Reklama

Reklama

Mąż jest hazardzistą!

Pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak, było zniknięcie złotego łańcuszka, który nasz syn dostał od dziadków. Szukaliśmy go wszędzie bez skutku.

Kiedy się pobieraliśmy, oboje mieliśmy pracę. Wystarczało nam na życie, a potem także na dzieci. Marcin chwalił się co jakiś czas, że dostał premię. Aż się dziwiłam, że w tych ciężkich czasach są na to pieniądze. Założyliśmy nawet lokaty, na wypadek, gdyby z pracą było gorzej... Przed rokiem Marcin wrócił do domu i po prostu powiedział: zwolnili mnie. Nie mogłam z niego wydobyć, co się stało. Od tej pory ja zarabiałam na dom. On szukał pracy. Czasem znikał na całe wieczory, a zdarzało się, że wracał nad ranem. Mówił, że był u kolegi, planują jakiś biznes. 

Reklama


Pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak, było zniknięcie złotego łańcuszka, który nasz syn dostał od dziadków. Szukaliśmy go wszędzie bez skutku. "Może się sam znajdzie", pomyślałam. Potem, w wakacje, chciałam, żebyśmy jak zwykle pojechali z dziećmi nad morze. Poprosiłam męża, żeby zlikwidował jedną z lokat. Zwlekał z tym, mówił, że może w tym roku zostaniemy w domu. Dopiero jak go przycisnęłam, powiedział, że tej lokaty nie ma. Musiał pożyczyć pieniądze koledze, który miał wypadek...
Coś mnie tknęło. " A pozostałe lokaty? Sama sprawdzę" - zapowiedziałam. I wtedy on pękł. Przyznał, że nie ma żadnych lokat. Co więcej, jest zadłużony na 50 tys. zł. Tylko do łańcuszka nie chciał się przyznać, ale mu nie wierzę. Pieniądze stracił na grach. Jest hazardzistą. Obstawiał jakieś zakłady, grał w pokera... 


Nie chciałam tego słuchać. Teraz nie wiem, co zrobić? On jest kompletnie rozbity, jak zeszło z niego powietrze. Zupełnie nie nadaje się do życia. Prosi mnie o pieniądze, ale boję nawet wysłać go po zakupy! Boję się też, że wkrótce zapuka do mnie komornik...
Czy to się leczy?


Monika, 36 lat

Takie jest życie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy