąc w kontakcie z własnym ciałem mamy szanse szybko zareagować na jakiekolwiek zmiany, mogące świadczyć o problemach zdrowotnych.

Dlatego regularnie rób badania kontrolne, zarówno te ogólne (np. badania krwi i moczu), jak te kobiece (np. cytologia czy mammografia po 45. roku życia).

Musisz mieć czas na odpoczynek

Zmęczenie i stres to sprzymierzeńcy wielu chorób. Dlatego musisz koniecznie zadbać o to, by wypoczywać tyle, ile potrzebujesz. Powinnaś spać 8 godzin na dobę. Każdego dnia znajdź choć chwilę na relaks i odprężenie, np.z ulubioną książką czy przytulając się do męża. Nie masz na to czasu?

To często złudzenie, spowodowane tym, że same chcemy wszystko zrobić, bo to my robimy wszystko najlepiej. Część obowiązków możesz z powodzeniem przekazać rodzinie, poradzą sobie doskonale, jeśli im tylko na to pozwolisz.

Bliskość jest niezależna od urody

W lustrze widzisz, że czas płynie nieubłaganie i nie oszczędza też ciebie. A dookoła jest tyle pięknych młodych kobiet... Co będzie, jeśli któraś wpadnie mężowi w oko? A jeśli ja nie jestem już dla niego atrakcyjna? - myślisz.

Zamiast przejmować się takimi rzeczami pomyśl, jaki jest wasz związek. Jeśli przez te wszystkie lata pielęgnowaliście intymność i kontakt, rozmawialiście o emocjach i tym, co was dotyka i obchodzi upływ czasu tylko pogłębi wasze dobre relacje. Niezależnie od przemijającej urody.

Poza tym twój luby też nie wygląda już tak, jak wtedy, gdy się poznaliście. A przecież ty wciąż go kochasz i jest dla ciebie atrakcyjny. Zamiast przejmować się wyglądem spróbuj poszukać młodości w sobie. Zróbcie razem coś szalonego, nauczcie się czegoś nowego np. jazdy na łyżwach.

Kiedy czujesz się młoda, tak też odbierają cię inni, nawet jeśli masz już na twarzy kilka zmarszczek. Zwróć też uwagę, jak ty patrzysz na ludzi. Czy rzeczywiście oceniasz ich po tym, jak wyglądają czy raczej jak się zachowują?

Agata Domańska

Świat kobiety
Dowiedz się więcej na temat: lęk | jazdy | okna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje