Reklama

Reklama

Konflikty i wredna teściowa. Czy dobre relacje w parze są możliwe?

Rozczarowanie życiem w związku zdarza się każdemu, tak samo jak kryzysy. Czy można nauczyć się budowania dobrych relacji? Psychoterapeutka Joanna Godecka w swojej nowej książce „Szczęście w miłości” podpowiada kierunki, którymi warto pójść w poszukiwaniu satysfakcjonującego związku.

Iga Dzieciuchowicz, Interia: - Napisała pani książkę o budowaniu relacji "Szczęście w miłości". Czy coś takiego jak miłość w ogóle istnieje? Jestem sceptyczna.

Joanna Godecka: - Z punktu widzenia sceptyka lepiej się rozmawia. Możemy nie nazywać tego miłością, a na przykład dobrą relacją. Takie relacje istnieją i można nauczyć się je świadomie budować.

Załóżmy, że jesteśmy rozczarowani życiem w parze. W końcu się poddajemy. No bo po co nam te konflikty i nieprzespane noce? Kompromisy, których nie chcemy? Wredna teściowa? Ludzie stawiają na relacje przyjacielskie, które zastępują im bliskość. Pani jednak pokazuje, że są sposoby, by się dogadać.

Reklama

- Zdarza się, że mamy za sobą trudne chwile i nie chcemy się wiązać - jeśli taka jest nasza potrzeba, to jest to w porządku. Nie ma życia, które byłoby na każdej płaszczyźnie idealne. Każdemu w czymś innym wiedzie się lepiej, ale zawsze najważniejszym kontekstem jest rozwój. Jeśli jakiś obszar szwankuje, to zachęcam do próby jego poprawy. Jeśli uważamy, że nasze życie osobiste jest w rozsypce albo dostrzegamy jakiś negatywny schemat, warto się temu przyjrzeć. Czy można się dogadać? Oczywiście. Musi być jednak spełniony jeden warunek: wzajemny szacunek. Zwłaszcza wtedy, gdy się ze sobą nie zgadzamy. Nawet jeśli mamy różne poglądy i opinie, możemy być w dobrej relacji.


To raczej ideał. Zazwyczaj jest to przeciąganie liny i brutalne wbijanie drugiemu do głowy swoich racji. Wtedy naprawdę wszystkiego się odechciewa. Czasem okazuje się w dodatku, że mamy do czynienia z destrukcyjną osobowością, która funkcjonuje jak miotacz ognia.

- Mówimy o osobie, która uważa się za najmądrzejszą na świecie i dzieli poglądy na własne oraz mylne? To świadczy o głębokim lęku i zaniżonej samoocenie. To, że ktoś nie daje sobie prawa do bycia w błędzie świadczy o kompleksach. Jeśli mamy do siebie adekwatny stosunek, to wiemy, że możemy się mylić. Relacja z taką osobą jest smutna, to nierówna walka. To bardzo drenujące dla obu stron.

W Pani książce "Szczęście w miłości" są podane sposoby na to, by sprawdzić, dlaczego wikłamy się w relacje, które nam nie służą. Warto prześledzić wizję związku, którą nosimy w sobie - często jest ona w nas na długo, zanim wejdziemy w związek. Tę wizję buduje rodzina, również ta dalsza. 

- Warto zastanowić się, co my o sobie samych w głębi serca myślimy. Czym jest dla nas wartościowa relacja? Jak żyły w związkach nasze mamy, siostry, ciotki? Jeśli te relacje były pokruszone, idziemy w świat z podobnymi przekonaniami. Wydaje nam się, że związek to cierpienie, że miłość oznacza porzucenie, zdradę, bo takie historie są nam znane z życia rodzinnego. 

Mamy wtedy odruch przyciągania tego, czego nie chcemy.

- Jeśli tkwi w nas przekonanie, że związek to godzenie się z niewygodnymi sytuacjami, ciężka praca, nieprzyjemne kompromisy, to prawdopodobnie stworzymy taką relację. Niektóre związki między ludźmi są bardzo destrukcyjne. Jeśli kobieta ma doświadczenie wzrastania w rodzinie z problemem alkoholowym, może związać się z mężczyzną, który pije. Czy ona szukała kogoś, kto będzie pił i bił? Nie. Jeśli jej się to przytrafia, a ona już trochę go kocha, to zostaje w rzeczywistości, którą dobrze zna. Trzeba próbować rozbić ten mechanizm.

A jeśli jesteśmy w związku, w którym po prostu czujemy się nieszczęśliwi?

- Jeżeli brakuje ciepła, rozmów, bliskości, warto zastanowić się nad praprzyczyną. Czy widzieliśmy, jak nasi rodzice trzymają się za rękę? Jaki mieliśmy wzór? Często wybieramy partnera, z którym będziemy mówić właśnie tym językiem. A potem jesteśmy rozczarowani. W książce na konkretnych przykładach podpowiadam, jak stworzyć sobie nową opcję bycia razem.


Nawet jeśli para dobrze razem funkcjonuje, często po ślubie i narodzinach dziecka wszystko się zmienia. Nagle teściowa wie wszystko najlepiej, a mąż milczy. Zaczynamy myśleć: po co mi to było? I chcemy uciec.

- To niestety bardzo częste zjawisko. Zwłaszcza jeśli młodzi są w jakiś sposób uzależnieni finansowo lub korzystają z innych dobrodziejstw czy mieszkają razem z teściami. Zazwyczaj doradzam jak największą niezależność, nawet kosztem wygód. Rodzina to jeden z najtrudniejszych obszarów do regulacji. Teściowa wie wszystko najlepiej, bo jest starsza, a mąż chowa głowę w piasek i czeka, aż burza minie. Jedynym skutecznym narzędziem jest ustalanie granic. Każda ze stron musi powiedzieć swoim rodzicom, gdzie one leżą. I trzymać wspólny front.

- Miałam klientkę, która się niemal rozwiodła z powodu najazdów teściów. Co tydzień wpadali bez zapowiedzi z siatami jedzenia, kosili trawniki. Ona nie mogła tego wytrzymać, próbowała tłumaczyć, wyjaśniać. Nie były to miłe wizyty. Po rozmowach teściowie przyjeżdżali pod pracę jej męża i podawali mu słoiki, bo czuli się "niemile widziani". W końcu ona zaczęła w trakcie tych wizyt wychodzić z domu, a mąż czuł, że sytuacja jest na ostrzu noża. Teściowie w końcu odpuścili po kilku miesiącach. Dziś już nie przyjeżdżają bez zapowiedzi. To jest możliwe do wypracowania pod warunkiem, że nikogo nie obrażamy, nie krzyczymy, tylko jesteśmy konsekwentni w ochronie swoich granic.

Sporo miejsca poświęca też pani randkowaniu i temu, na jakie sygnały zwrócić uwagę, by już na samym początku nie popełnić błędu. Okazuje się, że zachowanie mężczyzny, który znika jak kamień w wodę po kilku randkach, ma swoją nazwę - to ghosting. Wymienia pani też inne typy.

- Wszystkie typy zachowań, które opisałam, mogą się zdarzyć i zdarzają. Wiele kobiet wspomina, że były to dla nich traumatyczne doświadczenia. Bywają przypadki mężczyzn, którzy spotykają się z kobietą kilka tygodni albo miesięcy, rozmawiają o ślubie i dzieciach, nawet mieszkają razem i nagle znikają z dnia na dzień. Bierze się to z tchórzostwa i lęku przed bliskością, budowaniem związku. Niedojrzałość z kolei sprawia, że w obliczu wątpliwości, strachu przed wiążącymi decyzjami nie stać na szczerość. Jeśli zdarzy nam się zaufać komuś takiemu, nie obwiniajmy się i nie rezygnujmy ze swoich marzeń. Najważniejsze jest to, byśmy były optymistkami i miały świadomość tego, kim jesteśmy. Warto inwestować w rozwój osobisty i uczyć się akceptacji siebie - to jest kluczem do stworzenia dobrej relacji.


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Rodzina | Miłość

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy