Reklama

Reklama

Kocham cię, ale twojego nazwiska nie chcę

Elżbieta: skąd mam wiedzieć, że to pani mąż?

Reklama

W pokoleniu dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatek kobieta zamężna, która nosi nazwisko panieńskie, nawet, jeśli się wyróżnia, nie wzbudza wielkich kontrowersji. Ale dwadzieścia lat temu, gdy za mąż wychodziła Elżbieta, taka sytuacja była bardzo, bardzo rzadka. - Mogę powiedzieć, że na tamte czasy moja decyzja była mocno kontrowersyjna - wspomina pięćdziesięciolatka. Dlaczego tak wybrałam? Nazwisko męża niezbyt mi się podobało, nie dogadywałam się z teściową, jego rodzina za mną nie przepadała. Jakoś nie czułam tego, że nagle mam się nazywać tak samo, jak oni. 

Wszyscy, absolutnie wszyscy przekonywali mnie, że popełniam największy błąd swojego życia: moi rodzice, jego rodzice, ciotki, babki, koleżanki z pracy. Poza moim narzeczonym. On powiedział: decyzja należy do Ciebie - wspomina.  Elżbieta, mimo krytyki, postanowiła pozostać przy swoim nazwisku. Nigdy tej decyzji nie żałowała. A czy spotkały ją w związku z tym jakieś trudności? - Kilka razy miałam nieprzyjemne sytuacje, w których ktoś nie chciał mi dać przesyłki dla męża, albo udzielić informacji o jego zdrowiu - wspomina Elżbieta. Kiedy mąż trafił do szpitala, musiałam pokazać pielęgniarce kopię aktu ślubu, żeby zaczęła wpuszczać mnie na oddział. Potem kopię tego aktu włożyłam do portfela i noszę ją tam do dziś. Czasem się przydaje. 

Córka ma nazwisko ojca. Gdy któreś z nas robi rezerwację w kinie, u lekarza, w biurze podróży, podaje tylko swoje nazwisko. Taką mamy zasadę, dzięki niej nie ma nieporozumień - tłumaczy.

Ewa: wszyscy będą myśleć, że żyjecie w konkubinacie

- Przez trzydzieści lat nazywałam się Kowalska. Dlaczego nagle mam nazywać się Nowak? Co mi to da, poza życiem w zgodzie z tradycją? - zastanawia się Ewa, która za trzy miesiące wychodzi za mąż. Tuż po tym, jak pojawił się temat ślubu, Ewa postawiła warunek: zostawiam swoje nazwisko. Jej narzeczony przystał na to, ale bał się reakcji rodziny, szczególnie starszej, bardziej konserwatywnej części.

- Każde nasze spotkanie z jego rodziną oznacza, że będziemy znów wałkować ten temat - opowiada Ewa. "Dlaczego nie chcesz być częścią naszej rodziny?", "Wszyscy będą myśleć, że żyjecie w konkubinacie", "Jeśli pojawią się dzieci, będziesz miała bardzo dużo tłumaczenia", "Wydziwiasz" - tego typu komentarze są na porządku dziennym. Jak tłumaczy Ewa, jej rodzina przyjęła decyzję odnośnie nazwiska z większym spokojem i zrozumieniem. - Zawsze wiedzieli, że mam dość wysokie poczucie niezależności, poza tym moi rodzice są młodsi i myślą bardziej nowocześnie - opowiada Ewa. 

- Czy rusza mnie całe to gadanie? Jasne, że tak. Ale bardziej wkurza niż sieje wątpliwości. Denerwuje mnie to, że krewni narzeczonego zakładają, że będę gorszą, mniej zaangażowaną żoną. Jaki to ma związek? - denerwuje się kobieta.

Po chwili namysłu Ewa przyznaje jednak, że spór o nazwisko jest w rzeczywistości sporem o pryncypia i zasady. 

- Ja walczę o swoją niezależność, nazwisko traktuję, jako część siebie, którą mogłabym utracić - mówi. A rodzina męża zabiega o to, żeby się wzmocnić, wzbogacić o kolejne osoby. A poza tym, tradycja jest taka: głową rodziny jest mężczyzna, kobieta przyjmując jego nazwisko niejako "wchodzi" pod jego opiekę. To atawistyczne, ale prawdziwe. Mój przyszły teść powiedział mi kiedyś, niby w żartach, że nikt nie szanuje takiego faceta, co to żona jego nazwiskiem gardzi. Ja oczywiście nie chcę pokazywać im w ten sposób pogardy, po prostu zżyłam się z panieńskim i nie chcę się go pozbywać. Ale kto to zrozumie? - irytuje się.

Dwa różne nazwiska: ona ambitna, on pantoflarz

W pokoleniu współczesnych dwudziesto- i trzydziestolatków coraz powszechniejsza jest opinia, że wybór nazwiska jest suwerenną decyzją kobiety, którą mężczyzna powinien po prostu uszanować. Rozpowszechnia się pogląd mówiący, że małżeństwo jest pewną opcją, jednym z kilku, równoległych modeli życia. Na tej samej zasadzie - opcją jest zmiana nazwiska. Zarówno zawarcie związku małżeńskiego, jak i przyjęcie nazwiska męża jest dziś bardziej romantycznym gestem, niż ważną deklaracją dotyczącą przynależności.

Ale starsze pokolenia myślą zwykle dokładnie tak, jak przyszły teść Ewy: kobieta, która odrzuca nazwisko męża, ośmiesza go i upokarza. Taki punkt widzenia, choć kojarzy się z tradycyjnym, katolickim myśleniem, nie jest popularny wyłącznie w Polsce.

Jak wynika z raportu opublikowanego w ubiegłym roku na łamach naukowego pisma "Sex Roles" ("Role płciowe"), przez Rachael Robnett z Uniwersytetu Nevada oraz Marielle Wertheimer i Harriet R. Tenenbaum z brytyjskiego Uniwersytetu Surrey, mężczyźni, których żony zostawiają po ślubie panieńskie nazwisko są postrzegani przez innych ludzi, jako ulegli i podporządkowani. Zaproszeni do badania studenci, poproszeni o scharakteryzowanie mężczyzny, którego żona pozostała przy panieńskim nazwisku używali takich słów jak: : "opiekuńczy", "wyrozumiały", "bojaźliwy" i "posłuszny" i "pozbawiony mocy". W innym badaniu prowadzonym w ramach tego samego eksperymentu, uczestnicy stwierdzili, że takiego mężczyznę bardziej kojarzą z wysoką emocjonalnością, mniej z instrumentalnym działaniem, skutecznością i sprawstwem. Wśród odpowiedzi często padało też słowo "pantoflarz".

Skoro wspominamy badanie zespołu Robnett, Wertheimer i Tenenbaum, warto powiedzieć też, jak badani opisywali same kobiety, które pozostały przy rodowym nazwisku, mimo zamążpójścia. Tu kontrast jest równie wyraźny: ta, która pozostała przy swoim nazwisku była "władcza" i "ambitna". Ta, która przyjęła nazwisko męża - "miła" i "mało asertywna".

Siła tradycji jest więc wielka. Jako jednostki bywamy wyzwoleni i nowocześni w poglądach, potrafimy zrozumieć, że to nie nazwisko decyduje o tym, jaką żoną jest kobieta. Jednak jako społeczeństwa wciąż funkcjonujemy w utartych schematach myślowych i stereotypach o bezwolnym pantoflarzu i władczej feministce z panieńskim  nazwiskiem. I nie zanosi się na to, by ta sytuacja szybko uległa zmianie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje