Małżeństwo: Zło konieczne?

Mimo iż wspólne życie dwojga ludzi pozostających w związku niesformalizowanym nikogo już nie szokuje, wiele kobiet nie wyobraża sobie, by w ich życiu nie miał kiedyś nadejść ten dzień, w którym usłyszą pytanie: "Czy zostaniesz moją żoną?"

W przekonaniu, że małżeńska obrączka nie jest potrzebna do budowania stabilnego szczęścia, jest wiele racji. Usankcjonowanie związku - czy to w obliczu urzędnika państwowego, czy osoby duchownej - nie stanowi przecież gwarancji trwałości uczuć. Jeżeli pogląd ten wyznaje zarówno on, jak i ona, sytuacja jest "czysta". Co jednak, jeśli zdania partnerów są w tej kwestii rozbieżne?

Reklama

"Żeby dwoje chciało naraz..."

- Jeśli dla dwojga osób sam akt złożenia sobie obietnicy bez formalności urzędowych czy kościelnych jest wystarczająco ważny, to instytucjonalna legalizacja związku jest im rzeczywiście zbędna. Niemniej jednak, jak się okazuje, dla kobiet ma to znaczenie - mówi Alina Henzel-Korzeniowska, psycholog-seksuolog i psychoanalityk. - Kobietom zależy na tym, aby bycie w związku z partnerem zostało podkreślone poprzez akt małżeństwa. Można wręcz powiedzieć, że - ku szczeremu zdziwieniu mężczyzn - domagają się tego, mimo iż na początku związku deklarowały zbędność formalizowania istniejącego układu.

W naszej kulturze utrwalił się stereotyp mężczyzny jako tej strony w związku, która składa propozycję jego legalizacji. Sytuacja, w której to kobiecie bardziej zależy na zawarciu związku małżeńskiego, sprzyja więc niedomówieniom i kumulowaniu się ukrytych pretensji. A przecież powodem, dla którego mężczyzna zwleka z oświadczynami, wcale nie musi być niepewność uczuć czy wyrachowanie.

- Oświadczyny, po których zazwyczaj następuje zawarcie związku małżeńskiego, są dla mężczyzny bardzo ważne. I właśnie dlatego mężczyzna tak bardzo boi się popełnić błąd. Woli nierzadko odłożyć decyzję w czasie, sprawdzić się, żyjąc w wolnym związku, zanim złoży przysięgę "na całe życie". W tle odraczania tej decyzji, czasami w nieskończoność, kryje się obawa przed niepowodzeniem. Rozpad związku  traktowany jest nadal jako dość duża porażka życiowa - podkreśla Alina Henzel-Korzeniowska.

A zatem dużą rolę odgrywa tutaj odpowiedzialność, która w obecnych czasach wiąże się również ze świadomością wyzwań natury finansowej, z jakimi wiąże się małżeństwo.

- W dobie kryzysu bardzo ważny staje się czynnik ekonomiczny - uważa dr Tomasz Warczok, socjolog kultury z krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego. - Często młodzi ludzie odwlekają moment zawarcia małżeństwa właśnie z tego powodu, że nie są do tego przygotowani finansowo. Żeby w ogóle myśleć o przyszłości, trzeba posiadać określony zasób dóbr ekonomicznych, jak chociażby mieszkanie. Dla mężczyzny jest to szczególnie ważne, ponieważ w naszej kulturze to on wciąż pozostaje tym, który daje główne wsparcie ekonomiczne rodzinie, jest jej przysłowiową głową - niezależnie od tego, że stawiane są mu nowe oczekiwania: współczesny mężczyzna ma być bardziej czuły, troskliwy, opiekuńczy... Ta wciąż jeszcze niezdefiniowana podwójna rola społeczna może budzić u niego strach, który staje się kolejnym powodem odsuwania legalizacji związku w bliżej nieokreśloną przyszłość.

Ostrożność to jedno, ale czy tylko ona odgrywa tutaj wiodącą rolę?

- Istnieją też inne powody, które zewnętrznie jawią się jako chęć funkcjonowania w życiu w sposób wygodny. Nie da się ukryć, że bycie singlem - albo decydowanie się na doraźne tylko związki z kobietami - wiąże się z dużą swobodą. Natomiast bycie w stanie narzeczeństwa, bądź już w związku małżeńskim, siłą rzeczy nakłada na mężczyznę zobowiązania - mówi Alina Henzel-Korzeniowska.

Małżeństwo w odwrocie?

Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że instytucja małżeństwa wkrótce stanie się tylko odległym wspomnieniem. Świadczą o tym twarde dane statystyczne.

- Na pewno małżeństwo czy rodzina w tradycyjnym wydaniu nie odchodzi do lamusa. Polacy, szczególnie młodzi, deklarują, że chcą realizować taką właśnie formę życia intymnego. 85 procent młodych Polaków w wieku 19 - 26 lat chce wstąpić w związek małżeński. Tylko niewielka część, bo około 4 - 5 procent, deklaruje, że w przyszłości chce realizować swoje życie intymne w trwale niesformalizowanym układzie. Świadczy to o utrzymującej się trwałości małżeństwa jako instytucji społecznej - mówi dr Warczok.

W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o popularność małżeństwa zaglądamy również do biura matrymonialnego. Czy fakt, że związki nieformalne są coraz powszechniejsze, a społeczne przyzwolenie dla nich wzrasta, powoduje, że zmniejsza się ilość osób poszukujących kandydata na współmałżonka?

- Do biura przychodzą osoby nastawione na trwały związek - mówi Janina Świat, właścicielka biura usług matrymonialnych TAKIE TANGO w Krakowie, zaznaczając jednak, że grupa, o której mówi, nie jest duża. - Wszystkim towarzyszy nadzieja, że uda im się taki związek stworzyć. Pozostaje jedynie kwestia znalezienia tej właściwej osoby. Jeśli dwoje ludzi zgodnie stwierdzi, że to jest właśnie to, problem niezdecydowania czy kalkulacji w zasadzie nie występuje. Pary, które poznają się poprzez biuro, nie zastanawiają się, czy wstąpić w związek małżeński, czy nie, bo zależy im na tym, żeby związać się z wybranym człowiekiem na stałe.

"Testowanie produktu"

Oprócz indywidualnych zapatrywań mężczyzn i kobiet na instytucję małżeństwa, niebagatelną rolę w kształtowaniu nowych norm etycznych i społecznych w tej dziedzinie odgrywa wszechobecna konsumpcja.

- Miłość została odczarowana - zauważa dr Warczok. - Ludzie szukają dziś partnera skrojonego na swoją miarę; trochę tak, jak szuka się towaru w sklepie. Ta logika konsumpcji weszła dość mocno do świata intymności, czego dobrym przykładem są serwisy randkowe: można tam sobie wybrać partnera niczym jogurt, który zdejmujemy z półki sklepowej. Odwlekanie małżeństwa jest więc swoistym "testowaniem produktu", zwłaszcza, jeśli dotyczy par, które decydują się na wspólne zamieszkanie. Ale nie tylko takie pary deklarują: "Tak, w przyszłości chcemy zawrzeć związek małżeński, jednak niekoniecznie z tym partnerem". Dotyczy to również związków, w których partnerzy mieszkają osobno. Można więc powiedzieć, że związek nieformalny jest takim "małżeństwem na próbę". Jest to pewnego rodzaju novum, w dodatku novum już społecznie akceptowane - nawet przez osoby powyżej 60. roku życia, z których aż połowa aprobuje wspólne mieszkanie przed ślubem jako przygotowanie do małżeństwa. Jest to dość zaskakujące w kraju katolickim, bo wiadomo, że taki pogląd jest w zupełnej sprzeczności z etyką seksualną Kościoła.

Szczęśliwego i długotrwałego związku nie zagwarantuje nam ani urząd stanu cywilnego, ani Kościół, ani nieformalna przysięga złożona sobie przez samych zakochanych. Dopóki jednak partnerzy podzielają swoje zapatrywania na formę, w jakiej chcą wieść wspólne życie, szanse na zrealizowanie marzeń o trwałej miłości pozostają wysokie.

Katarzyna Kasińska

Dowiedz się więcej na temat: uczucia | partnerstwo | małżeństwo | małżeństwa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje