Reklama

Reklama

Kto przełamie tę ciszę?!

​- Jestem wściekła i nie mogę patrzeć na Marka - przyznałam się przyjaciółce Zosi. - Pokłóciłam się z nim!

Kolejny raz postanowiłam nie odzywać się do męża. Obraziłam się. Narozrabiał i powinien ponieść za to karę. Bo to, co zrobił, przerasta ludzkie pojęcie. Prosiłam go, aby  zrobił mi zakupy. A on całkiem o nich zapomniał, a nawet wrócił później z pracy. A przecież zaprosiliśmy  gości i trzeba było dla nich coś przygotować! Rezultat był taki, że najpierw czekałam jak ta durna, a potem sama latałam po sklepach i dźwigałam mięso, wędliny, warzywa, owoce i ciasto. Zmęczona nie miałam sił już na sprzątanie. A potem podczas przyjęcia świeciłam oczami i było mi wstyd.  

Reklama

Marek usiłował się bronić, ale przecież na to nie ma tłumaczenia.To przecież skandal. W dodatku jest przekonany, że to ja się czepiam. Nie odzywam się więc do niego i już. Niech zrozumie swoją winę.   

Mija jednak już tydzień i to milczenie ciąży mi coraz bardziej. Nie mogę nic załatwić i poprosić go o pomoc. Poza tym atmosfera w domu jest taka, że można siekierę powiesić. W dodatku on nie zamierza mnie przeprosić. Może nawet jest mu tak wygodnie. Coś takiego! 

Zosia ma wątpliwości, czy dobrze robię. Twierdzi, że ciche dni to nie jest sposób na małżeńską kłótnię. I kto teraz ma pierwszy się odezwać? Przecież nie ja! 

Janina, 44 l.


Dowiedz się więcej na temat: żona | kłótnia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje