Reklama

Reklama

Polka w łóżku cz.2

Przedstawiamy raport o seksualności Polek. Przeczytaj pierwszą część Polki w łóżku

Solistka w łóżku

Joanna: abstynencja i codzienny seks - W kieszonkowym kalendarzyku na marginesie pojawia się symbol ". Pozioma ósemka jak symbol nieskończoności. W notesie na rok 2008 są trzy. W tym z 2007 dziewięć. Ilekroć Joanna uprawia z mężczyzną seks po raz pierwszy, rysuje malutką ósemkę. Zalicza nie tylko "pełny stosunek", ale także miłość francuską i pieszczoty zakończone orgazmem. Obok pojawia się czasem uśmiechnięta buźka albo cyfry. - To mój ranking. W skali od jednego do dziesięciu najwyższa pozycja to siedem - mówi. - Bez uczucia trudno o seks na "dziesięć".

Reklama

Wielkanoc 2005. Joanna spędza pierwszą noc w nowym łóżku. Całe ma dla siebie. Właśnie po długim kryzysie odeszła od partnera. - Ten związek od początku był skazany na porażkę - mówi smutno. - Był świetny seks. I tyle. Po dwóch miesiącach wpadka i próby: "Bądźmy razem dla syna". - Hubert, elokwentny, przystojny architekt, okazał się zazdrosnym tyranem, zamiast rozmów były rękoczyny - mówi Joanna. Wyprowadza się z synkiem i poczuciem "zdeptanej kobiecości", choć jest atrakcyjną 32-latką. Często słyszy: "Wyglądasz na 25 lat". Hubert tak nie uważa: "Starzejesz się, nikt cię nie tknie".

Joanna musi podreperować poczucie wartości. "Poprzeglądam się w oczach facetów - postanawia. - Sześciopak prezerwatyw przy łóżku i profil na serwisie randkowym. Miłość sprowadzę do libido. Dziesięć razy się zastanowię, zanim oszaleję z zakochania". Jej przyjaciółka Magda, samotna matka, traktuje facetów instrumentalnie. "Mam takie równanie na kochanka - żartuje - wzrost kandydata razy obwód klatki piersiowej razy wartość jego samochodu". Magda stosuje algorytm i kwitnie.

Idź już do domu

Poczucie kobiecości poprawia pierwszy "kochanek". Miesiąc po odejściu od Huberta Joanna rozmawia na czacie portalu single.pl Użytkownik o nicku Nero ma fajny opis: "Wykształcony, dobrze zbudowany fan żeglarstwa". Klik, Joanna wysyła odpowiedź: "Tak, możemy się spotkać". Kolacja w restauracji. Flirt, stroszenie piórek. Parę zdań o pracy: "Jestem szefową departamentu komunikacji w banku". Potem test kulturalny: "Czytałeś ostatniego Murakamiego? Znakomity". I przechwałki, kto jest lepszym narciarzem, kto zna się na winach, w jakim sosie krewetki są najsmaczniejsze. "To kiedy gotujemy razem?", Joanna proponuje zalotnie. Lądują w łóżku. Tomasz dobrze całuje, sprawnie pieści. Tylko... - Chciało mi się śmiać, kiedy zbyt ekspresyjnie zaczął sapać - opowiada. - Dałam mu jeszcze dwie szanse, ale jęczenie było zbyt aseksualne.

Zalicza kolejnych "poprawiaczy". Co wieczór kładzie synka i siada przed komputerem. Ten sam rytuał: łyk wina i czytanie wiadomości na randkowym portalu od Pablo 77, Tomtoma, Mr Boogiego. Niektórych spotyka w realu. Na przykład żonatego jubilera. - Facet miał gest: najdroższe prezenty i przedpotopowa wiedza o seksie. "Zgaśmy światło", proponował, znał tylko pozycję klasyczną. Zresztą nie szukał kochanki, tylko żony - kręci głową Joanna. "Pobierzmy się", zaproponował. Wykasowałam z telefonu jego numer. W ciągu kilkunastu miesięcy Joanna idzie do łóżka z rozwodnikiem ("imponująca technika, ale po seksie usłyszałam: kocham żonę, i wymiękłam"), ultraprzystojnym snowboardzistą ("piękne ciało, czuły i po seksie wgapiony w Eurosport").

Przez jej sypialnię przewija się jeszcze kolega z pracy ("półimpotent, który potraktował spotkanie jako drogę do awansu, nie zasłużył") i narzeczony z podstawówki odnaleziony na Naszej-klasie.

Żadnemu z kochanków Joanna nie pozwala zostać na noc: "Żeby Mateusz nie spotkał rano w kuchni nieznanego wujka". Korowód chłopców do towarzystwa dzwoni przez kilkanaście miesięcy. Z czasem rzadziej. Joannę nudzi przeglądanie się w oczach kochanków.

Recepta hipokratesa

"Nie krytykuj masturbacji, to seks z kimś, kogo kochasz" - Joasi podoba się hasło Woody´ego Allena. Od pół roku ma orgazm, kiedy zechce. Na wyciągnięcie ręki. W szufladzie obok łóżka trzyma wibrator. Kupiła najdroższy, jaki znalazła w sex-shopie. - To lekarstwo na zły humor - opowiada. - Już Hipokrates zalecał dotykanie narządów płciowych na wahania nastroju i bezsenność. Czasem Joanna budzi się w nocy i sięga do szuflady. - Przynajmniej mam regularne orgazmy - zapewnia. Proste zaspokojenie ciała, odjazd, a potem błyskawiczny sen. "Panie Boże, spraw, żebym zakochała się z wzajemnością" - myśli co wieczór. Już nie chce sześciopaku prezerwatyw.

- Miłości nie da się sprowadzić do libido - mówi. - Po seksie z kochankiem nie potrafiłam się odprężyć. "Idź do domu", musiałam jak najszybciej wyrzucić faceta z sypialni. A rano był kac po pseudouniesieniach, bo wiele orgazmów udawałam. Patrzyłam na malinki na szyi albo pogniecione prześcieradło, czułam pustkę i niesmak. Na poziomie ciała było fajnie. Znośnie. Emocjonalnie: dramat! Żadnemu z nich nie spojrzałam w oczy w czasie seksu ani po.

Proteza

Niedawno Joanna wymyśliła własne równanie. A raczej test. Nie na kochanka, tylko partnera. Rozgląda się na skrzyżowaniu: jest przystojny facet. Wygląda inteligentnie. Ma dobry samochód - znaczy ma pieniądze, znaczy jest zaradny. Asia patrzy w oczy kierowcy i zastanawia się: "Czy zniosłabym z tobą poranne spotkanie w kuchni? Czy potrafiłabym dać ci czułość, pieszczotę?". Odpowiedzi jak dotąd negatywne. "Może to wciąż jednak zdeptana kobiecość?", zastanawia się głośno. - W łóżku już wiem, że rządzę i ustalam reguły, ale potem czuję strach. Boję się poranku, kiedy trzeba sprawdzić się w codzienności: w miłości, bliskości innej niż pozycja sześć na dziewięć, pokochaniu mojego synka. Jeszcze nie jestem gotowa na takie wyzwanie. Ale już nie wierzę w singielski seks dla higieny. To proteza.

W samochodzie Joasi na siedzeniu pasażera leży gazeta. W środku artykuł: "Histeriqueando". - Tak na południu Hiszpanii mówi się o 30-latkach, którzy na imprezach tańczą wyzywająco, całują się i rozbierają, po czym grzecznie wracają do domu - tłumaczy. - Bez finału w łóżku, bo tak naprawdę interesuje ich głębsza relacja, bliskość. Chcę tego samego.

Poziome ósemki w kalendarzyku zastąpiła grafikiem zajęć: boks dla kobiet ("zapewnia emocje na wysokim c"), czwartkowe damskie kolacje ("gotowanie wymyślnych potraw plus Bergman, Herzog albo Kieślowski"). - Teraz mam kilka protez, wypełniaczy pustki i tęsknoty za stałym związkiem - mówi Joanna. - Jak skopię ogródek, polatam na paralotni i podyskutuję o filmie, nie muszę poprawiać sobie samooceny seksem na tróję. Więc zdecydowała, że w kalendarzu na 2009 rok nie ma miejsca na przypadkowe poziome ósemki. - Chciałabym narysować jedną. A potem już nigdy nie kupować kalendarzyków.

Bez żaru

Milena i Artur: raz na trzy miesiące - "Kolacja!", Milena woła męża i córki. Zapala lampę w kuchni. Abażur kołysze się miarowo. "O nie, znowu", uśmiecha się do siebie i podkręca głośniej radio. Małżeństwo piętro wyżej uprawia seks. Skrzypi łóżko. Cienkie ściany w PRL-owskim budynku nie zapewniają intymności. Kiedy Artur sięga po chleb, spogląda na żonę: "Kochanie, kiedy poprzeszkadzamy sąsiadom? - Chcesz jeszcze łososia?" - Milena całuje go czule.

Następnego wieczoru otwiera czerwone wino. "Nie lubię się kochać - myśli - ale lubię mojego męża. Dziś to zrobimy", nalewa sobie kieliszek. "Za rozbujaną lampę", puszcza oko do Artura. Sprawdza, czy dzieci śpią, i wskakuje do łóżka. "Pomiziaj mnie po plecach". Kiedy Artur zaczyna głaskać ją po pupie, nie protestuje jak zwykle. Odwraca się do męża: "Kochasz mnie?", pyta. To jej zaproszenie do seksu. Pierwsze od siedmiu miesięcy.

- Gdyby wymyślili viagrę dla kobiet - marzy Milena. - Taką "pstryk" i jestem gotowa...Wykupiłabym zapas ze wszystkich aptek. Nie czuję podniecenia. Przyczyna nieznana. Badania hormonalne mam w normie. Ginekolog nie stwierdził przeszkód anatomicznych. Nie jestem ofiarą przemocy seksualnej... Też chcę jak inne kobiety drżeć, wzdychać, jęczeć. Erotyczne dreszcze? Jestem ich pozbawiona! Koleżanki uprawiają seks dwa, trzy razy w tygodniu. Nasza średnia jak dotąd liczy się w kwartałach - mówi.

W szafie Mileny zaskakujący widok. Kwieciste sukienki, spódnice, apaszki. Kobiecy styl. - Za to w szufladzie z bielizną zestaw aseksualny. - W stylu naszych babć - pokazuje. Luźne bawełniane majtki z wysokim stanem, zabudowane biustonosze bez usztywnień. - Coś nie tak jest z moim ciałem. Odkąd pamiętam, jest nadwrażliwe. Czasem boli jak podczas grypy z gorączką, więc nie włożę stanika z koronką. Nie wyobrażam sobie noszenia stringów ani pończoch. Wciąż mnie coś boli, kłuje, łaskocze, uwiera. Najlepiej czuję się w wannie pełnej ciepłej wody i piany. Może dlatego nie odkryłam radości dotykania, szczypania, drapania. Kiedy Artur tuli moje piersi, odruchowo przenoszę jego dłoń. "Auuu, łaskocze", myślę. Dlaczego się nie podniecam?

Idź na żywioł!

1998 rok. Początek miłości. W namiocie na wydmach Milena kocha się z Arturem kilka razy dziennie. Nie ma orgazmów ("jeszcze musimy się siebie nauczyć", uspokaja się), choć chłopak dba o jej potrzeby. "Lubię, kiedy pieścisz mój brzuch, uda", mówi otwarcie ukochanemu. Dwanaście miesięcy później. "Skarbie, upadłeś na głowę?! - karci Milena, kiedy mąż próbuje rozpiąć guziki jej bluzki. - Julka płacze, muszę ją nakarmić". Od trzech miesięcy jest mamą. - Urodziła się nam cudowna dziewczynka, która zupełnie zabrała mi ochotę na seks - twierdzi. - Jej potrzeby przysłoniły wszystko. Stałam się psychomatką. Julka ma siedem miesięcy, kiedy Artur pierwszy raz po porodzie kocha się z żoną. - "Ta-ak, o ko-cha -nie!", Milena udaje orgazm, żeby nie czuł się odrzucony. Następny seks "przytrafia" się w pierwsze urodziny Julki. - "Możemy się kochać bez zabezpieczeń? - pyta Artur. - Spokojnie. Dopóki karmię piersią...". Trzy tygodnie później Milena pokazuje test: dwie niebieskie kreski. Znowu jest w ciąży. Wysokiego ryzyka. - Moje libido sięgnęło dna. - opowiada. - Panicznie bałam się stracić dziecko. Po porodzie nie jest lepiej. Codzienność wychładza pożądanie. Wieczne niedospanie, bo córki budzą się w nocy. Powrót do pracy. "Muszę udowodnić, że zasługuję na awans", postanawia. Na liście "spraw ważnych" tyle punktów do zaliczenia: szczepienie dzieci, fuchy, żeby spłacić kredyt, remont. Miejsce na seks? "Seks? A co to jest seks?", żartuje wtedy Milena.

Czas na zmiany

Rok temu. Artur odbiera telefon: "Żona nie może rozmawiać, bo... wymiotuje. A nie, nie ma czego gratulować. Chyba że zaszła w ciążę wiatropylnie" - to jedyny sarkazm, na jaki sobie pozwala. - Anioł - mówi o mężu Milena. - Przez pięć lat znosi kolejne: "Nie dzisiaj, padam ze zmęczenia". Kochamy się raz na kilka miesięcy. "Sam sobie pomogę", komunikuje, kiedy przytulanie już mu nie wystarcza. - "Ale z was fajna rodzina" - powiedziała niedawno sąsiadka. - Fajna - zapewnia Milena. - Artur mógłby poszukać kochanki, podoba się kobietom. "Niezłe ciacho", podsumowała go koleżanka z biura. A "ciacho" widzi mnie rano we flanelowej piżamie i komplementuje: "Uwielbiam twoją szyję, piersi". Zalewa mnie czułość, robię mu kanapkę na drugie śniadanie. Kiedy ją odpakuje, zobaczy żółtą karteczkę z napisem: "Te jubesc" ("kocham cię" po rumuńsku), innym razem: "Eg elska thig" (islandzku) - piszemy sobie wyznania we wszystkich językach świata. Nasz związek opiera się na bliskości, intymności. W tym samym momencie mówimy to samo. Ale w seksie nie ma uniesień, jestem konserwatywna. Kochamy się po ciemku, po bożemu. "Idź na żywioł! Podaruj partnerowi seks oralny. Oczekuj rewanżu", czytam w gazetach i wzdrygam się. Żywioł nie dla mnie.

Milena wie: nie szukała supersamca. W szkolnej ławce kilkanaście lat temu poznała Artura, chłopaka, który kocha ją spokojną miłością. A ona nie chce powielić wzorca rodziców. - Oni mieli fajerwerki - opowiada. - Tata był tyranem, który egzekwował "obsługę": obiad, sprzątanie, seks. "Zamknij się", nie szanował mamy. Parę razy siłą wepchnął ją do sypialni. Nie widziałam za to, żeby ją przytulał. Kłócili się, a potem godzili w łóżku. Ojciec kiedyś powiedział: "Ten twój Artur to przypadkiem nie gej? Jakiś taki uległy... - Przynajmniej nie jest bulterierem jak ty!" - nie wytrzymałam.

Za kilka dni Artur kończy 40 lat. "Przeczytać ci horoskop? - Milena przegląda przy śniadaniu gazetę. - W nadchodzącym tygodniu... ble, ble, ble... - przebiega wzrokiem po kolejnych zdaniach. - O, to fajne: "Jedyną stałą jest zmienność. Czeka cię wielka niespodzianka". - Zrobimy sobie trzecie dziecko? Może tu na blacie kuchennym - zaczepia Artur. - To byłby fajny prezent. Ale może też być kolacja i film na DVD".

"Poproszę ten bordowy biustonosz", kilka godzin później Milena ogląda seksowny komplet. Żeby miał dużo koronek. - "Nada się na urodzinową kolację z mężem? - pyta. - Znakomity wybór" - słyszy od sprzedawczyni, Oprócz bielizny kupuje "Emmanuelle", klasykę erotyki. "Zaskoczę Artura", myśli. "Jedyną stałą jest zmienność...", przypomina sobie poranny horoskop.

Poligamistka na rauszu

Zośka: codziennie - "Co dziś robisz?", "Widzimy się wieczorem?", "Jakie plany na tę noc?", Zośka odbiera niemal takie same SMS-y. Od trzech różnych mężczyzn. "Na kogo mam dziś ochotę? - zastanawia się. - Może najpierw zjem obiad z Pawłem, poplotkujemy sobie na jego kanapie albo w łóżku. A na noc pojadę do Mikołaja. Obejrzymy Całkowite zaćmienie Holland, potem się pokochamy". Do Roberta wysyła lakoniczny SMS: "Jestem zajęta". Plus uśmieszek, żeby nie było mu przykro. Zresztą zaledwie dziś rano wyszła z jego sypialni.

Zosia, studentka Filmówki, początkująca pisarka, jest wielką fanką seksu - tak o sobie mówi. Buzia aniołka, drobna sylwetka. "Wyglądasz jak Scarlett Johansson, tylko młodziej", słyszy. Ma 25 lat i osiemnastu partnerów na koncie. Do niedawna sypiała głównie z "jednorazówkami" - mężczyznami na jedną noc. Od pół roku żyje w stałym związku. Precyzyjnie: w trzech związkach - z Pawłem, Mikołajem i Robertem. - Chodzi o seks - mówi - ale w każdym z nich jestem zakochana. Przynajmniej czasami.

AutoBiografia

Październik 2008. Zajęcia ze scenopisarstwa. "Wykładowca zadaje etiudę. Temat: "Kochać inaczej". Studenci piszą o lesbijkach, o miłości w domu starców. "Napiszę autobiografię", postanawia Zośka. Tytuł: "Żyję szybko, kocham szybciej". Bohaterce nadaje imię Simona. Zadanie domowe to typologia kochanków. "Miki. 27 lat. Chciałby być jak ojciec chrzestny - notuje w didaskaliach. - Uwielbia władzę. Im więcej na koncie: pieniędzy, panienek, tym lepiej. Znajomość kończy po trzecim seksie. Z Simoną sypia od roku kilka razy w tygodniu". Opis Roberta zaczyna od: "Dwa razy starszy, dziennikarz. Lubi jointy, po nich pisze najlepsze felietony. W seksie prześcignął Mickeya Rourke´a z Dziewięć i pół tygodnia. Troskliwy i doświadczony. Tylko z nim Simona pozwala sobie na fantazje. W jednej ze scen ma znaleźć na poduszce jedwabny szalik z notatką: Zróbmy to po omacku". Następny bohater: "Paweł, 25 lat. Status: czasem kolega, czasem kochanek. Bohaterka nazywa go Fuckfriend. Gotowy i na kino, i na łóżko. Wygląda jak Woody Allen. Tyle też wie o seksie. W torbie z laptopem ma komplet kolorowych prezerwatyw".

Praca jest oceniona na szóstkę. Koleżanka po zajęciach dopytuje: "Jak ty przyciągasz tych facetów? - Nie wiem", Zośka wzrusza ramionami. Już to przemyślała: - Jestem kumpelką i kochanką. Dlatego się podobam - tłumaczy. - Mam parę trików. Podrywam na dziewczynkę. Bluza z kapturem, słodki głosik jak pszczółka Maja. Spuszczam wstydliwie wzrok, wykrzywiam stopy do środka. Wysyłam wtedy komunikat: "Zaopiekuj się mną", mężczyźni to uwielbiają. Do tego mocny makijaż, a pod bojówkami pończochy. Liczy się też rozmowa. Jeśli facet nie wie, kto to jest Salman Rushdie albo nie daj Boże, robi błędy ortograficzne, nie ma szans. Dla mnie mózg jest sexy. Ale wygląd też. Liczy się rozmiar penisa - otwarcie wyznaje. - I technika pocałunków. Nie znoszę podgryzania, skubania, całowanie musi mieć melodię, płynny rytm. Paweł to wirtuoz - śmieje się. - Lubię moment tuż przed orgazmem, kiedy serce bije mi trzy razy szybciej - wyznaje Zosia. - Jestem uzależniona od rauszu, kokieterii, uwagi, adoracji. Może dlatego, że dostałam mnóstwo miłości od rodziców? "Córeczko, jaki piękny rysunek! Zosiu, jak ładnie śpiewasz" - byłam jedynaczką w centrum ich uwagi. Od najwcześniejszych lat dostawałam komunikat: "Jesteś najmądrzejsza. Najładniejsza". Nadal marzę, żeby być pępkiem świata, słyszeć od mężczyzny: "Jesteś cudowna". Takie wyznanie łatwo usłyszeć, gdy ktoś mnie pożąda.

Jak facet

Pół roku temu. Zośka chowa do portfela karteczkę z informacją "HIV1/HIV2 ujemny". - Mój "certyfikat jakości" - pokazuje. Testy na HIV robi regularnie od dwóch lat. Pyta o nie również mężczyzn, zanim zacznie się całować. Coraz częściej wyjmują taką samą karteczkę.

- "Czy ty chociaż raz kochałaś?", zapytał kiedyś "mój" Mikołaj. - Tak. Pierwszego chłopaka. Żeglarza. W namiocie na Mazurach zdjął ze mnie jarzmo dziewictwa - mówi z przekąsem Zosia. - Następnego tygodnia już miał inną. "Kocham cię" po żeglarzu Zosia mówi jeszcze dwa razy. - Umiem, tylko z czasem ta miłość jakoś mija - tłumaczy. - Po fazie euforii robi się nijako. Jego wywody o Heideggerze stają się nudne. Przeszkadza szczypiorek między zębami. Nudzi też w łóżku. Najtrudniejszą rzeczą w życiu jest budowanie więzi. A seks jest jak kolorowy drink. Wypijam i zamawiam następny.

"Ty bałaganiaro, twoje waciki są wszędzie!" - jeden z kochanków robi wyrzuty. - Muszę lecieć, mam obiad rodzinny" - kłamie Zosia. - W moim scenariuszu nie ma miejsca na utrudnienia - tłumaczy. - Na mężczyznę, który ma fochy, marudzi, że zepsuło się auto, albo się czepia. Nie jestem cyniczna: naprawdę, na tę jedną noc "zakochuję się". Ale błyskawicznie potrafię się "przekochać", czyli zakochać w innym. Jestem szczęśliwa w mojej poligamii - mówi. - Seks to niekoniecznie miłość, nie zawsze intymność. Bywa, że kocham się z chłopakiem z sympatii.

"Jesteś jak facet", twierdzi Mikołaj. "Nawet nie wiesz, jaki to komplement", myśli Zosia. - Chcę postrzegać świat jak mężczyźni: nie przywiązywać się, nie oczekiwać za wiele. - tłumaczy. - Zamiast wyrzutów: "Nie przynosisz mi już kwiatów" albo: "Dlaczego nie rozmawiamy jak kiedyś?", dostosowuję się do chwili. On ma ochotę obejrzeć mecz, pograć na playstation? To nie znaczy, że już mu na mnie nie zależy. Gram z nim.

Hobby czy nałóg?

Parę miesięcy temu. Wykład strasznie się dłuży. Zosia z nudów rozwiązuje w kolorowym magazynie test: "Sprawdź, czy masz bzika na punkcie seksu?". Odpowiada na pytania: "Fantazjujesz o współżyciu w czasie wolnym? - Zdarza się. - Uwodzisz każdego, kogo spotkasz? - Nie. - Po stosunku ogarnia cię depresja, marazm? - Przeciwnie! - Każdego mężczyznę wyobrażasz sobie w intymnych sytuacjach? -Tak!". Zosia: - Mam taką zabawę. W miejscach publicznych przyglądam się mężczyznom. Patrzę na ich ramiona, twarz, potem pupę. Myślę: "Jaki byłbyś w łóżku?". Wynik testu nie potwierdza "erotomanii", komentarz mówi: "Nie możesz żyć bez seksu, ale to jeszcze nie obsesja. Poszukaj na wszelki wypadek innego hobby". Eee tam, nie chcę - Zosia zamyka pismo. Uwielbia swoje hobby. Koleżanki wokół wciąż narzekają: "Jestem za gruba. Muszę znaleźć lepszą pracę". - Nie mam żadnych kompleksów - twierdzi Zośka. "Co ty sobie rekompensujesz? - zapytała mnie przyjaciółka. - Nic". Jedni ćwiczą jogę, inni chodzą na zakupy albo do solarium. Ja uprawiam seks. Wierzę, że orgazm pomaga na smutek. I na kłótnię. I na idiotę, który krzyczał na mnie w korku. Muszę tylko pilnować, żeby dawka była stała. Jak pigułka: raz na dobę.

Marta Bednarska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje