(Nie) tylko seks?

Oprócz rozładowywania popędu i chwilowej przyjemności, seks może zbliżać i budować zaufanie. Intymność dwojga bardzo wiele też potrafi powiedzieć o danym związku, można wręcz rzec: „opowiedz mi o swoim seksie, a ja opowiem ci o twojej relacji”.

EksMagazyn: Podstawą każdego związku powinny być: zaufanie, szacunek, przyjaźń. W wyliczankach udanej relacji seks zwykle podajemy na samym końcu. Słusznie?

Reklama

Daniel Cysarz, psycholog i seksuolog kliniczny: - Wynikać to może z faktu, że mimo większego otwarcia na tematy związane z seksualnością, nadal jesteśmy dość pruderyjnym społeczeństwem. Raczej nie chcemy, żeby ktoś pomyślał, że seks w mojej relacji jest najważniejszy. W ten sposób próbujemy trochę zaklinać rzeczywistość, obawiając się tego, że moglibyśmy na przykład usłyszeć od partnera "jestem z tobą tylko dla seksu". Stąd, jeśli wymieniamy seks wśród pożądanych cech udanej relacji, to robimy to zwykle nieśmiało i raczej na końcu. Rzeczywistość pokazuje również, że szczerze i dosadnie mówić o seksie potrafimy głównie w przypływach szczerości wspartych odpowiednimi procentami.

Dlaczego seks jest ważny?

- Każdy z nas ma swoją sferę intymności, której nie pozwala przekraczać obcym osobom. Naturalnym jest, że gdy już kogoś znamy, ufamy mu i czujemy się bezpiecznie w jego towarzystwie, to dopuszczamy go bliżej. A gdy pojawia się uczucie, to wręcz potrzebujemy być blisko z tą osobą i szczególnie na początku znajomości, nie możemy się nasycić tą bliskością. Więc, nawet jeśli za dnia dwoje ludzi nie ma czasu na dotyk, przytulanie i bliskość, to seks właśnie może być takim wieczornym ukoronowaniem potrzeby bliskości.

- Oprócz rozładowywania popędu i chwilowej przyjemności, seks może zbliżać i budować zaufanie. Intymność dwojga bardzo wiele też potrafi powiedzieć o danym związku, można wręcz rzec: "opowiedz mi o swoim seksie, a ja opowiem ci o twojej relacji". 

A co w sytuacji, kiedy dwoje ludzi za sobą szaleje, pasują do siebie pod każdym względem, ale w łóżku im "nie wychodzi"?

- Tutaj dość często pojawia się ważne pytanie o "ich role" w tym związku. Często trafiają do mnie pary podkreślające: "gdyby nie ten seks, to nasz związek byłby idealny". Czy to prawda? No i o co właściwie chodzi z tym seksem i rolami?

- Czasem zapominamy o tym, że z seksem, szczególnie na początku relacji, zwykle nie ma problemu. Efekt świeżości, adrenalina, endorfiny i wyidealizowany obraz partnera robią wtedy swoje. Ale do tego, żeby seks i namiętność przetrwały w danej relacji, nie wystarczą podobne poglądy na świat, ogólna atrakcyjność, a nawet przyjaźń. I tutaj właśnie pojawia się pojęcie ról, w których na co dzień funkcjonujemy w relacji. Oprócz najbardziej oczywistej roli partnerów są również role np.: przyjaciół, rodzeństwa, rodzica i dziecka, chorego i opiekuna.    

- Stąd, jeśli na co dzień funkcjonujemy w rolach dobrze dogadujących się współlokatorów lub nawet serdecznych przyjaciół, to istnieje niewielka szansa, że seks przetrwa w takim układzie. Czasami też przychodzą do mojego gabinetu takie "matki z synami" lub "ojcowie z córkami", skarżąc się, że ich "dziecko" nie ma ochoty na seks z nimi. Dopiero, kiedy nazwie się role, w których dana para funkcjonuje, łatwiej jest wspólnie zastanawiać się nad tym, czy jest możliwe, by w takim układzie pojawiał się seks bez nadużyć z którejś ze stron?

Jak zakomunikować partnerce czy partnerowi, że w seksie, delikatnie mówiąc, nie najlepiej jej/mu idzie?

- Tutaj też pojawia się pytanie, co to znaczy, że seks "nie idzie" partnerowi? Bo przecież, mówimy tu o "wspólnym" seksie, a nie wykonywanej za pomocą drugiej osoby masturbacji. Można by raczej powiedzieć, że partner nie spełnia jakichś moich oczekiwań w łóżku. Wiedząc, jakie to oczekiwania, pewnie łatwiej jest się zastanowić, jak można to wspólnie zmienić. Należy też pamiętać o tym, że dopasowanie seksualne w parze zwykle jest pewnym procesem, w którym obydwie ze stron powinny aktywnie uczestniczyć, mówiąc przy tym o swoich potrzebach, ale w taki sposób, aby budować napięcie seksualne, a nie deprecjonować nawet te najbardziej nieporadne starania partnera. Wielką sztuką jest tak mówić o swoich potrzebach, żeby przy okazji nie "kastrować" swojego partnera. 

Często zdarza się, przynajmniej wśród kobiet, że, nawet jeśli ich erotyczne życie z partnerem jest dalekie od tego, czego pragną, rezygnują z pracy nad tą dziedziną na rzecz innych aspektów relacji. Jak długo można tak funkcjonować?

- Nie jest tajemnicą, że rezygnacja z zaspokajania swoich potrzeb zwykle niesie za sobą frustrację, która w "idealnym" dotąd związku zaczyna poważnie doskwierać. Można powiedzieć, że odpuszczając pracę nad seksualnością w danej relacji, rezygnujemy w pewnym sensie ze swojej seksualności. A to może sprawić, że nasze niezaspokojone potrzeby seksualne będą szukały ujścia na zewnątrz danej relacji.

- I choć w psychologii mawia się, że "trójkąt" stabilizuje pierwotny związek, to należy pamiętać, że dzieje się tak jedynie okresowo. Ponieważ z czasem mogą pojawić się kolejne niezaspokojone potrzeby i frustracje, których w danej konfiguracji nie da się już zaspokoić. 

Czy każda para kochających się ludzi może "dopasować się" w łóżku?

- Sądzę, że para atrakcyjnych dla siebie partnerów, którzy darzą się uczuciem i co ważne - posiadają pewną uważność na potrzeby swoje i partnera - ma szansę wypracować taką formę intymności, która będzie odpowiadała każdej ze stron. Należy jednak pamiętać, że jest to czasami długi proces wymagający obustronnego zaangażowania.

Jak pracować nad tym, żeby seks był idealny dla obojga?

- Często bywa tak, że odpowiedzialnością za jakość seksu obarczamy partnera, bo tak łatwiej. Aby zacząć pracę nad zmianą, należy uświadomić sobie, że to dwie osoby uczestniczą w akcie seksualnym. Dlatego warto wzmacniać pozytywnie te elementy, które w seksie i partnerze nam się podobają, nawet jeśli trochę odbiegają od ideału. Ważne jest też to, jak sami czujemy się w swoim ciele i swojej seksualności. Bo aby w pełni poczuć radość z seksu, nie wystarczy jedynie akceptacja i większe starania ze strony partnera. Podstawą jest często to, czy akceptujemy samych siebie. Dlatego też to, że czasem nie mamy ochoty na seks, nie czujemy podniecenia, a pewne rodzaje pieszczot mogą nam się po prostu nie podobać, również wymaga akceptacji z naszej strony. Bo partnerowi łatwiej jest zaakceptować to, co sami w sobie zaakceptujemy.

Jeśli do tego wszystkiego uświadomimy sobie, że niedopasowanie fizyczne zdarza się bardzo rzadko, to można powiedzieć, że cała reszta jest kwestią obustronnych chęci i akceptacji.

Rozmawiała: Karina Maciorowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje