Postanowienia noworoczne

Składamy je co roku i... zwykle zapominamy o ich istnieniu już po kilku dniach. Dlaczego?

2007: Nie będę pił przed 17.00
2008: Nie tknę butelki przed południem
2009: Nie zostanę alkoholikiem
2010: Przestanę się spóźniać na spotkania AA
Ten dowcip znakomicie odzwierciedla nasz stosunek do noworocznych postanowień. Zwykle jednak zamiast humoru, podobnym deklaracjom towarzyszy raczej frustracja. Dlaczego więc tracimy czas na pomysły, które nie mogą wypalić?

Reklama

Od jutra będę lepszym człowiekiem!
Gdy kończy się stary, a zbliża nowy rok zaczynamy inaczej patrzeć na świat, a przede wszystkim na nas samych. Mimowolnie dokonujemy bilansu zysków i strat, jakie ponieśliśmy w ciągu ostatnich 365 dni. Co się zwykle okazuje? Zamiast cieszyć się z życia, z tego, że jesteśmy zdrowi, mamy udaną rodzinę i stałą pracę, znajdujemy same minusy.

Dla kobiet numerem jeden jest na takiej liście zwykle nadwaga, nieważne, że zwykle dostrzegana jedynie przez nie same. Panowie, zbyt mało czasu poświęcają swoim bliskim, i to boli ich najbardziej.

Poza tym, zaniedbaliśmy się w angielskim, po raz kolejny nie zdaliśmy egzaminu na prawo jazdy, nie pojawiliśmy się na wizycie kontrolnej u lekarza. Lista "niedociągnięć" jest długa! Okazuje się więc, że żegnając stary rok roztrząsamy jedynie nasze porażki, lub zwykłe niedociągnięcia, oceniamy się negatywnie, a nawet wpadamy z tego powodu w przygnębienie.

Zaczynamy więc zmieniać swoje nastawienie do życia - przecież przed nami nowy rok, rok nowych możliwości. Tym razem na pewno uda się osiągnąć sukces, zbliżyć do ideału. Wystarczy "tylko" zrzucić dziesięć kilo, zapisać się na kurs, wykupić więcej lekcji jazdy autem, co niedziela piec ciasto...

Krótki żywot postanowień

W ten sposób z jednej skrajności popadamy w drugą! Chcemy więc w radykalny sposób odmienić swoje życie, przyrzekamy sobie, że osiągniemy więcej, niż to jest możliwe i zapominamy, że postanowienia muszą być rzeczywiste.

Gdy mijają kolejne styczniowe dni, okazuje się, że musimy dłużej zostać w pracy, ogarnąć poświąteczny bałagan i wykonać całą masę prac. Efekt? Przez kilka dni nie zaglądamy do gramatyki angielskiej, nie mamy czasu, by zapisać się na kolejny egzamin prawa jazdy. Najpierw myślimy: "Za parę dni będę już mieć czas". Ale tak naprawdę wpadamy w wir naszych obowiązków i nasze postanowienia noworoczne ulatniają się...

A to już najkrótsza droga do osiągnięcia stanu frustracji. Przecież znów nawaliliśmy, znowu nam się nie udało osiągnąć zamierzonego celu. Widocznie jesteśmy zbyt leniwi, brak nam dyscypliny. W ten oto sposób nasza samoocena znacznie się obniża.

Dowiedz się więcej na temat: jazdy | forum

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje