Reklama

Reklama

Monika Janiszewska: Boimy się usłyszeć prawdę

Problemy w relacjach nie pojawiają się nagle. Dlaczego się tak dzieje, że zachowania, które w początkowym okresie związku wydawały się nam rozczulające, urocze, teraz nas drażnią?

Reklama

- Cóż, zwykle to, co było fascynujące na początku znajomości, w stałym związku — zaskakuje, drażni, frustruje. Po kilku latach wspólnego życia w partnerze dostrzegamy "naiwność", a nie "chłopięcość i naturalność"  "skąpstwo", a nie "oszczędność", którą się kiedyś zachwycaliśmy, dostrzegamy "chaotyczność" i "niezorganizowanie" w miejsce "uroczego zagubienia". Kto się zmienił — on/ona w swoim zachowaniu czy my w swojej ocenie? W dużej mierze to nam zsuwają się z nosa różowe okulary, przez które patrzyliśmy na partnera. Etap zauroczenia to wszak wodospad pozytywnych emocji, nieustanny wyrzut endorfin, stan niczym na haju. Oboje właściwie nie muszą się starać, a i tak jest fantastycznie. A potem spływamy z tego różowego obłoczka na ziemię i zaczyna się "orka na ugorze". On czegoś markotny, ona - roszczeniowa i zrzędliwa.

Mamy nierealne oczekiwania wobec związku?

- Oj, tak, miewamy nierealne oczekiwania. Oczekujemy od mężczyzny, że będzie naszym mężem, kochankiem, przyjacielem, pocieszycielem, mentorem, spowiednikiem, ojcem. Ma być osobą, która w magiczny sposób ofiaruje nam pełnię szczęścia, zdejmie z nas wszystkie cierpienia i braki, zapewni absolutną nirwanę. Uwielbiamy też w danej chwili marzyć o czymś, czego akurat ni w ząb nie możemy mieć. Pamiętajmy, że nasz mężczyzna to nie rycerz na białym koniu, ani jakiś święty mikołaj, któremu podstawimy pod nos listę życzeń, tylko nasz (nie)zwykły Wojtek, Grzesiek czy Błażej. Ze wszystkimi swoimi zaletami, ale i słabostkami. Uwielbiamy myśleć życzeniowo, na zasadzie: gdyby tylko on umiał/chciał/potrafił/zrobił... — tu wstawić dowolne coś — to ja wtedy byłabym szczęśliwa. Czy aby na pewno? Przypomnijmy sobie, ile miłych chwil oferował nam do tej pory partner. I co? Jakoś z tego szczęścia nie omdlałyśmy.

Jak zatem pielęgnować więź, kiedy "motyle w brzuchu" dawno odleciały?

- Pora na zadanie sobie pytania: na ile wady/dziwactwa/ nawyki mojego partnera są dla mnie akceptowalne? Każda z nas ma w głowie, bardziej lub mniej uświadomioną, listę zachowań, których absolutnie nie toleruje i które nas na dłuższą metę wykończą mentalnie. Może będzie to skąpstwo, może pedantyczności, może sarkazm, a może niezdecydowanie. Oboje partnerzy mogliby mieć ustawiony taki "domowy alert", który popiskuje, gdy jedna ze stron rażąco narusza ważny dla drugiej strony obszar. Nieważne, czy chodzi nierozładowaną zmywarkę, niezapłacone na czas rachunki, czy cosobotnią kawę z pianką. Jeśli ktoś dźga w to, co dla mnie jest ważne, dociskam go. W innych sprawach staram się odpuścić. Niech sobie mlaszcze, kruszy, zasłania się gazetą przy śniadaniu, podkrada nasze maszynki do golenia. 

No i wisienka na torcie — przypomnijmy sobie od czasu do czasu listę jego (jej) niezwykłości i talentów, które traktujemy po jakimś czasie jako oczywistą oczywistość. Utrzymamy wówczas równowagę. W tym i tym daje niestety ciała, ale już w tamtym i owamtym jest mistrzem/-ynią. Niech wie, że przyniesienie nam malinowej herbaty w ulubionym kubku w kwiatki daje nam zastrzyk pozytywnej energii. Podobnie jak całus przed wyjściem do pracy. To drobne gesty, ale miłe. Fajnie, gdy druga strona słyszy nie tylko o tym, co schrzania, ale też i o tym, co robi dobrze. A my często suszymy głowę o to, co się nam nie podoba, a już to, co jest wspaniałe, pomijamy milczeniem. Bo przecież to jasne, że to nam się należy.

Dlaczego boimy się rozmowy? Przecież wystarczy dokładnie wyjaśnić partnerowi, co nam się nie podoba, czego oczekujemy.

- Boimy się usłyszeć prawdę. O oczekiwaniach partnera, o jego potrzebach, o sobie samym. Wolimy nie wiedzieć, bo jeśli już dowiemy się, czego chce partner, to będziemy zobligowani, by coś z tym zrobić. A to już może okazać się dla nas niewygodne. Może oznaczać konieczność rezygnacji z własnych planów, może rodzić spięcia, konflikty. To jest trochę tak, że póki nie wiem, czego on/ona chce, jestem bezpieczna/-y. Skąd niby miałam wiedzieć? Jak miałam się domyślić? Przecież nic mi nie mówił. Odsuwamy problemy i niewygodną prawdę od siebie.

Odpuścić czy walczyć o swoje?

- Raz odpuścić, a innym razem - walczyć o swoje. To zależy czy dany obszar jest dla nas naprawdę istotny. Co innego cosobotnie sprzątanie, a co innego dbałość o celebrowanie rodzinnych spotkań i tradycji. Walczmy o sprawy  naprawdę dużej wagi, a odpuszczajmy te mniej istotne, których w codziennym życiu gromadzą się dziesiątki. Szkoda na nie tracić energii. A jeśli już odpuszczamy partnerowi, to nie dlatego, by w przyszłości musiał spłacić swój "dług" wobec nas. Jeśli wycofujemy się, aby uzyskać w ten sposób wdzięczność partnera, jego lojalność albo zależność, to jest to zwykły handel, nieczyste zagranie. Jeśli coś odpuszczam, to powinnam mieć w sobie zgodę na to, że nie otrzymam nic w zamian.

Czy można kłócić się konstruktywnie? Czego w trakcie takiej kłótni absolutnie unikać?

- Kłótnia traktowana jako wymiana zdań/poglądów może być jak najbardziej konstruktywna,  oczyszczająca i ożywcza dla związku. Wszystko zależy od tego w jaki sposób przebiega, jak odnosimy się do partnera, w jaki sposób przedstawiamy swoje oczekiwania, bądź racje. Ważne, by nie przerodziła się w słowną agresję, biczowanie partnera, "który zawsze...", "który nigdy...", "który w 2005 powiedział nam coś, co nas zabolało".  Nie chodzi o wyliczanie sobie nawzajem wszystkich potknięć, oplucie się jadem i  wytknięcie  niedociągnięć. Ja go umniejszę, on mnie umniejszy, dowalimy sobie nawzajem i będziemy kwita. Jak tego uniknąć? 

Przede wszystkim mówiąc z własnej perspektywy: co czujemy w sytuacji x, jak wpływa na nas określone zachowanie partnera etc. Co nas samych razi, frustruje, przytłacza. Unikniemy wówczas z większym prawdopodobieństwem eskalacji emocji, litanii oskarżeń, raniących epitetów. Te ostatnie ulatują dość szybko z głowy osoby, która je z siebie wyrzuca, ale na bardzo długi czas pozostają w pamięci osoby, która została nimi zbombardowana.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje