Reklama

Reklama

Miłość w czasach średniowiecza

W obronie cnoty

Reklama

O seksie nie rozmawiano otwarcie i młode dziewczęta nie miały szans dowiedzieć się czegokolwiek od swoich matek, ale to nie znaczy, że nie "praktykowały". Sporo było takich, które stawały u ołtarza już nie jako dziewice, niemało i takich, którym wyznaczono rolę nałożnic panów wyższego rodu, oraz tych, którym ciążę usuwano. Średniowieczu zawdzięczamy też dość makabryczny wynalazek - "pasy cnoty" - żelazne okowy na narządy rodne kobiet, które uniemożliwiały im kontakt seksualny. Pasy takie zakładano kobietom, których mężowie wyjeżdżali na wielomiesięczne a nawet wieloletnie wyprawy wojenne, żeby zapobiec zdradom małżeńskim. Pasy cnoty były przyczyną niejednej choroby i niejednej śmierci, gdyż uniemożliwiały normalną higienę i wywoływały reakcje alergiczne.

Ale kobiety znajdywały sposób na ów wynalazek. Radziły i usłużnych ślusarzy. Nierzadko dochodziło do "niepokalanego" poczęcia zakutej damy. Powszechna religijność nie przeszkadzała bowiem w uwodzeniu cudzych żon, które nierzadko wmawiały swoim mężom, że są ojcami poczętych dzieci. Trudniej było tym paniom, których prawowici partnerzy byli w ogóle albo już niepłodni lub też nieobecni w domach przez dłuższy czas, co dość często się zdarzało. W takich przypadkach stosowano zasadę mniejszego zła: lepiej było naciągnąć fakty niż wypędzić żonę i narazić się na wstyd.

To, co działo się w średniowieczu, do dziś ma wpływ na nasze zachowania. Ludzie przestali afiszować się ze swoją seksualnością. Zbliżenie seksualne stało się bardzo intymnym aktem skrupulatnie skrywanym przed oczami bliźnich. W wielu przypadkach tak jest do dziś. Z drugiej strony model dwuznacznych, ukrytych zachowań erotycznych stał się podstawą nowej seksualności opartej na grach, niedomówieniach, tajemnych znakach budujących atmosferę napięcia, którą rozładować może tylko akt seksualny, dający poczucie wielkiego spełnienia - to też istnieje dziś dzięki epoce średniowiecza.

Niezdrowa epoka

Badacze spierają się do dziś, czy syfilis istniał już w średniowieczu. Na pewno istniała rzeżączka. Różnego rodzaju choroby weneryczne bardzo rozpowszechnione w czasach, w których nie znano antybiotyków, z pewnością należały do najgroźniejszych. Awenzoar, średniowieczny medyk, opisał jedną z nich. Objawiała się najpierw "utratą wrażliwości penisa", a następnie zanikało czucie w innych członkach ciała. Jej pojawieniu się często towarzyszyły czerwone pryszcze na całym ciele. Choroba atakowała system nerwowy.

Liczni autorzy średniowieczni przestrzegali więc mężczyzn przed stosunkami seksualnymi z kobietami, których pochwa jest "chora, pełna materii nieczystej, posoczystej, jest wzdęta, albo posiada oznaki innego skażenia". Autorzy średniowieczni wiele miejsca poświęcali chorobie przenoszonej drogą płciową, którą nazywano najczęściej "lymphogranulomatose venerienne". Okres jej wylęgu był krótki i z tego powodu łatwo było ustalić bezpośredni związek pomiędzy relacją seksualną, a pierwszymi symptomami choroby.

Po współżyciu seksualnym pojawiało się owrzodzenie, najpierw pojedyncze guzki i pęcherzyki, które następnie obejmowały większe obszary ciała. Po kilku tygodniach ujawniała się infekcja gruczołów pochwiny. Na ciele powstawały małe wrzody, a skóra stawała się fiołkowata z licznymi otworkami, przez które wypływała ropa, często zabarwiona krwią. Wtedy już pojawiała się wysoka gorączka. W kolejnym etapie na powierzchni skóry tworzyły się nowotwory. Rosły one na odbycie, u kobiet na łechtaczce, u mężczyzn zaś na członku i mosznie, a także na nogach. Wyleczona choroba pozostawiała po sobie liczne blizny w kształcie granulek, nie tylko na narządach rodnych, ale i na całym ciele.

Ela Prochowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje