Reklama

Reklama

Raport: Polka w łóżku

Orgazm mi się należy - twierdzi większość z nas i coraz śmielej eksperymentuje w łóżku. Masturbacja, seks oralny? Przestały być tabu. W przeciwieństwie do naszych matek oczekujemy w miłości równouprawnienia.

Marta, Paula, Joanna, Milena i Zofia wpuściły nas do swoich sypialni. Dla każdej seks oznacza co innego. Ale bez względu na to, czy kochają się trzy razy w roku, czy trzy razy dziennie, łączy je przekonanie: najważniejsza jest bliskość i intymność.

Reklama

Bliskość to afrodyzjak

Paula i Piotr: trzy razy w tygodniu - 8 listopada 2008. "No to wyrobiliśmy normę na ten miesiąc - Paula śmieje się - następny przydział w grudniu". Właśnie skończyła się kochać z mężem. Miała trzy orgazmy. Jest środek nocy. Młodsza córka wstaje przed szóstą, potem Paula wybiega do pracy, dziś ma ważną prezentację w biurze. "Jeśli myślisz, że podam rano Kasi mleko, grubo się mylisz", mówi. Piotr wie, że to komplement: "Jestem cudownie wyczerpana". Okrywa nagą żonę, przytulają się. Jak co dzień. Od sześciu lat.

- Nawet jak nie ma seksu, chrapiemy sobie w policzek - mówi Paula. - Jestem pieszczochem. Średnia arytmetyczna naszego współżycia? - zastanawia się. - Bywa, że przez tydzień kochamy się nawet trzy razy dziennie, czasem w łazience, kiedy dzieci oglądają dobranockę. Najdłuższa abstynencja: 120 dni. Kasię, drugą córkę, rodziłam naturalnie, dojście do dawnej seksualnej formy zajęło mi cztery miesiące. Bolało, szczypało. Piotr nie naciskał.

Poniżej średniej krajowej

"Zrób ze mną, co zechcesz, tylko daj mi spać", mruczy Paula, kiedy mąż zaczyna pieszczoty. To komunikat: "Potrzebuję, żebyś mnie podkręcił". Czasem jest ochota na seks, ale brak sił. Ma z Piotrem podobne potrzeby, gdyby mogła, kochałaby się jak najczęściej. Ale jest przemęczona. Wstaje wcześnie, makijaż, kawa, potem budzą się dziewczynki. Szybkie śniadanie we czwórkę. Dzień w kancelarii - jest adwokatem. Powrót do domu, nie starcza czasu dla córek ani Piotra. Nie mówiąc o filmach na DVD czy powieści ulubionego Orhana Pamuka.

- Książki poczekają. Seksu nie odkładam na później - śmieje się. Przez sześć lat "Nie dzisiaj, kochanie" padło kilka razy. - Kiedy zasmarkane dzieci mają czterdzieści stopni gorączki, trzeba wstawać w nocy, a potem gnać do pracy, współżycie byłoby karykaturalne. Paula wie, że w takie dni mąż nie będzie szczypał jej w pupę albo dotykał znacząco. Po prostu ją przytuli.

Powyżej średniej krajowej

20, 30 punktów? Cała jestem erogenna - uśmiecha się Paula - Odkryłam to przy Piotrze. Paweł, poprzedni partner, znał może trzy moje czułe strefy. To była namiastka seksu - przyznaje. - Ledwo byłam podniecona, on już kończył. Pamiętam pierwszy raz z Piotrem. Orgazm po zaledwie kilku minutach. Mój. Nie Piotra. Wcześniej "dobiegałam" minimum pół godziny, bo Paweł był skupiony na sobie. Tu jest odwrotnie. Czy chcę klapsa, czy marzę o wtuleniu się w ramiona Piotra, mąż czyta w moich myślach.

Dowiedz się więcej na temat: orgazm | intymność | łóżka | porno | kochać | seks | Polka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje