Reklama

Reklama

Nie chcę, aby córka nas opuściła!

Oboje z mężem pracujemy i niedługo pójdziemy już na emeryturę. Do tej pory żyliśmy spokojnie, a tu nagle taki kłopot!

I to z kim? Z naszą córką Kasią, która do tej pory nie sprawiała  nam żadnych problemów! Była spokojną, skromną domatorką, tylko uczyła się, a po szkole zaraz wracała do domu. Ja po pracy biegłam po zakupy, a potem do domu gotować obiad. Potem sobie gadałyśmy, oglądałyśmy telewizję i  przyjaźniłyśmy się.  

     Ale od kiedy dostała się na studia, coś jej odbiło! Zaraz zaczęły się koleżanki, jakieś chłopaki, dyskoteki, późne powroty do domu. Szczyt wszystkiego! Nie spodziewałam się tego po niej. Wielokrotnie czekałam na nią z obiadem przez cały dzień. Na próżno. Do wieczora nie miałam do kogo ust otworzyć. Mąż zamyka się teraz sam w pokoju. Tylko śpi albo siedzi w fotelu, czyta gazety, milczy, ogląda telewizję albo wysiaduje przy komputerze. Od kilku miesięcy zaczął też późno przychodzić do domu, bo mówi, że nie ma po co.  A ja siedzę sama i nie wiem, co robić. 

Reklama

 

Ostatnio Kasia przeszła samą siebie!  Oświadczyła, że znalazła sobie pracę. Będzie uczyć się i pracować! I po co jej to?! Ona nie musi tego robić. Stać nas przecież na to, aby ją utrzymać. W dodatku razem z przyjaciółką postanowiła wynająć mieszkanie i prosi, żebyśmy jej pomogli finansowo. Przecież to nie ma sensu! Oboje z mężem nie rozumiemy tego pomysłu. Mąż pewnie ustąpiłby, bo nigdy niczego córce nie odmawia, ale ja absolutnie się na to nie zgadzam. O co jej chodzi? Przecież oboje jesteśmy tolerancyjni, nowocześni, nie ograniczamy córki. Nie krytykujemy jej znajomych i chłopaka. Ona ma swój duży pokój, więc w czym problem? Moim zdaniem, to taka zabawa w dorosłość pod wpływem przyjaciółki. Jaki jest cel mieszkania z przyjaciółką w wynajętej klitce, zamiast w wygodnym własnym domu? Ona jest na to za młoda. 

     Prawie każdego dnia kłócimy się na ten temat i nie dochodzimy do porozumienia. Córka zarzuca mi, że jestem egoistką, że nie pozwalam jej dorosnąć, usamodzielnić się, że traktuję ją jak  małe dziecko. Naprawdę, nie wiem, co robić i jak się z nią dogadać. Jest mi przykro i czuję się rozżalona. Moje życie przestało mieć sens. I dla kogo ja teraz będę żyć?!!! Mąż ma swoje sprawy, a ja? Przecież całe poświęciłam córce! A ona jest taka niewdzięczna! Chodzę sama po pustym domu i łzy cisną mi się do oczu... Co ja teraz będę robić? Nigdzie nie mogę sobie znaleźć miejsca. Dla kogo teraz mam żyć?  

                                                                            

                                                              Grażyna, 55 l.



Takie jest życie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje