Reklama

Reklama

Po co bić? Są inne sposoby, by zamienić życie w koszmar


Reklama

Miodowy miesiąc, przyciąganie - odpychanie, a w końcu emocjonalny koszmar. Scenariusz zawsze jest ten sam?

 - Zmieniają się dekoracje: wiek, status społeczny, miejsce zamieszkania, ale historie rzeczywiście są bardzo podobne, bo i sprawcy przemocy są przewidywalni. Wielu moich bohaterów mówiło, że kiedy już zaczęli czytać psychologiczne książki, interesować się zagadnieniami takimi jak narcyzm, psychopatia, socjopatia, to byli w stanie przewidywać kolejne ruchy swojego oprawcy. Bo oni wszyscy postępują według czytelnego schematu.

"Narcyz", "psychopata", "socjopata" to figury retoryczne, czy sprawcom naprawdę można by postawić diagnozę?

 - Paulina Pawlak, psycholożka i ekspertka od psychomanipulacji, powiedziała mi, że sprawcy o których piszę, to osoby całkowicie pozbawione empatii, a taka cecha może wskazywać na pewien rodzaj zaburzenia.

Co jeszcze, oprócz tego, że są pozbawieni empatii, można o nich powiedzieć?

 - Na przykład to, że wobec ludzi, z którymi nie pozostają w bliskiej relacji, są szarmanccy, uprzejmi, postrzega się ich jako dusze towarzystwa. Odnoszą sukcesy w biznesie, nauce, często stoją na czele różnych organizacji. Albo to, że mają o sobie bardzo wysokie mniemanie: myślą, że są najlepsi, najpiękniejsi, najmądrzejsi, że świat powinien leżeć u ich stóp, a każdy, kto się z tym nie zgadza, jest albo głupcem, albo wrogiem. I to, że nigdy nie szukają winy w sobie. Sprawca przemocy emocjonalnej ma wszelkie intelektualne narzędzia, by zorientować się, że zadaje komuś ból. Jednak zamiast do autorefleksji wykorzystuje je do zagłuszania wątpliwości i wyrzutów sumienia. To nie on jest zły: to jego druga połowa histeryzuje albo cierpi na chorobę psychiczną.

A co z płcią? W komentarzach pod tekstami o przemocy domowej, często można znaleźć uwagi w rodzaju: "Mężczyźni może częściej biją, ale to kobiety potrafią zgotować emocjonalne piekło".

 - Nie wydaje mi się, żeby to była prawda. Owszem, skala przemocy dotykającej mężczyzn jest niedoszacowana, choćby dlatego że oni rzadziej przyznają się, do bycia ofiarami. Jeśli jednak założymy, że bycie sprawcą przemocy psychicznej łączy się z narcyzmem , czy psychopatią, to tego rodzaju zaburzenia częściej diagnozuje się u mężczyzn niż u kobiet.

W opowieściach twoich bohaterek i bohaterów sprawcy wydają się być bardzo zdeterminowani: jeśli raz namierzą ofiarę, nie spoczną, póki jej nie zdobędą, a jak już zdobędą, to nie wypuszczą z rąk. Jakby postępowali według dobrze przemyślanego planu. Naprawdę mają jakąś strategię?

 - Bardzo często zadawałam to pytanie mojej terapeutce i ona zawsze odpowiadała: nie powinno cię to obchodzić. Zastanawianie się nad tym, co dzieje się w mózgu człowieka, który koncentruje się wyłącznie na zaspokajaniu własnych potrzeb, jest stratą czasu. Zamiast tracić czas, trzeba po prostu uciekać. A jeśli już koniecznie musimy się nad czymś zastanawiać, to lepiej nad tym, jak to się stało, że wpakowaliśmy się w taką relację i co możemy zrobić, żeby drugi raz nie popełnić takiego błędu.

Ofiary, o których piszesz, to ludzie wykształceni, obyci, często o wysokiej pozycji społecznej, zwykle mający już za sobą kilka związków. Jeśli ktoś taki nie jest odporny na przemoc psychiczną, to kto ma być?

 - Żaden czynników, które wymieniłaś nie czyni odpornym na przemoc.

Co więc uodparnia?

 - Może odwrotnie: najpierw powiem o tym, co sprawia, że jesteśmy na nią podatni. Uważać powinny osoby, które np. pochodzą z dysfunkcyjnych rodzin, mają za sobą nieudany związek czy w przeszłości doznawały przemocy. Mają emocjonalne braki, szukają ich zaspokojenia u kogoś, kto mówi im, czasem po raz pierwszy w życiu, że są piękne, wspaniałe, godne miłości. Sprawca instynktownie wyszukuje kogoś, kto akurat jest w życiowym dołku i łatwo złapie się na złudzenie, że nowy partner przychyli mu nieba.  Na tego rodzaju deklaracje na pewno nie da się jednak nabrać osoba pewna siebie, świadoma swojej wartości i umiejąca stawiać granice. Nie ma takich słów i obietnic, które potrafiłyby przekonać ją do wejścia w niebezpieczny związek, od razu wyczuje zagrożenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje