Reklama

Reklama

Mój chłopak się żeni...

Moja piękna firma

Reklama

Zielone oczy, szczupła figura, 32 lata. Anita. Singielka. Dżinsy rurki, sweterek z dobrą metką. Laptop, mały miejski samochód, w którym wszystko ma swoje miejsce - telefony, błyszczyki, okulary przeciwsłoneczne. Mistrzyni poukładania. Zawód: graficzka komputerowa. W dużym koncernie kosmetycznym przygotowuje materiały reklamowe. - Dobra praca i dobre pieniądze - mówi. - Ale chciałam innego rodzaju satysfakcji. Własna firma - to by było coś. Zero uzależnienia od zwierzchników, obligatoryjnych zleceń. Dlaczego nie? Mam doświadczenie, wiedzę, kontakty - opowiada.

Marzec tego roku. Anita spóźniona do pracy, pierwszy raz od pięciu lat. Szefowa wściekła, bo czeka projekt na już. - Potraktowała mnie jak uczennicę, zbeształa przy kolegach. Tego dnia pomyślałam: koniec, od dziś opracowuję plan B. Firma graficzna czy wydawnictwo? Postanowiła poradzić się ludzi z branży. Miała przyjaciół - plastyków, ilustratorów, autorów komiksów. Znała tekściarzy. A gdyby wydawać książki dla dzieci? Wgryzła się w przepisy. - Nie wiedziałam, że założenie firmy to taka prosta rzecz: zgłoszenie działalności, regon, już. Wciąż pracowała w koncernie, lądowanie na swoim miało być miękkie. Strategię opracowywała wieczorami, po pracy: projekt, biznesplan, wstępne umowy z autorami. Co z drukarnią? A dystrybucja? I reklama. - Po miesiącu wiedziałam już, że sama nie dam rady tego ogarnąć. Ale miałam koleżankę, była redaktorką - nadałam jej temat. Spotkałyśmy się na kawie a ona wyciąga kartkę. Na niej lista: etapy, przez które muszę przejść. Odpadłam przy decyzji co do gramatury papieru i przeliczeniach opłacalności nakładu. Nagle doszło do mnie, że kompletnie nie znam się na tym, co mam zamiar robić. Następnego dnia usiadłam przy komputerze w pracy z... ulgą. Zrobiłam świetną makietę katalogu promocyjnego, szefowa była zachwycona, dostałam premię - opowiada. Wieczorem Anita otworzyła butelkę czerwonego wina i wypiła za pierwszą porażkę. - Potem spojrzałam w lustro i obiecałam sobie: Nie poddam się! Koniec z wydawnictwem, drugie podejście: strona internetowa. Mnóstwo ludzi robi karierę i pieniądze w sieci. Grafika strony dla dzieci okazała się łatwa, wciągnęła mnie. Ale okazało się, że strona, którą buduję, musi mieć zabezpieczenia przed włamaniem! Czarna magia. Umówiłam się z fachowcem. Siedzieliśmy w kawiarni, tłumaczyłam mu, o co mi chodzi, i znowu czułam się dobrze w skórze kobiety biznesu, ba, szefowej. Ten młody, kompetentny człowiek będzie pracował dla mnie. Zażyczył sobie dwóch tysięcy za pierwszy etap prac! Pięknie. Nie planowałam takich wydatków. Ale jeśli trzeba. Biznes to biznes. Po dwóch tygodniach strona była gotowa. Teraz należało zdobyć reklamodawców - opowiada Anita. I w tym miejscu powietrze uchodzi z niej jak z balonika. - Żeby strona się opłacała, muszą być reklamy - wzdycha. - Wykonałam parę telefonów, ale nie poszło dobrze. Nie wiedziałam, jak zacząć, z kim rozmawiać, nie znałam odpowiedzi na pytania, które mi zadawali. Do tego też powinnam mieć fachowca? Nie tak wyobrażałam sobie prowadzenie biznesu. Ale nie odpuszczę - w głosie Anity słychać determinację. - Muszę po prostu znaleźć właściwy pomysł, prostszy, który nie będzie wymagał tych wszystkich papierków. Fatalne przepisy są w tym kraju. -

Tekst: Agnieszka Litorowicz-Siegert

Dowiedz się więcej na temat: marzenia | szefowa | firma | oczy | chłopak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje