Odkryj sekrety szczęśliwych kobiet

Jak być uśmiechniętą i zadowoloną z życia? Nie zagwarantuje tego ani wygrana w lotto, ani sławny mąż. W jakich okolicznościach rodzi się szczęście? Doktor Ewa Woydyłło przekonuje, że klucz do niego masz w swoich rękach.

Katarzyna Troszczyńska: Zawsze widzę panią zadowoloną. Ma pani dobre życie czy pracuje pani nad tym, żeby dobrze się czuć?

Reklama

Ewa Woydyłło: - Szczęście to mój świadomy wybór. Niezależnie od tego, co mnie spotyka dobrego lub złego. Bo radosne wydarzenia, takie jak ślub, urodzenie dziecka, pojawienie się większych pieniędzy, polepszają samopoczucie, ale tylko na chwilę. Ważniejsza jest znajomość siebie, świadomość, kim jestem i na czym mi zależy. Poza tym, odwaga, by sięgać po to, o czym marzę. I to bez względu na to, co sądzi o tym moje otoczenie. Myślę, że te dwie rzeczy łączą wszystkich szczęśliwych ludzi na świecie. Biednych i bogatych, ładnych i brzydkich.

Co to oznacza: wiedzieć, kim się jest?

- Znać swoje mocne i słabe strony. Pracować nad wadami, ale jednocześnie nie wymagać od siebie rzeczy niemożliwych. Jeśli jestem wybuchowa, nie łudzę się, że stanę się nagle oazą spokoju, ale próbuję nie tracić opanowania przy innych. Kolejna rzecz to pewność tego, co jest dla mnie priorytetem i jak chcę żyć. To oczywiście zmienia się na różnych etapach. Najpierw najważniejsza może być rodzina, a potem odkrycie i realizacja własnych pasji.

Już słyszę: "Ciekawe, jak to zrobić, gdy mam na głowie cały dom i dzieci!"...

- To właśnie wymówka ludzi, którym brak odwagi. Do tego jesteśmy przyzwyczajane od dziecka. "Każdy niesie swój krzyż", "Cierpienie uszlachetnia", "Nikt nie wybiera sobie losu" - takie słowa nasi przodkowie słyszeli w domu. My też je słyszałyśmy. Dlatego trudno nam zawalczyć o swoje życie.

- Miałam pacjentkę, która latami tkwiła przy niekochanym mężu. "Ale on nie robi nic złego, nie pije, nie awanturuje się. Mam go zostawić, bo się przy nim duszę?". "Tak" - odpowiedziałam. Analizowałyśmy, dlaczego nie potrafi odejść. Okazało się, że zniechęcają ją do tego rodzice, mówiąc: "Trzymaj się go, jest dobry, nikogo lepszego nie znajdziesz". W końcu moja pacjentka powiedziała "dość". I co? Jest po czterdziestce, ma nowego partnera, jest szczęśliwa. Nie sprawdziły się pesymistyczne wizje jej bliskich.

Bierność jest naszym nawykiem?

- Bierność i obwinianie innych. "Marnuję się w tej robocie, słabo zarabiam"... - nie dość, że tak pogłębiamy pesymizm, to jeszcze znajdujemy "wroga". A wrogiem są najczęściej inni. Albo: "Mam okropne małżeństwo, bo mój partner jest zły. Praca jest udręką, bo szef jest beznadziejny". To też najczęściej efekt wychowania, ponieważ w naszym kraju narzekanie jest na porządku dziennym. A szczęśliwe kobiety łączy przekonanie, że są odpowiedzialne za siebie.

Ale są zdarzenia, na które nie mamy wpływu, takie jak śmierć czy choroba.

- W takich przypadkach kluczowa jest umiejętność dostosowania się do sytuacji. Załóżmy, że zostawił nas mąż. Są kobiety, które nieustannie będą przeżywały stratę, analizowały, drążyły. Albo uciekną przed bólem, objadając się lub pijąc. Kobieta z natury szczęśliwa też będzie cierpieć. Spróbuje jednak spojrzeć na wszystko z dystansem: "Teraz czuję się koszmarnie. Ale to minie". Będzie robiła coś, co złagodzi jej stan. Znajdzie hobby, poszuka wsparcia tych, którzy mieli podobne doświadczenia, ale sobie z nimi poradzili.

- Zaufanie do siebie to jeden z największych osobistych kapitałów: "Dam radę, a jeżeli upadnę, to się podniosę, nawet jeśli przez chwilę poleżę"... A tak szczerze, ile każda z nas ma za sobą prawdziwych traum? Często kobiety z ogromnym potencjałem nie umieją go wykorzystać. Ona marzy o zawodzie psychologa, ale przecież jest za późno, bo skończyła czterdziestkę. No i nie ma na naukę pieniędzy. Bojkotuje swe szczęście.

Może boi się rozpoczynania czegoś w dojrzałym wieku?

- Ja skończyłam psychologię po czterdziestce. I znam mnóstwo ludzi, którzy robią podobnie. Wręcz uważam, że niektórych studiów nie powinno się kończyć wcześnie, bo ważne jest życiowe doświadczenie. A pieniądze? Można wziąć kredyt, szukać dodatkowej pracy. Jeśli pragnę się rozwijać, muszę to robić, bo wpadnę w czarną dziurę. Oczywiście, nie zawsze da się osiągnąć wytyczone cele, ale chodzi o to, żeby chociaż próbować. Nawet się mylić, a potem znów szukać właściwej drogi.

- Szczęśliwe kobiety łączy też wdzięczność. Jeśli każdego dnia budzę się z myślą: "Dzisiaj pewnie znów będzie kiepsko", to nic dziwnego, że nie chce mi się wstać. A zdolność dostrzegania pozytywów może stać się nawykiem, wystarczy ją praktykować.

- Wieczorem przypomnijmy sobie dobre rzeczy. Rozmowę z przyjaciółką, spacer. Nawet jeśli wydaje się to banalne, to działa. Bo uczy patrzeć na życie z punktu widzenia zysków, a nie strat.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje