Pieniądze - moje, twoje czy nasze?

Kto ma pieniądze, ten ma władzę - głosi powiedzenie. Dlatego gdy w związku jedno zarabia więcej, często dochodzi do konfliktów. Czy wiesz, jak rozmawiać i rozliczać się z partnerem, by zapobiec nieporozumieniom?

Przy różnicy zarobków powodów do napięć jest sporo. Czy ten, kto zarabia mniej, ma prawo wydawać więcej? A dlaczego ktoś z wyższą pensją ma rezygnować ze swoich kaprysów? Kiedy się zakochujemy, nie myślimy o pieniądzach, a potem okazuje się, że stają się główną przyczyną rozwodów. Dlatego rozwiązujmy te problemy na bieżąco.

Agnieszka: Przyszłość jest niepewna

Reklama

Po urodzeniu drugiej córki nie wróciłam do pracy. Chciałam skupić się na rodzinie, a mąż mnie poparł. Gdy dziewczynki poszły do szkoły, rozmawialiśmy, że może wzięłabym coś na pół etatu, ale sprawa się rozmyła. Teraz, po tylu latach, szanse na znalezienie zajęcia mam zerowe. Tymczasem w domu panuje nerwowa atmosfera. Wszystko rozbija się o finanse.

Żałuję, że odeszłam z pracy

Kiedyś pensja Radka jakoś nam wystarczała. Lecz córki podrosły, mają większe potrzeby, a mąż od dawna nie dostał podwyżki. Kiedy coś mu się trafi, bierze fuchy. Ja z kolei staram się pilnować wydatków. U nas w domu nic się nie marnuje, a ja nauczyłam się nawet naprawiać różne rzeczy. Radek jednak coraz bardziej zamartwia się rosnącymi kosztami i tym, że w firmie nie najlepiej się dzieje. Jego stres mi się udziela. Wszystkiego sobie odmawiam. Donaszam stare ciuchy, zrezygnowałam z droższych kosmetyków, sama farbuję i podcinam włosy. Córki czasem namawiają mnie, żebym coś sobie kupiła, ale miałabym wyrzuty sumienia, bo przecież nie zarabiam. Niedawno wydałam sporo na dentystę. Choć to była konieczność, czułam się winna, że leczenie pochłonęło tyle pieniędzy.

Znajome przekonują, że moja praca liczy się tak samo, jak męża, ale ja uważam, że na nim spoczywa większa odpowiedzialność. On zresztą też nic na siebie nie wydaje. Woli odkładać na czarną godzinę. Dziś żałuję, że kiedyś zrezygnowałam z pracy. Bo co to za życie, kiedy trzeba liczyć każdy grosz i zapomnieć o przyjemnościach? Może za bardzo się przejmuję, ale oboje nie jesteśmy już młodzi, a przyszłość jest niepewna.

Marta: Tutaj ja decyduję!

Wczoraj pokłóciłam się z mężem. Znowu wymsknęło mi się o kilka słów za dużo, a on oczywiście się obraził. Grześkowi trudno pogodzić się z faktem, że od jakiegoś czasu zarabiam lepiej. Ja na początku nie miałam z tym problemu. Przecież małżeństwo ma być jedną drużyną, a kto akurat przynosi do domu więcej pieniędzy, nie powinno mieć znaczenia. Teraz jednak widzę, że to nie takie proste. Po pierwsze, duma męża cierpi. A po drugie, mnie też zaczęło kilka rzeczy przeszkadzać.

Nie liczysz się z moim zdaniem

Przedtem ostatnie słowo w ważnych dla rodziny sprawach należało do Grzegorza. To się jednak zmieniło. W zeszłym roku spieraliśmy się na przykład, dokąd wybrać się na wakacje. Ja miałam ochotę pojechać do Chorwacji, on wolał polskie morze. Tłumaczyłam, że urlop w Jastarni wcale nie jest tańszy, nie mówiąc już o tym, że nad Adriatykiem na pewno będzie słońce. Po długich dyskusjach powiedziałam, żeby robił, co chce. Ja wykupuję wczasy w Splicie. Wtedy wykrzyczał, że odkąd lepiej zarabiam, nie liczę się z jego zdaniem. Przez ostatni rok słyszę takie uwagi przy każdej okazji. Nawet kiedy mówię, że niepotrzebnie robi zapasy proszku do prania, dąsa się jak dziecko. A niby dlaczego mam mu ustępować? Nie po to haruję, żeby nie zafundować sobie superurlopu.

Przecież ja się go nie czepiam. Nie mówię, żeby szukał lepiej płatnego zajęcia, nie protestuję, kiedy po raz kolejny wymienia sobie telefon. Teraz problemem jest zakup telewizora. Grzegorz upiera się przy modelu, który może i jest lepszy technicznie, ale jego wygląd mi się nie podoba. Gdy po raz kolejny wytknął mi, że znowu muszę postawić na swoim, odparowałam, że i tak ja podejmę decyzję. Chciałam go zranić i udało mi się, bo trzasnął drzwiami i od tamtej pory się nie odzywa. Boję się, że jak tak dalej pójdzie, rozstaniemy się.

Jak uniknąć kłótni, gdy wasze pensje mocno się różnią

Wkład w rodzinę to nie tylko pensja

Opieka nad dziećmi, prowadzenie gospodarstwa - to wszystko robimy z miłości do najbliższych, więc trudno przeliczać te czynności na pieniądze. A przecież mają one konkretną wartość. Jeżeli czujesz wyrzuty sumienia, bo "nie zarabiasz", oszacuj, ile wydalibyście, gdybyście twoje obowiązki, takie jak gotowanie, sprzątanie i prasowanie, zlecili komuś obcemu. Nie musisz pokazywać tych wyliczeń partnerowi, chodzi o to, żebyś nabrała pewności siebie i uświadomiła sobie, że przyczyniasz się do dobrobytu rodziny. Weź też pod uwagę jeszcze inne, niewymierne rzeczy. Ciepło, dobra atmosfera, wspieranie i troszczenie się o siebie nawzajem sprawiają, że wasz dom jest najlepszym miejscem na świecie. Tego nie da się kupić za pieniądze.

Wyznaczcie wspólne cele

Musisz raz w roku wyjechać na długi urlop i jesteś gotowa zrezygnować z innych rzeczy, byle tylko odpocząć. Twój mąż natomiast każde pieniądze wyda na narzędzia, bo kocha majsterkować. Jeżeli macie inne priorytety, a wasze zarobki znacząco się różnią, kłótnie wiszą w powietrzu. Bo dlaczego masz dokładać do jego warsztatu, skoro na myśl, że on znowu zniknie w nim na cały weekend, dostajesz szału? Mąż też protestuje, gdy jego zdaniem wybrałaś absurdalnie drogą wycieczkę. Dlatego zastanówcie się, na czym zależy wam obojgu. Może mieszkanie wymaga remontu? Lub nadeszła pora na wymianę auta? Jeżeli będziecie dążyć do jednego celu, do którego jesteście przekonani, każde z was będzie zmotywowane, by oszczędzać. Nie będzie też "przeciągać" partnera na swoją stronę ani próbować uszczknąć więcej ze wspólnych pieniędzy.

Postaraj się dorabiać na boku

To, że nie pracujesz, nie oznacza, że nie możesz zarabiać. Korzystaj z okazji. Może wykonasz poprawki krawieckie albo zajmiesz się dzieckiem sąsiadów? Istnieje wiele sposobów elastycznego dorabiania. Dzięki temu nie będziesz się obwiniać, że swoimi wydatkami obciążasz domowy budżet. Warto też odkładać pieniądze na wszelki wypadek: gdybyście kiedyś się rozstali lub gdy na emeryturze trzeba będzie żyć z niskiego świadczenia.

Rozważcie założenie osobnych kont

Gdy finanse są głównym powodem małżeńskich kłótni, zastanówcie się, czy ich jednak nie rozdzielić? Jeżeli pensje będą wpływać na osobne konta, to, na co przeznaczycie nadwyżki po uregulowaniu rachunków, stanie się już waszą osobistą sprawą, z której nie będziecie musieli się przed sobą tłumaczyć.

Zastanów się, o co naprawdę chodzi 

A może wieczne pretensje o pieniądze przykrywają inne problemy w waszym związku? Mąż ma żal, że kupiłaś coś bez konsultacji z nim, lecz w głębi duszy uważa, że go lekceważysz. Ciągłe rozliczanie, kłopoty z wyrażaniem własnych potrzeb mogą świadczyć o istnieniu niewypowiedzianych żali i skrywanych emocji. Może więc to od nich warto zacząć rozmowę?

Pamiętaj, że sytuacja może się zmienić

Nic nie jest dane raz na zawsze. Teraz twój mąż jest głównym żywicielem rodziny, ale za parę lat może być odwrotnie. Jeżeli będziecie mieli tego świadomość, mąż nie będzie ci wyrzucać każdego "zbędnego" wydatku, ponieważ kiedyś może znaleźć się w podobnej sytuacji. A ty pozbędziesz się kompleksów, że jesteś zdana na łaskę drugiej osoby.


Maria Barcz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje