Reklama

Reklama

Nerwy w las

Grażyna weszła do łazienki i zaczęła liczyć do dziesięciu. Jeden, dwa, trzy... Nie miała już sił. Wydawało jej się, że jest napompowana jak balon, który lada moment pęknie. Od dawna żyła w stresie. Nadmiar obowiązków w pracy, wielka odpowiedzialność, życie pod presją czasu, dzieci, dom, wyrzuty sumienia z powodu braku czasu dla najbliższych.

Po dniu pełnym napięcia nie umiała zasnąć. Nie zdawała sobie jednak wówczas sprawy, że może być jeszcze trudniej. Czas pandemii, praca zdalna, dzieci uczące się w domu, lęk o zdrowie swoje i najbliższych, ale i pracę. Ograniczenia na różnych polach. Koszmar, który doprowadzał do chwil, do takich momentów jak dzisiejszy, gdy musiała odizolować się, aby nie wybuchnąć, aby nie zranić, by nie powiedzieć jednego słowa za dużo.

Czy miewacie takie dni, które przypominają czasami koszmar? Wydaje się, że to nieprawdopodobne, aby zdarzyło się tyle złych rzeczy naraz, a jednak. Albo stresujecie się przed egzaminem, ważną prezentacją w pracy? Albo...

Reklama

"Jeśli jesteśmy nerwowi przez dłuższy czas, przestajemy funkcjonować prawidłowo, nasze rezerwy są na wyczerpaniu, ciało i odporność słabną. Jednak bodźce zachęcające do życia 'na obrotach'; napływają do nas nieustannie."* Co może nam pomóc?

Grażyna policzyła do dziesięciu i odtworzyła na smartfonie filmik, który nagrała, będąc w lesie. Zamknęła oczy. Wystarczyły znajome odgłosy, które działały jak miód na jej serce, które uspokajały nerwy. Przeniosła się myślami tam, gdzie czuła się komfortowo i bezpiecznie.

Czy natura może nam w trudnych sytuacjach pomóc? Otóż, tak! "Jesteśmy od niej zależni na każdej płaszczyźnie egzystencji i czy nam się to podoba, czy nie, stanowimy jej część."* Okazuje się, że przebywanie na łonie natury, jej dotykanie - ba - nawet samo oglądanie - sprawia, że ludzie czują się lepiej. Wiele badań wykazało zbawienny wpływ przyrody lub oglądania tylko jej zdjęć. Colin Ellard - psycholog z Uniwersytetu Waterloo - prowadził badania dotyczące stanu emocjonalnego podczas spacerów. Uczestnicy otrzymywali "zmodyfikowanego" smartfona, który na bieżąco sprawdzał nastrój (poczucie szczęścia w danym momencie) oraz poziom pobudzenia lub zdenerwowania. Optymalnie jest przecież czuć się szczęśliwym i spokojnym, a nie np. nieszczęśliwym, przygnębionym i do tego poddenerwowanym. Okazało się, że nastroje zmieniały się wraz z otoczeniem, w jakim aktualnie przebywali badani. Największy wzrost poczucia szczęścia i spadek pobudzenia nastąpił, gdy weszli oni do zamkniętego przepięknego ogrodu należącego do ośrodka dla seniorów.

Inne badania pokazują, że pacjenci po zawałach serca są spokojniejsi i odczuwają mniejszy ból, gdy mogą patrzeć na obrazy przedstawiające drzewa, wodę i las niż ci, którzy patrzą na abstrakcyjną sztukę. Osoby przebywające w szpitalach z widokiem na zieleń wracają do zdrowia szybciej i potrzebują mniej środków przeciwbólowych niż ci, którzy widzą za oknem np. inny budynek. Studenci lepiej radzą sobie na egzaminach, gdy w trakcie mogą popatrzeć na jakieś elementy przyrody. U dentysty również jesteśmy mniej zestresowani, gdy na ścianach wiszą zdjęcia czy obrazy przedstawiające przyrodę.

Grażyna będąc w lesie, nagrała krótki filmik, do którego instynktownie w momentach trudnych powracała. "Kiedy dopada nas stres czy kryzys, zazwyczaj instynktownie chcemy się schronić. Szukamy w myślach miejsca, które kojarzy nam się z komfortem i poczuciem bezpieczeństwa. To może być dom naszej babci z dzieciństwa, mieszkanie, w którym wychowywaliśmy się jako dzieci, pokój na strychu, szałas, plaża, domek nad jeziorem — cokolwiek, co budzi w nas poczucie przytulności, komfortu i powrotu do bezpiecznego okresu w życiu. Czasami nie mamy takiego miejsca i pojawia się ono tylko w naszych marzeniach. Zazwyczaj dotyczy ono natury. Wiele osób wyobraża sobie chatkę w lesie, zazwyczaj nad wodą, skąpaną w zapachach letniej polany albo z ogniem trzaskającym na kominku. Są to bardzo pierwotne skojarzenia i dotyczą one instynktownego poszukiwania poczucia spokoju i bezpieczeństwa, którego jako ludzkość mogliśmy zaznać w częściowo oswojonych warunkach przyrodniczych."*

Gdy Grażyna myślami przenosiła się do lasu, zaczynała odzyskiwać spokój. Katarzyna Siemonienko w książce "Nerwy w las" napisała, że "las oznacza bezpieczeństwo, możliwość zbudowania schronienia, ukrycia się, rozpalenia ognia. W leśnym powietrzu unoszą się substancje, o których na razie wiemy jeszcze niewiele, ale które wdychane przez nas działają jak ożywczy koktajl na cały nasz organizm. Przez płuca napełniamy nim nasze ciała, pobudzamy odporność, regenerujemy siły i odprężamy się. 'Kąpiąc się' w lesie, obmywamy się ze stresów, trosk, dysharmonii, a napełniamy równowagą, dystansem i siłą witalną." Las, jak pisze autorka, relaksuje nas na poziomie niezależnym od naszej woli, "przebywanie w nim modyfikuje pracę autonomicznego układu nerwowego."

W przeciwieństwie do zatłoczonej ulicy, na której większość z nas ma problem ze skupieniem myśli i zapamiętywaniem informacji (zbyt dużo bodźców oddziałuje na nas w jednym czasie i dużo uwagi musimy poświęcić na ich filtrowanie) - kontakt z naturą zupełnie nieświadomie odświeża nasz umysł, odmienia nas samych. Jeśli więc musimy mieszkać tu, gdzie mieszkamy (np. w mieście), to szukajmy zielonych miejsc w okolicy, chodźmy na spacery, wyjeżdżajmy jak najczęściej do lasu i spróbujmy wprowadzać elementy lasu do naszego życia.

*Cytaty i fragmenty pochodzą z książki K. Simonienko "Nerwy w las. Jak odzyskać spokój i radość życia", Wydawnictwo Sensus , 2021

Dla Interia.pl: autorki bloga PsychologiaPrzyKawie.pl


***
Zobacz więcej!

Psychologia przy kawie

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Las | nerwy | psychika | zdrowie | Terapia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje