Reklama

Reklama

Kto naprawdę rządzi w polskich rodzinach?

Według badań, większość z nas odpowiada, że w domu najważniejsza była mama. Specjaliści twierdzą jednak, że władzę dzierży ten, kto podejmuje decyzje. Ale nie te codzienne, tylko kluczowe dla naszej przyszłości.

Pytanie, kto ma najwięcej do powiedzenia w domu, wcale nie należy do łatwych. Bo o tym, jak się wychowuje dzieci, może decydować mama, a o tym, dokąd pojechać na wakacje - tata.

Reklama

Trzeba też wziąć pod uwagę wpływ innych osób. W polskich rodzinach istotną rolę ogrywała zawsze babcia i to ona była często autorytetem dla wielu pokoleń. Socjologowie są zdania, że taka informacja wiele zdradza o społeczeństwie. Kobiety kształtują ludzi, którzy cenią tradycję i pielęgnują bliskie relacje. Mężczyźni bardziej skupiają się na świecie zewnętrznym. A jak jest u nas?

Czy to takie dziwne, że jesteśmy sobie bliskie?

Michalina, 27 lat, ulega wpływowi mamy

Związek Michasi i Daniela miał zakończyć się weselem już dwa lata temu. Do dziś ślub się jednak nie odbył, bo przestało im się układać. Michalina: - Było dobrze, dopóki Daniel nie zaczął czepiać się mojej rodziny. Kiedyś ich lubił, a teraz przeszkadza mu nawet wspólny obiad w niedzielę. Zarzuca mi, że niewolniczo słucham się mamy, że jeszcze nie odcięłam pępowiny.

Jej narzeczony mówi wprost: - Jeżeli się rozstaniemy, to z winy matki Michasi. Wtrąca się do wszystkiego i nie daje nam samodzielnie żyć!

Mężczyzna potrzebny do przewożenia siat

Michalina przyznaje, że z mamą dzwonią do siebie parę razy dziennie, chodzą razem na zakupy, umawiają się na kawę i do kina. - Czy to takie dziwne, że jesteśmy sobie bliskie? - wzrusza ramionami dziewczyna. - Daniel chyba zapomina, ile jej zawdzięczam. Kupiła mi mieszkanie, a kiedy urodzę dziecko, pomoże w jego wychowaniu. A on chodzi wiecznie naburmuszony, cały w pretensjach.

Kiedy sytuacja między nimi staje się napięta, Michalina ucieka do rodzinnego domu. Daniel nie ukrywa złości z tego powodu: - Gdy ośmielę się cokolwiek skrytykować, ona pakuje walizkę, a jej matka dzwoni, żeby zmyć mi głowę. Michasia liczy się tylko z jej zdaniem. Nawet w sprawie zakupu telewizora nie miałem prawa się wypowiedzieć, bo o jego wyborze ostatecznie zadecydowała przyszła teściowa. Dyktuje, co gotować, żeby było zdrowo, i dokąd wyjechać na urlop. Każde święta spędzamy razem. Michalina ani razu nie pojechała na Boże Narodzenie do moich rodziców, choć co roku ją zapraszają.

Czuję się jak piąte koło u wozu. Jestem potrzebny chyba tylko do wożenia siat, bo obie nie mają prawa jazdy. Kocham Michasię, ale co będzie za kilka lat, jeśli już teraz de facto żyjemy w trójkącie? Zapytałem niedawno, czy przeniosłaby się ze mną do Białegostoku. Pochodzę stamtąd, moglibyśmy się tam urządzić. Jej pierwszą reakcją było pytanie: "A co z mamą?".

Mamy jak helikoptery

W Polsce razem z rodzicami mieszka aż 35 proc. singli powyżej 30. roku życia. To nie tylko kwestia braku zdolności kredytowej, ale również zwykłej wygody. W domu mają komfortowe warunki: wsparcie finansowe oraz emocjonalne, wikt i opierunek. W badaniach wyłania się także inna motywacja - niechęć do podejmowania ważnych decyzji i brania odpowiedzialności za swoje życie.

Młodzi ludzie w kryzysie zwracają się do rodziców, a zwłaszcza do nadopiekuńczych mam. Nawet jeżeli mieszkają już oddzielnie i tworzą pozornie dojrzały związek ze swoim partnerem. W Europie Zachodniej matki zdalnie kierujące życiem dorosłych dzieci nazywa się helikopterami. To zjawisko jest coraz częstsze także u nas.

Zależność polega głównie na pomocy materialnej, ale nie tylko. Matki helikoptery wyręczają synów i córki w codziennych obowiązkach: prowadzą im dom, załatwiają sprawy urzędowe, wychowują wnuki. W rzeczywistości ciągle "pilotują" potomstwo. Jaka jest cena tej symbiozy? To one mają najwięcej do powiedzenia w nie swoich przecież rodzinach.

Dobrze pokazał to telewizyjny program "Kto poślubi mojegosyna?", w którym dziewczęta zamiast skoncentrować się na relacji z mężczyzną, robiły wszystko, by wkraść się w łaski przyszłej teściowej. Młodzi Polacy pytani, w jakich dziedzinach życia najczęściej słuchają mam, wymieniają: wybór stałego partnera, miłość, wychowanie dzieci, gotowanie, zdrowie. Najrzadziej zaś radzą się ich w sprawach seksu i pracy. Prawie 65 proc. uważa je za swoje autorytety, a 27 proc. córek nazywa najlepszymi przyjaciółkami.

Stosuję bierny opór, by jednak postawić na swoim

Beata, 38 lat, ma despotycznego męża

To, co mnie kiedyś tak silnie pociągało w Pawle, teraz jest rzeczą, której najbardziej w nim nie lubię - opowiada Beata. - Imponowało mi, że jest męski i bezkompromisowy. Bo mój tata to raczej typ potulnego miśka, zawsze ulegał mamie dla świętego spokoju. A Paweł? Testosteron w czystej postaci. Poznaliśmy się na imprezie u jego kolegi z roku.

Tłumy facetów z politechniki, dziewczyn jak na lekarstwo. Od razu wpadłam mu w oko, chodził za mną krok w krok. Denerwowało go jednak, że ciągle ktoś do nas podchodził. W pewnej chwili wziął mnie za rękę i powiedział: "Wychodzimy!". Zakochałam się w ułamku sekundy. Byłam zachwycona: do tej pory otaczałam się wrażliwcami, aż wreszcie trafiłam na stuprocentowego samca. Paweł nigdy mi nie nadskakiwał i nie pytał ciągle o zdanie jak poprzedni chłopak. Gdy po trzech miesiącach poprosił mnie o rękę (choć raczej zarządził, że mam za niego wyjść), nie wahałam się ani przez moment.

Dom pod miastem i dziesiątki kompromisów

Zgrzyty zaczęły się tuż po ślubie. Wynajęli mieszkanie bez mebli i musieli je sami urządzić. Ale kiedy pokazała mężowi upatrzoną kanapę i regał, gwałtownie zaprotestował. - Byłam zaskoczona takim oporem, zwłaszcza że dotąd chwalił mój gust. Niestety, meble, które wybrał, zupełnie mi się nie podobały. Wytłumaczyłam sobie jednak, że nie warto kruszyć kopii o głupie przedmioty.

To był pierwszy z wielu kompromisów, na który się zgodziła. Z biegiem czasu zauważyła, że ustępuje mężowi niemal we wszystkim. Od drobiazgów, co zjeść na kolację, po wybór mieszkania. Paweł marzył o domku pod miastem. Ona bała się uciążliwych dojazdów, więc po raz pierwszy mu się sprzeciwiła. Ale i tak postawił na swoim. - Wtedy już wiedziałam, że za jego stanowczością kryją się kompleksy.

W rzeczywistości wcale nie jest tak pewny siebie, za jakiego pragnie uchodzić. Dlatego robi wokół siebie tyle szumu. Czasem mówi "nie" tylko po to, żeby pokazać, jaki z niego macho. Ale ja postanowiłam nie komplikować sobie dłużej życia z powodu jego niskiej samooceny. Stosuję bierny opór. Nie krzyczę, nie proszę, robię swoje. Pogodziłam się z tym, że potem będzie chodził ponury i nie odezwie się przez tydzień. Do największego kryzysu doszło, kiedy Beata urodziła córkę. Mąż uznał, że powinna zająć się wyłącznie rodziną, tak jak uczyniła to kiedyś jego mama. - Kiedy twardo oświadczyłam, że rezygnacja z pracy zawodowej nie wchodzi w grę, Paweł wpadł w szał - opowiada Beata.

- Próbował przekupstwa, emocjonalnego szantażu. Na przemian błagał, robił awantury i ignorował mnie. Ale postanowiłam, że nie ugnę się w żadnym wypadku. Bo po pierwsze lubię to, co robię, a po drugie nie wyobrażam sobie finansowej zależności od niego. To by przypieczętowało jego dominację w naszym związku. Od czasu mojego buntu Paweł zrobił się zresztą bardziej drażliwy i krytyczny. A ostatnio zaczął wspominać o drugim dziecku. Marzy o synu. To jego metoda na mój upór, bo z dwójką maluchów trudniej mi będzie wrócić na pełen etat do firmy. Ale nie planuję ponownie zajść w ciążę. Na tę decyzję, jak i na wiele innych, mój mąż nie będzie miał wpływu.

Wiem najlepiej, co jest dla ciebie dobre

Domowe rządy nie zawsze są sprawowane za pomocą autorytetu. Czasem polegają na tzw. zimnej przemocy. Osoba, która się jej dopuszcza, nie stosuje siły fizycznej. Wywiera na bliskich presję psychiczną. Może na przykład nie odzywać się do nich, wzbudzać poczucie winy i manipulować na różne sposoby. A wszystko po to, by wymóc posłuszeństwo i osiągnąć swój cel, niekoniecznie leżący w interesie reszty rodziny. W Polsce trudno oszacować skalę chłodnej przemocy, ponieważ niektóre zachowania uchodzą za normalne konflikty i nie są uważane za tak groźne jak np. bicie.

W rezultacie nie są nigdzie zgłaszane, chociaż psychologowie twierdzą, że czynią porównywalne szkody. W zachowaniach domowych despotów powtarza się jeden schemat. Najpierw otaczają ofiarę wyjątkową uwagą, pokazując swoją miłość. Potem starają się odizolować ją od grup wsparcia: przyjaciół, znajomych i dalszej rodziny. Dlatego nie podoba im się jakakolwiek samodzielność partnera. Z reguły nie oświadczają tego wprost. Tłumacząc, czemu nie chcą, żeby ukochana spotkała się z koleżankami, odwołują się do pozytywnych uczuć.

Mówią, że będą tęsknili, że pragną spędzić wieczór tylko we dwoje. A kiedy uda im się już wzbudzić zaufanie, zaczynają powoli podkopywać samoocenę partnerki. Przekonują, że jest mniej inteligentna, zaradna, samowystarczalna, bezustannie ją krytykują. Wkrótce kobieta dochodzi do wniosku, że nie umiałaby poradzić sobie bez ukochanego, bo świat wydaje jej się skomplikowany i wrogi. Wreszcie dochodzi do tego, że nie potrafi odróżnić dobra od zła i zaczyna polegać całkowicie na współmałżonku. Najgorsze, że sprawcy i ofiary chłodnej przemocy czasem nie zdają sobie sprawy z tego, że krzywdzą i są krzywdzeni. Oboje mogą ulegać iluzji, że to, co się dzieje, jest efektem przywiązania i bliskości.

Mąż musi mieć poczucie, że jest naszym przywódcą

Krystyna, 53 lata, w domu decyduje o wszystkim

Miałam najmądrzejszą babcię na świecie - opowiada Krystyna, przełożona pielęgniarek w szpitalu wojewódzkm, kiwając głową z uznaniem. Przystojna, energiczna, co chwila wybucha śmiechem. - Czytam teraz różne artykuły, bo interesuję się psychologią. I otwieram oczy ze zdumienia, bo przecież o wszystkich nowościach wiedziałam już lata temu właśnie od niej. Oczywiście, babcia nie znała różnych modnych dziś pojęć. Ale była doskonałym, jak to się teraz nazywa?, coachem?

Najważniejsza wiedza, którą przekazała Krystynie, to umiejętność postępowania z mężczyznami, a konkretnie z jednym, czyli jej mężem od trzydziestu lat. Jerzy, kierownik w dużej hucie, nawykł do wydawania poleceń i kontroli. - W pracy jest otwarty, ale w domu nie lubi zmian. Jeśli porcelana, to biała, obiad zawszez trzech dań, w wakacje obowiązkowo góry. Ja mam inne usposobienie. Ciekawią mnie nowinki, pociąga daleki świat. A mimo to dogadujemy się bez problemów. Po prostu znalazłam na niego sposób.

Babcia nauczyła ją, że w związku z apodyktycznym mężczyzną nie opłaca się walczyć. Jeśli chcesz postawić na swoim, mąż musi być przekonany, że twój pomysł wyszedł od niego. - Zawsze pozwalałam Jerzemu błyszczeć, podkreślałam jego inicjatywę i talenty - wyjaśnia Krystyna. - Sama ustawiałam się w roli wykonawcy. Żartuję, że tak uśpiłam jego czujność. Na przykład urlop w górach. Ile można jeździć do Małego Cichego? W dodatku do tego samego pensjonatu? Urabianie męża zaczynałam od lutego. Powoli zarzucałam przynętę. Opowiadałam rozmaite ciekawostki o Alpach.

Gdy wyraził zainteresowanie: zadał pytanie, obejrzał zdjęcia, wiedziałam, że przynęta chwyciła! Wystarczyło powiedzieć, że skoro podoba mu się alpejska przyroda, warto obejrzeć ją z bliska. A potem tak organizowałam wyjazd, żeby miał wszystko jak lubi - kameralny hotel, pełnowymiarowy basen. Po powrocie chwaliłam go: "Ależ nam wymyśliłeś superurlop!".Nie, wcale nie uważam, żebym nim manipulowała. Przecież to, co robiłam, było z korzyścią dla rodziny. Po fakcie wszyscy byli zadowoleni.

Udało mi się nawet przekonać Jerzego, że nie miał nic przeciwko temu, by nasz syn studiował psychologię, a nie medycynę. Nie chciał słyszeć o psie, ale uwierzył, że namówił mnie do adopcji Maksa, który jest teraz jego oczkiem w głowie. Mąż musi mieć poczucie, że jest przywódcą stada. I ja mu je zapewniam!

Siła napędowa i ostateczna instancja

Panowie nie mają problemu, żeby docenić umiejętności żony w prowadzeniu domu czy pochwalić ją za sukcesy zawodowe. Ale niezbyt chętnie przyznają, że one rządzą w rodzinach. Podkreślają, że sami są siłą napędową zmian i ostateczną instancją. A jak jest naprawdę?

W praktyce wciąż istnieje u nas tradycyjny podział na żeński i męski zakres odpowiedzialności. Do tej drugiej kategorii należy wszystko, co jest związane ze sprawami technicznymi: remontami, budową domu, samochodem.Domena kobiet to wychowanie dzieci, kuchnia, codzienna organizacja domu. Małżonkowie zazwyczaj szanują swe kompetencje i nie wtrącają się do nich. Co ciekawe, okazuje się, że sporo zależy także od tego, czy para żyje w konkubinacie.

Osoby w niesformalizowanych związkach częściej wdrażają w życie model partnerski, polegający na wymienianiu się obowiązkami. Trudniej im określić, za co odpowiada partner, lub wręcz mówią, że takie podziały u nich nie istnieją. I rzeczywiście, panowie częściej deklarują, że przygotowują posiłki, a panie chętnie zajmują się np. autem. Wynika to z faktu, że para decydująca się na konkubinat zazwyczaj nie wywodzi się z konserwatywnej rodziny i przykład równouprawnienia wynosi z domu.

Maja Nowierska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje