Reklama

Reklama

Nękanie po polsku: Kto prześladuje, kto powinien się bać

Na komisariat przychodzi mężczyzna i pokazuje policjantowi esemesy o treści „kocham cię”, „uwielbiam cię”, „chcę się z tobą kochać”. Co najprawdopodobniej usłyszy? „No taaaak, rzeczywiście jest pan ofiarą” – powiedziane jednak z ironicznym uśmiechem. Zdarzają się też komentarze, które słyszą kobiety: „niejeden na pana miejscu by się cieszył z takiej wielbicielki” - opowiada Jagna Piwowarska.

Pytanie: "Jak się masz?" zadawane przez telefon raz na kilka dni może być traktowane jako przejaw troski, a esemes o treści "dobranoc, myślę o Tobie", wysyłany co wieczór, jako dowód, że komuś na nas zależy. Bukiet róż, wręczony z okazji urodzin lub na przeprosiny, może być miłym gestem...

Reklama

A jeśli codziennie odbieramy dziesiątki takich telefonów, odczytujemy kilkanaście podobnie brzmiących esemesów i dostajemy kilka bukietów w tygodniu? A jak dzwoni do nas ktoś, komu wcześniej dziesiątki razy mówiłyśmy, że nie życzymy sobie telefonów, wiadomości, bukietów, prezentów?

Jeżeli ta sama osoba codziennie stoi pod naszą pracą i/lub mieszkaniem i prosi o spotkanie, chociaż wie, że nie chcemy ani spotkań, ani wspólnych wyjazdów? Jeżeli odmowy prowadzą do włamań do skrzynki pocztowej, oczerniania w miejscu pracy, gróźb, a nawet do rękoczynów?

Nie mamy wtedy do czynienia z troską, zakochaniem czy adoracją, ale ze stalkingiem, który od trzech lat jest w Polsce oficjalnie przestępstwem, i za który można trafić do więzienia, nawet na 10 lat....

O tym, kto może paść ofiarą prześladowania, kim najczęściej są sprawcy oraz jak poradzić sobie z nękaniem rozmawiamy z Jagną Piwowarską, kierującą fundacją Można Inaczej, która zajmuje się pomocą ofiarom stalkingu.

Katarzyna Pruszkowska: "Nieśmiałe, niesamodzielne, niepewne siebie" - tak ofiary stalkingu  scharakteryzowało kilku moich rozmówców. Mają rację?

Jagna Piwowarska: - Absolutnie nie! Ofiarą stalkingu może stać się każdy, bez względu na płeć, status społeczny czy cechy charakteru. Co więcej, wśród moich klientów najwięcej jest tzw. korposingielek, czyli samodzielnych, dobrze wykształconych i aktywnych zawodowo kobiet między 25. a 40. rokiem życia.

Nie można więc powiedzieć, że ofiary coś łączy?

- Nie. Różny jest nawet sposób, w jaki radzą sobie ze stalkingiem, i to, jak szybko udaje im się wyjść z  patologicznej  relacji ze sprawcą. Osoby charyzmatyczne, stanowcze i konsekwentne radzą sobie dużo lepiej, ponieważ wiedzą, gdzie szukać pomocy i stosują się do  rad specjalistów.

- Natomiast osobom wycofanym, które mają problemy z nawiązywaniem relacji międzyludzkich, poradzenie sobie z nękaniem zajmuje więcej czasu. Głównie dlatego, że ich naturalną reakcją jest izolowanie się od otoczenia, co utrudnia skuteczną walkę z problemem.

Izolują się ze wstydu?

- Może także dlatego, ale takie odseparowanie się od otoczenia, też najbliższego, jest dla nich naturalną reakcją. Zwłaszcza że obecnie głównymi narzędziami stalkerów są telefony komórkowe i komputery, a nękanie w ten sposób naprawdę nie jest dla nich problemem. Mogą to robić z domu, bez kosztów, bez wysiłku...

Jak na samym początku nękania próbują sobie radzić ofiary?

- Proszę sobie wyobrazić taką sytuację: dziewczyna dostaje dziesiątki esemesów dziennie, kilkadziesiąt maili, wie też, że jest monitorowana na portalach społecznościowych. Jaka jest jej spontaniczna reakcja? Podwyższa poziom zabezpieczeń prywatności. Później całkowicie rezygnuje z konta, bo dochodzi do wniosku, że to jest źródło informacji na jej temat. Źródło, z którego może korzystać - i najczęściej tak się dzieje - prześladowca. Jeśli to nie pomaga, zmienia numer telefonu i podaje go tylko najbliższym osobom.

- Bywa jednak i tak, że to nie załatwia sprawy, a ofiara eliminuje z życia osoby, które podejrzewa o nękanie. Eliminuje do tego stopnia, że czasem zostaje całkiem sama. Dla osoby zmęczonej nękaniem i udręczonej wyrachowanymi działaniami sprawcy z czasem każdy może  stać się osobą podejrzaną o współpracę z prześladowcą.

- Oczywiście, to nie są rozsądne zachowania, ale do medycznych skutków stalkingu zaliczamy właśnie zaburzenia psychiczne, m.in. paranoję.

Jest pani zwolenniczką zmiany numeru telefonu, likwidacji kont w portalach społecznościowych czy innych prób ucieczki przed stalkerem?

- Nie, bo według mnie jest to forma poddania się, porażki. Sama wolę konfrontować się z problemami niż przed nimi uciekać i to samo radzę moim klientom. Zresztą, dokąd oni mają uciekać?

- Zdarzają się oczywiście sytuacje ekstremalne, np. kiedy ofiarą jest bardzo słaba psychicznie kobieta, mająca dziecko albo trudną sytuację materialną, która nie ma siły walczyć, a jej prześladowca jest silny, agresywny i ma pieniądze. Wtedy trzeba się zastanowić, jakie są możliwości skutecznej walki z takim przeciwnikiem. Ale w większości przypadków zlikwidowanie kont czy zmiana telefonu niewiele daje.

- Często numery znajdują się na stronie firmy, w której ofiara pracuje, są podane do publicznej wiadomości. Moja klientka powiedziała mi kiedyś, że nie może po raz trzeci powiedzieć szefowi, że zmieniła numer telefonu, bo za chwilę szef straci cierpliwość, a ona pracę.  Skutki działań stalkerów bywają bowiem kłopotliwe nie tylko dla samej ofiary, ale także dla jej otoczenia.

- Poza tym, takie zmiany wiążą się z kosztami, wymagają wysiłku. A jeśli stalker będzie chciał nas znaleźć, i tak to zrobi. Choćby znajdzie hakera, który włamie się na konto poczty mailowej ofiary...

Porozmawiajmy teraz o sprawcach. Kim najczęściej są?

- Psycholodzy zajmujący się problematyką uporczywego nękania (tak polski Kodeks karny określa to przestępstwo - przyp. red.) próbują typizować stalkerów. Kryteria podziału są różne - m.in. bierze się pod uwagę to, czy ofiara znała wcześniej prześladowcę czy nie, jak również powody, z jakich podejmują oni nękanie swoich ofiar.

- Najczęściej prześladowcami okazują się znajomi, przede wszystkim byli partnerzy ze związków nieformalnych. Niektórzy nie mogą pogodzić się ze stratą, odrzuceniem czy końcem związku. Inni czują złość, że to nie z ich inicjatywy doszło do zerwania, i chcą się zemścić, często ze względów czysto ambicjonalnych.

Jak przebiega wtedy nękanie?

-  To taki schemat: mężczyźni proszą o spotkanie, próbują przepraszać. Byłe partnerki się zgadzają, bo mają poczucie winy, wyrzuty sumienia. Spotykają się ze swoimi eks, bo chcą jeszcze raz wszystko wyjaśnić, pocieszyć.

- Czasem takie sytuacje kończą się nawet fizycznym zbliżeniem, jeszcze jedną "chwilą zapomnienia". To najgorsze z możliwych rozwiązań, bo zachęca stalkera do kolejnych prób. Wie, że jego działania odnoszą pożądany przez niego skutek, jakim jest kontakt z ofiarą, z czego wyciąga wniosek, że  warto je kontynuować.

Czy można powiedzieć, że stalkerzy to osoby chore psychicznie?

- Nie ma żadnych badań, które by jednoznacznie wskazywały na to, że sprawcy stalkingu chorują na  określone choroby psychiczne, np. psychozy maniakalne czy schizofrenię. Oczywiście, zdarzają się takie przypadki, ale to nie jest reguła. Na podstawie obserwacji można jednak przyjąć, że stalkerzy w większości cierpią na zaburzenia psychiczne.

- Jeżeli mamy do czynienia z osobą, która - mimo negatywnej reakcji adresata - każdego dnia przez wiele miesięcy  wysyła dziesiątki, a nawet setki esemesów albo przez wiele godzin wystaje pod czyimś domem, narażając się na konsekwencje prawne, to czy ten ktoś zachowuje się zgodnie z powszechnie przyjętymi standardami postępowania?

Wcześniej powiedziała mi pani, że dawniej prześladowcami byli przede wszystkim mężczyźni, dziś stalkerkami są także kobiety. Jakie mogą być powody takiej zmiany?

- Nie jestem pewna, czy taka zmiana rzeczywiście nastąpiła. Niewykluczone, że różnica polega jedynie na postawie mężczyzn, którzy wcześniej niechętnie ujawniali, że są ofiarami nękania, zwłaszcza ze strony kobiet. Podobna sytuacja miała miejsce w kwestii przemocy domowej.

- Mężczyźni, poddawani przemocy ze strony żon, matek, sióstr czy partnerek, boją się zwrócić o pomoc, ponieważ  nie chcą narazić się na ostracyzm społeczny. Mężczyzna bity czy werbalnie poniżany przez kobietę budzi mieszane uczucia. Funkcjonuje stereotyp, że jest to człowiek słaby, niezaradny, który sam ponosi winę za swoje relacje z kobietami. Podobnie jest ze stalkingiem. Panowie nie chcą się tym "chwalić", stąd przekłamane statystyki, dotyczące płci ofiar.

-  Proszę sobie wyobrazić: na komisariat przychodzi mężczyzna i pokazuje policjantowi esemesy o treści "kocham cię", "uwielbiam cię", "chcę się z tobą kochać". Co najprawdopodobniej usłyszy? "No taaaak, rzeczywiście jest pan ofiarą" - powiedziane jednak z  ironicznym uśmiechem. Zdarzają się też komentarze, które słyszą również kobiety - "niejeden na pana miejscu by się cieszył z takiej wielbicielki".

- Jest mało prawdopodobne, że pokrzywdzony przez stalkerkę mężczyzna zostanie potraktowany poważnie. Zgłaszając się na policję, musiał pokonać wstyd, przyznać się, że sobie nie radzi, że jest bezsilny i potrzebuje pomocy. Trywializowanie tego problemu to klasyczny przykład wtórnej wiktymizacji.

Czy metody kobiet stalkerek i mężczyzn stalkerów różnią się?

- Kobiety są bardziej konsekwentne i wytrwałe, ale myślę, że są to cechy kobiet w ogóle, takie, które przejawiają się w różnych działaniach, nie tylko przestępczych. Mężczyźni działają bardziej impulsywnie, ale jeśli napotykają jakieś trudności, łatwiej się zniechęcają i szybciej rezygnują. Czasem wystarczy stanowcza reakcja ofiary lub zasugerowanie podjęcia kroków prawnych, żeby zniechęcić stalkera mężczyznę. Z kobietami jest trudniej. Są bardziej wyrafinowane, lepiej się maskują i zabezpieczają przed ewentualnymi konsekwencjami.

- Warto jednak pamiętać, że zarówno ofiarą stalkingu, jak i jego sprawcą, może być każdy. Znam przypadek mężczyzny, który uciekając przed stalkerem wyemigrował  za granicę. Wyjazd z kraju nie zakończył jednak jego kłopotów. Sprawca odnalazł go i od kilkunastu  lat nadal go prześladuje.

- Podłożem tej relacji jest urojone uczucie homoseksualnego sprawcy do heteroseksualnej ofiary. Sprawca początkowo próbował ją uwieść. Kiedy to nie przyniosło skutków, zaczął stosować groźby i pomówienia. Oczernia swojego niedoszłego kochanka wśród jego znajomych, psuje mu opinię w miejscu pracy i posuwa się do wielu innych wyrafinowanych działań, które szkodzą pokrzywdzonemu mężczyźnie, uniemożliwiając mu normalne funkcjonowanie.

Ile może trwać prześladowanie? Myślałam, że kilka, kilkanaście miesięcy, a pani mówi o kilkunastu latach...

- To oczywiście skrajny przypadek. Na szczęście niewielu stalkerów ma taką motywację, żeby nękać i ponosić koszty swoich działań latami. To wymaga konsekwencji i pewnego wysiłku, również finansowego, jeżeli działania polegają na międzynarodowych połączeniach telefonicznych, wysyłaniu listów i paczek z prezentami.

- Taka determinacja może świadczyć o poważnych zaburzeniach psychicznych sprawcy i w tym przypadku najprawdopodobniej tak jest. W historii, którą przytaczam, prześladowca jest osobą homoseksualną, która nie dokonała jednak  coming outu, zapewne ma doświadczenia wykluczenia lub prześladowania, które wpływają na jej dzisiejsze zachowania.

- Przeważnie prześladowania trwają kilka, kilkanaście miesięcy, czasami 2-3 lata. Dużo zależy od reakcji ofiary. Jeżeli ignoruje stalkera, nie reaguje na jego prowokacje, sprawca szybciej się zniechęca, bo maleje jego zapał. Jeżeli jednak ofiara wchodzi w interakcję ze stalkerem - irytuje się, wpada w panikę i odpowiada na maile i esemesy, wtedy sprawca ma pewność, że jego działania odnoszą skutek, co motywuje go ich kontynuowania.

Czy najbliższe otoczenie stalkera, jego rodzice czy przyjaciele mają szanse zauważyć, że coś jest w jego zachowaniu nie tak? Domyślić się, że kogoś nęka?

- Szanse oczywiście istnieją, ale w większości przypadków w swoim środowisku zawodowym czy rodzinnym sprawcy nękania zachowują się zupełnie normalnie. To przeważnie nie są ludzie z tzw. marginesu społecznego. Wręcz przeciwnie, najczęściej to bardzo inteligentni, wykształceni, aktywni zawodowo ludzie, którzy mają nieograniczony dostęp do nowych technologii.

- Często są to także osoby bardzo sfrustrowane, które próbują wejść w życie innych osób i to życie kontrolować. Zresztą poczucie kontroli jest często celem  działań stalkerów, oni chcą wręcz modelować życie ofiar: jeżeli  ofiara wybiera się na jakąś imprezę publiczną - koncert czy przedstawienie w teatrze, stalker da jej do zrozumienia, że też tam będzie. Wtedy ofiara najprawdopodobniej zrezygnuje z wyjścia albo będzie się tam czuła źle. A prześladowca osiągnie swój cel, przez chwilę poczuje się panem (panią?) sytuacji.

Czy stalkerzy mogą być niebezpieczni? Np. próbować napadać lub nawet zabijać swoje ofiary?

- To są incydentalne przypadki, ale fizyczna agresja ze strony stalkerów też się niestety zdarza. Najczęściej wtedy, kiedy napięcie okazuje się za duże - i dla ofiary, i dla prześladowcy. Może dojść do przepychanek, pobicia, często także zniszczenia mienia: wybicia okien, zdewastowania drzwi, porysowania samochodu. Ma miejsce także nachodzenie w pracy, śledzenie - niby nic, ale ofiara widzi stalkera i się go boi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje