Reklama

Reklama

Przeterminowani

Renata zawsze marzyła o wielkiej miłości na całe życie. O czymś wyjątkowym, co będzie ją łączyło z tą drugą osobą, której będzie mogła poświęcić się bez reszty. - Nie spotkałam jeszcze nikogo takiego. Pierwszy mężczyzna, z którym się widywałam jeszcze na studiach, był uroczy i zabawny. Jednak po miesiącu, po jednej w imprez, w której braliśmy udział, pod wpływem dużej ilości alkoholu, który wypił, zaczął się do mnie nachalnie dobierać. Kiedy odmówiłam, stał się brutalny, na szczęście był tak pijany, że zdołałam mu się wyrwać - opowiada Renata. - Następnego dnia oczywiście przepraszał, ale więcej się z nim nie spotkałam - dodaje.

Reklama

Drugi związek kobiety zakończył się po tym, jak usłyszała, że jej absztyfikant nigdy nie spał z dziewicą, a bardzo chciałby tego spróbować. - Poczułam się jak eksponat w muzeum, którego każdy chce dotknąć. Pogoniłam faceta od razu. Nie jestem ciekawostką, ginącym gatunkiem w rezerwacie przyrody. Po prostu uważam seks za na tyle intymną sferę życia, że długo się zastanowię, zanim kogoś do niej wpuszczę - mówi Renata.

Teraz, jak podkreśla, czeka na normalnego mężczyznę, który zaakceptuje ją taką, jaka jest, zdobędzie jej wyobraźnię i uczucia i sprawi, że będzie chciała spróbować z nim miłości fizycznej. - Tacy na pewno gdzieś istnieją, może zachowały się jakieś jednostki, które nie wyginęły razem z dinozaurami - uśmiecha się. - Facet, z którym pójdę do łóżka nie musi być dziewicą, jak ja. Musi być wyjątkowy. Wydaje mi się, ze kobiety nieco inaczej podchodzą do seksu niż mężczyźni. W końcu facet w kobiecym ciele jest tylko gościem, to my go przyjmujemy całą sobą - tłumaczy.

Jej znajomi wiedzą, że nie uprawia seksu. Nie czuje się przy nich niezręcznie, nie musi niczego udawać, ani udowadniać. - Wiele moich koleżanek uprawia seks, jakby był to rodzaj sportu lub innej rozrywki. Później, albo boją się o niechcianą ciążę, albo cierpią, bo zakochały się w kimś, kogo używały tylko do zabawy. Ja stawiam sprawę jasno. Albo mam wszystko, czyli uczucie, fascynację i miłość cielesną, albo nic - mówi Renata.

Ucieczka we własny świat

Iza to nieco inna historia. Ma 28 lat. Jest radosną blondynką o niebieskich oczach i czarującym uśmiechu. - Niestety uroczy charakter, jaki mi wszyscy przypisują, nie wygrywa z nadmiarem kilogramów - uśmiecha się smutno.

Iza ma poważną nadwagę. Odkąd pamięta. Przy wzroście 165 cm waży 120 kilogramów. W szkole podstawowej dzieci wytykały ją palcami, w szkole średniej miała jedną przyjaciółkę, bo nikt nie chciał zadawać się z grubaską. Na studiach zyskała grono dobrych znajomych. - Ale to nadal tylko znajomi. Żaden mężczyzna nie traktował mnie nigdy jak kobiety, kogoś, z kim chciałby się umówić, poznać bliżej. Co nie znaczy, że ja się nie zakochiwałam. Nigdy jednak nie odważyłam się zrobić pierwszego kroku, zapewne z obawy przed kompromitacją i upokorzeniem, których i tak wystarczająco dużo w życiu miałam - przyznaje Iza.

- Czy próbowałam diet? Oczywiście, że tak. Jestem osobą, która zna chyba wszystkie diety świata i co najmniej połowę wypróbowała - żartuje młoda kobieta. - Głodziłam się, jadłam zupę z kapusty, byłam na diecie białkowej, warzywnej, katowałam się na siłowni, chodziłam na basen. Wszystko na nic. Udawało mi się schudnąć co najwyżej do 100 kilogramów, a później waga wracała, albo było nawet gorzej - opowiada. - Nienawidzę swojego ciała. Nigdy nie patrzę na siebie w lustrze, kiedy jestem bez ubrania. Ale chyba już się z tym pogodziłam, że zawsze będę tak wyglądać. I z tym, że nigdy nie znajdę nikogo, kto zainteresowałby się mną fizycznie.

Dowiedz się więcej na temat: życie seksualne | seks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje