Reklama

Reklama

Po co bić? Są inne sposoby, by zamienić życie w koszmar

Zdarza się, że taki związek rujnuje emocjonalnie, ale działa na innej płaszczyźnie?

Reklama

 - Absolutnie tak i wydaje mi się, że jest to jeden z powodów, dla których tego rodzaju relacje są tak trudne do zakończenia. Bardzo wielu moich bohaterów opowiadało, że np. mieli wspaniały seks, toczyli inspirujące dyskusje albo łączyło ich przedziwne porozumienie: po kilku słowach na Messengerze potrafili odczytać swoje nastroje. Jeszcze raz odniosę się do mojej historii: terapeutka cyklicznie robiła ze mną pewne ćwiczenie. Dawała mi garść zapałek i kazała układać: po jednej stronie plusy, po drugiej minusy. Na początku zapałek po stronie plusów było bardzo dużo: że mnie rozśmiesza, że przy nim zapominam o problemach, że jest wybitnie inteligentny, że spędzamy fajnie czas. Po drugiej stronie zaś tylko kilka patyczków: że płaczę, że jestem zdenerwowana, że jestem zazdrosna. Jednak z czasem, proporcje między kupkami zaczęły się zmieniać. To było przerażające. Widziałam tę kupkę "złych" zapałek, taką dużą, coraz większą i wiedziałam co to znaczy, a jednocześnie nie potrafiłam wyjść z tej relacji. Tak bardzo uzależniłam się od wspomnienia, jak fajnie było na początku, że cały czas łudziłam się, że może ten związek nie jest aż taki zły, jak wynika z tego, co widać gołym okiem.

Jaki wysiłek - emocjonalny, intelektualny - trzeba wykonać, żeby powiedzieć sobie: jestem ofiarą przemocy, mój związek nie działa dobrze, powinnam odejść?

 - Obawiam się, że jak w każdym innym uzależnieniu, potrzebny jest jakiś rodzaj upadku. Impuls, który sprawi, że nie będziemy mogli dłużej udawać, że to są zwykłe nieporozumienia, tylko coś bardzo złego, przed czym uratować nas może tylko ucieczka.

Co może być upadkiem?

 - Jedna z moich bohaterek przywołuje taką scenę: mąż przyciska jej kolanem grdykę i zaczyna dusić. Jej trzyletni syn, słysząc charczenie, wbiega do pokoju i krzyczy: nie zabijaj mojej mamy! To może być upadek. Może też nim być zobaczona na własne oczy zdrada, przyłapanie na kłamstwie albo świadomość, że coś złego może stać się dziecku. Każdego, kto jest w takim momencie namawiam, żeby zaczął czytać książki psychologiczne.

Książki pomagają?

 - Ja, kiedy byłam już bardzo wyczerpana, gdy miałam myśli samobójcze, trafiłam na książkę "Moje dwie głowy" Mai Friedrich, w której opisany jest przemocowy związek. Czytałam i myślałam: "Ojej, więc to nie jest tak, że tylko mnie przydarzyło się coś dziwnego. To nie jest normalna relacja, w której ludzie, jeśli się nie kochają, to po prostu mówią sobie: "żegnaj". To jest coś innego, coś o wiele gorszego". Skontaktowałam się wtedy z autorką tej książki, a ona podsuwała mi różne lektury: o narcyzach, o osobach z rysem psychopatycznym, o kobietach które kochają za bardzo i mężczyznach unikających bliskości. Podsuwała mi je i mówiła: czytaj, bo z wiedzy przychodzi siła, by się uwolnić.

Jak bardzo wychodzenie z przemocowej relacji przypomina wychodzenie z nałogu? Jeśli można użyć takiego porównania.

 - Można, bo to jest uzależnienie. I jak w przypadku każdego uzależnienia, tak i tu odwyk wymaga całkowitej abstynencji: zerwania kontaktu, nieodbierania telefonów, zablokowania na komunikatorach. Są również pokusy, by wrócić do używki. Bohaterowie opowiadali mi, że wielokrotnie podejmowali próby ucieczki, które sprawca udaremniał, bo przecież jemu wypuszczenie ofiary z rąk zupełnie się nie kalkuluje. Kto chciałby stracić istotę, która wpatruje się w niego jak obrazek, spełnia zachcianki i jest na każde zawołanie? Kusi więc: zaczniemy wszystko od nowa, będzie cudownie, ja już wszystko zrozumiałem. Wtedy ofiara zwykle wraca i rzeczywiście wszystko zaczyna się od nowa, tyle że według starego scenariusza. Rzadko kiedy udaje się więc wyrwać za pierwszym razem, ofiary mówią jednak, że warto próbować, bo każde takie doświadczenie czyni silniejszym.

Uzależnionym jest się do końca życia, a ofiarą przemocy?

 - U wszystkich, z którymi rozmawiałam, było podobnie: kiedy tylko zaczynali opowieść natychmiast drżał im głos i trzęsły się ręce. "Nawet, teraz kiedy o tym mówię jest mi słabo, jest mi niedobrze, boli mnie brzuch", powtarzali. Ślad zostaje więc na zawsze.

Smutna perspektywa.

 - Pozytywne jest to, że wiele ofiar mówi, że nie żałuje tej relacji, bo dzięki niej zmusili się do pracy nad sobą. Sprawcy nie zmienimy, możemy za to zmienić siebie. Jeśli przestaniemy skakać w każdy nowy związek jak na główkę do pustego basenu, jeśli nauczymy się nie oddawać od razu wszystkiego, co mamy, jeśli będziemy wiedzieć, jak stawiać granice, to może po latach spotkanie z kimś takim nie będzie już dla nas niebezpieczne, bo agresor nie będzie miał nad nami żadnej władzy. Przestaniemy potrzebować jego "gwiazdki z nieba", będziemy mieć własną.

Którykolwiek z twoich bohaterów otrzymał zadośćuczynienie za to, co go spotkało?

 - Puenta będzie smutna: nie. Żadna z ofiar nie doczekała się i nigdy nie doczeka szczerych przeprosin. Sprawcy przemocy psychicznej, jeśli przepraszają, to tylko po to, by załagodzić sytuację i znów zwabić ofiarę do siebie. To smutne, bo wiele osób mówi, że gdyby usłyszały "przepraszam", łatwiej byłoby im zamknąć ten rozdział, a tymczasem sprawca chodzi z podniesioną głową. Dla świata nadal jest przystojnym, mądrym człowiekiem sukcesu i pewnie nikt nie dowie się, jakie piekło potrafi zgotować. Może poza tymi, którzy również złapią się na jego sztuczki. Bo on będzie polować na kolejne ofiary.

Renata Kim: Dziennikarka, absolwentka orientalistyki na UJ.  Pracowała w RMF FM, Trójce i Sekcji Polskiej BBC. Pisała dla "Dziennika", "Przekroju" i "Wprost". Obecnie jest szefową działu Społeczeństwo w tygodniku "Newsweek". Autorka książek Wyjście z cienia (2010) i Ostatnie słowo (2011).

***

#POMAGAMINTERIA

Zróbmy małym pacjentom prezent na Dzień Dziecka

W Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie, na II piętrze, w budynku najbardziej oddalonym od wejścia, znajduje się mały oddział - Oddział Przeszczepiania Komórek Krwiotwórczych z sześcioma izolatkami. To tutaj trafia część dzieci chorych na nowotwory, żeby skorzystać z - czasami ostatniej - szansy powrotu do zdrowia i życia. Stowarzyszenie Koliber prowadzi zbiórkę, by z okazji Dnia Dziecka podarować małym pacjentom - nie zabawki, bo ich tam nie mogą mieć - ale m.in. nowe materace i pościel.

Sprawdź szczegóły >>>

WESPRZYJ ZBIÓRKĘ >>>


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje