Reklama

Reklama

Po rozwód jak do sklepu?

Niestety jak wynika z przeprowadzonych badań, w Polsce coraz więcej małżeństw kończy swój żywot w ten właśnie sposób. Tylko w ciągu ostatnich kilku lat (od 2000 r.) ilość przeprowadzonych spraw rozwodowych zwiększyła się dwukrotnie.

Konkretna ilość rozwodów nie daje pełnego obrazu sytuacji rodziny w Polsce..

Trudno jest jednoznacznie stwierdzić ile tak naprawdę par żyje w separacji i z różnych przyczyn nie finalizuje rozpadu małżeństwa na drodze sądowej. Dlaczego ilość rozwodów rok rocznie rośnie, jakie są ich przyczyny i jakie są szanse na uratowanie małżeństwa?

Niezgodność charakterów, alkoholizm i seks

To najczęściej podawane w pozwach przyczyny rozpadu małżeństwa. Prawie żadna z zapytanych osób nie przypuszcza, że banalne trudności pojawiające się w jej związku mogą być przyczyną jego przyszłego rozpadu. Po prostu trudno jest uwierzyć, że rozpoczyna się to właśnie od tych zwyczajnych drobnych nieporozumień.

Reklama

Często słyszymy stwierdzenie "ja i mój mąż mamy ostatnio ciche dni". Dobrze to czy źle? To zależy.

Jeśli pojawia się problem to często jak z automatu idzie za nim sprzeczka czy kłótnia. Nieraz trudno jest wyciągnąć dłoń na zgodę , nawet mając świadomość tego, że tkwi się w błędzie i druga strona ma rację.

Jeśli taki stan nie trwa długo nie jest szkodliwy dla związku, nawet dodaje mu potocznego smaczku. Dłużej trwające spory zazwyczaj przechodzą w poważne kryzysy kończące się rozpadem związku.

Nie istnieją żadne testy czy badania, na podstawie których można stwierdzić, że konkretne dwie dorosłe osoby pasują do siebie pod względem charakteru.

Wszystko zależy od nas samych. Od umiejętności przyjmowania krytyki i wykorzystania jej w taki sposób, aby nie popełniać wciąż tych samych błędów. Od dojrzałości uczucia pomiędzy partnerami. A przede wszystkim od tego czy potrafimy szanować partnera i pójść nieraz drogą kompromisu.

Sztuka kompromisu często jest niestety wykorzystywana jako broń do uzyskania własnych celów. Postawa taka nie jest godna pochwały. No ale, jeśli pojawia się temat wyboru miejsca na wakacje, ustalenia terminu odwiedzin teściowej, zagadnień dotyczących wychowania dziecka, spędzania czasu ze znajomymi , a wreszcie najważniejsze wydawania pieniędzy i seksu, nierzadko trudno dojść bez drobnej szarży do porozumienia obu stron.

A przecież te wszystkie zagadnienia ściśle związane są ze zwykłą codziennością.

Wspólne dążenie do zadowolenia z podejmowanych decyzji daje obu partnerom wiele satysfakcji. Dotyczy to także sfery intymnej. Upodobania seksualne partnera niekoniecznie muszą odpowiadać drugiej stronie. Zanim wprowadzimy pikantne metody urozmaicenia naszego pożycia małżeńskiego dobrze jest ustalić granice wprowadzanych zmian z drugą stroną , nie narzucać despotycznie własnych pragnień.

Skupianie się na własnych potrzebach wyzwala egoistyczne pobudki. Egoizm zdecydowanie wyklucza możliwość trwania w udanym związku.

Jeśli umiemy z nim walczyć mamy szanse, jeśli poddamy się mu możemy być pewni, że stracimy ukochaną osobę. Niezdolność do podjęcia współżycia jest często gorsza od nadmiernego popędu partnera czy partnerki. W tej kwestii znacznie trudniej jest uporać się z problemem. Seks jest przecież integralną częścią związku.

Jeszcze ciężej jest zawalczyć o małżeństwo, gdy przyczyną kryzysu jest choroba alkoholowa.

Tutaj pojawia się problem samokontroli nad fizyczną i psychiczną potrzebą picia osoby uzależnionej, która krzywdzi siebie, ale przede wszystkim współmałżonka i jeśli są w rodzinie - krzywdzi bezpowrotnie dzieci.

Człowiek popadając w stan upojenia nie potrafi panować nad swoimi emocjami. Łatwo popada w agresję, co często daje początek konfliktu z prawem. Współmałżonek mający partnera alkoholika zazwyczaj początkowo bagatelizuje problem.

Dopiero w momencie, gdy pojawiają się poważne trudności spowodowane chorobą alkoholową żony - męża, próbuje dotrzeć do sedna problemu i pomóc w powrocie do normalnego życia. A jest to nie lada zadanie.

Nieraz wyczerpanie z powodu braku widocznych efektów zdrowienia powoduje załamanie i utratę nadziei. Brak woli walki z nałogiem uzależnionego, przykre konsekwencje odbijające się na dzieciach powodują załamanie ducha walki i podjęcie decyzji o rozejściu. Jednak problem alkoholizmu nie jest najczęściej podawanym powodem we wnioskach rozwodowych. Dlaczego?

Otóż, głęboko zakorzenione w świadomości społecznej poczucie wstydu, posiadania męża pijaka, czy żony pijaczki powoduje, że alkoholizm zostaje utajony.

Emigracja zarobkowa

Do niedawna emigracja zupełnie nie kojarzyła się z problemem rozpadu rodziny. A tymczasem demografowie alarmują, jakoby w tym roku miała się rozpaść co trzecia polska rodzina! Ciągle wzrastający boom emigracyjny w ostatnim czasie trochę zwolnił tempo, ale ilość tych, którzy już wyjechali w celach zarobkowych i zostawili tutaj w Polsce bliskich jest na tyle olbrzymia, że widmo statystyki rozwodów za bieżący rok staje się coraz bardziej niepokojące.

Zagraniczny wyjazd do pracy planujemy zazwyczaj na 2-3 lata. Tak po prostu, żeby się odkuć. Spłacić zaciągnięty kredyt, zarobić na budowę wymarzonego domu. Wszystko to dla spełnienia wspólnych oczekiwań i zamierzeń.

Ale życie na odległość nie służy na dłuższą metę nawet najtrwalszemu związkowi. Przyjazdy na widzenia do domu kilka razy w roku nie załatwiają sprawy bliskości, czułości i budowania związku na silnym fundamencie.

Zaczyna się banalnie, bo od zdrady. Najczęściej to mężczyźni nie wytrzymują napięcia seksualnego i kierowani impulsem zdradzają. Żona i dzieci, które pozostały w kraju nie wydają się im przeszkodą do budowania nowego związku.

Ale istnieje też odwrotny mechanizm. Rozmowy ze współmałżonkiem przebywającym na obczyźnie nie dość, że rzadkie skupiają się głównie na kwestiach finansowych.

Partner pozostający w kraju przyzwyczaja się do życia bez drugiej połowy. Wiele decyzji podejmuje z braku aktualnie innej możliwości samodzielnie, nie ma wsparcia w życiu codziennym, zauważa, że relacje z dziećmi zarobkującego rodzica są słabe i przychodzi taki moment, w którym zdaje sobie sprawę, że związek, w którym tkwi tak naprawdę nie jest udany. Ale są też na szczęście małżeństwa, w których silne przywiązanie i świadomość dużej tęsknoty za bliskimi nie pozwala na podjecie decyzji o wyjeździe, pomimo trudnych warunków materialnych.

Społeczna aprobata

W czasach, gdy nasze mamy dorastały pojęcie rozwodu było rzadko spotykane. Osoba rozwiedziona była traktowana wyjątkowo nieprzychylnie i uznana za kogoś w rodzaju "innego człowieka". W każdym bądź razie w negatywnym tego słowa znaczeniu. Bycie rozwódką czy rozwodnikiem nie przynosiło chluby. Na pewno nie warto się było tym afiszować. Dzisiaj regulacje prawne są mniej skomplikowane, a społeczny punkt widzenia również uległ zasadniczej zmianie.

W czym doszukiwać się takiego obrotu spraw? Bieg cywilizacyjny, różnorodność i duża dostępność wszelkiego rodzaju produktów, szybki rozwój techniki, rozluźnienie obyczajowości seksualnej i ciągłe dążenie do samorealizacji i samokształcenia spowodowały uzyskanie społecznej aprobaty względem zagadnienia rozwodu.

Człowiek skupiając się na własnym zaspokojeniu łatwo rezygnuje z walki z napotkanymi problemami. Tym samym, gdy pojawiają się trudności w małżeństwie często prowadzi prowizoryczną próbę uratowania go , ale w świadomości głęboko jest przekonany, że rozwód jest najlepszym rozwiązaniem, bo pozwoli mu na znalezienie lepszego partnera, a zatem łatwiejszego i lepszego życia.

Czy łatwo tak naprawdę uzyskać rozwód?

W przypadku zawarcia małżeństwa poprzez ślub kościelny są dwie drogi do pokonania, aby całkowicie odzyskać wolność. Droga cywilna i kościelna. Pierwsza jest łatwiejsza - oczywiście zależy to od konkretnego przypadku i nie jest to norma. Podstawą do jego uzyskania jest trwały rozpad więzi uczuciowej i fizycznej w związku.

Orzekany jest zawsze o winie jednego ze współmałżonków, chyba, że chcąc zachować dystans do sprawy i oszczędzić sobie przykrości chcą się rozstać pokojowo. Całe zamieszanie najczęściej tworzy się wokół podziału majątku i ustalenia prawa do opieki nad dziećmi.

W zależności od okoliczności sprawy i stopnia utrudnienia przysłowiowych kłód stawianych sobie przez małżonków pod nogi, sprawa rozwodowa trwa od kilku miesięcy do roku czasu. Ale spotykane są przypadki, gdzie ciągnie się latami.

Uzyskanie rozwodu prędzej czy później jest pewne i pozwala na powtórne zawarcie związku małżeńskiego, ale tylko na drodze cywilnej.

A co na to kościół? Większość naszego społeczeństwa ma wyznanie rzymsko-katolickie no i tutaj pojawiają się duże utrudnienia dla wierzącej części rozwiedzionych.

Wiele osób po rozwodzie cywilnym stara się o uzyskanie rozwodu kościelnego, a mówiąc w języku kleru o uzyskanie stwierdzenia o nieważności zawartego małżeństwa. Tyle, że w tym wypadku pojawiają się schody.

Kościół nie aprobuje rozpadu i bazując na własnym prawie, prawie kanonicznym bardzo szczegółowo i skąpo określa przypadki, gdy można uzyskać takie unieważnienie.

Sama formalna droga nie jest bardziej przyjemna od tej cywilnej. Jako podstawy do uzyskania unieważnienia najczęściej wymieniane są brak osiągnięcia przez mężczyznę wieku lat 18, a przez kobietę lat 16, ubezwłasnowolnienie jednej ze stron, zatajenie choroby psychicznej lub impotencji, zawarcie ślubu kościelnego będąc już we wcześniej zawartym małżeństwie sakramentalnym, pokrewieństwo, niezdolność psychiczna do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich.

Sprawie kościelnej towarzyszą niezbyt przyjemne przesłuchania, gdzie pod nadzorem krytycznego oka kapłana trzeba wykładać niejedną tajemnicę alkowy. Sprawa ciągnie się latami z niewiadomym końcowym efektem.

W razie nie uznania można się odwoływać, ale to nie daje gwarancji sukcesu. Prawo kanoniczne według którego sędziowie sądu metropolitalnego ściśle oceniają sprawę nie zmienia się przecież gwałtownie wraz z biegiem lat.

Istnieje profilaktyka?

Raczej nie. Nie oszukujmy się, ale jeśli stałość i podejmowanie trudu walki z przeciwnościami nie są jak to dzisiaj słyszymy trendy raczej nie nastąpi nagły i zdecydowany ubytek liczby rozwodów.

A jakość naszego życia będzie w dalszym ciągu oceniana przez pryzmat ilości, marki, statutu społecznego i samorealizacji. Jeśli chcemy ustrzec się przed tym przykrym doświadczeniem może mamy możliwość zrobienia czegoś co nas ochroni?

Będąc wolnymi osobami starajmy się o naukę samokrytyki, nie bądźmy powierzchowni co pozwoli nam na właściwą ocenę sytuacji czy osoby i odpowiedzmy sobie samemu na pytanie czego tak naprawdę oczekujemy.

Pamiętajmy, że szacunek i uczciwość przewyższa swoją wartością uczucie fascynacji. Jeśli jesteśmy związani i w naszym związku pojawiły się problemy, nie składajmy łatwo broni. W ogóle nie walczmy z bliską nam osobą.

Bądźmy wytrwali. Dodajmy związkowi świeżości. Nauczmy się na nowo odkrywać partnera i rozmowy z nim. A jeśli sytuacja materialna skłania nas do zastanowienia nad wyjazdem w celu zarobkowym, przeanalizujmy wpierw jaki wpływ wywrze on na naszej rodzinie i czy oprócz korzyści finansowych nie przyniesie na innym polu samych strat.

MWMedia
Dowiedz się więcej na temat: małżeństwa | rozwód

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy