Reklama

Reklama

Seks to nie zabawa!

Kiedy moja piętnastoletnia chrześnica zwierzyła mi się ze swojego problemu, poszłam z nią do lekarza.

- Ciociu, mogę dzisiaj po południu do ciebie wpaść? - zapytała Hania, moja piętnastoletnia chrześnica.

- Jasne, zapraszam - odpowiedziałam.

Bardzo lubiłam Hanię. Co prawda była zamknięta w sobie, mrukowata, jak określał ją mój mąż, ale cieszyłam się, kiedy mnie odwiedzała. Traktowałam ją niemal jak córkę. Swoich dzieci nie miałam, więc przygarnęłam cudze...

- To ja wpadnę po tańcach, dobrze?

- Dobrze. Czekam, kochanie.

Wracając z pracy, wstąpiłam do cukierni i kupiłam kawałek makowca, który chrześnica tak lubiła. Po siedemnastej zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć.

Reklama

- Cześć, ciociu - przywitała się Hania.

- Cześć - odpowiedziałam. - Chcesz herbaty?

- Poproszę.

Weszłam do kuchni nastawić wodę i wyłożyć ciasto na talerzyki. Chrześnica podreptała za mną.

- O, makowiec!  - ucieszyła się. - Dziękuję, ciociu, zawsze pamiętasz.

- Smacznego - powiedziałam, podając jej talerzyk z ciastem. -  No, co tam, Haneczko, u ciebie? Wszystko w porządku? - zagaiłam rozmowę.

Milczała. "Yhym, czyli jest jakiś problem", przeszło mi przez myśl.

- Pokłóciłaś się z rodzicami? - zapytałam.

- Nie. Ciociu?... - urwała w pół zdania.

- No?

- A czy to coś poważnego, jak, no wiesz, tam na dole... - wskazała ruchem głowy na podbrzusze, czerwieniąc się po same uszy. - No wiesz, jak w tym miejscu... piecze i jest brzydki zapach? - wydukała speszona.

- No wiesz, to zależy... Najlepiej iść do ginekologa - odparłam.

- Do ginekologa?! - była trochę wystraszona i skrępowana.

- Tak. Zbada cię i zobaczy, co się tam dzieje. To może być grzybica, jakaś infekcja bakteryjna... Trudno mi powiedzieć...

- A tym można się zarazić?

- Różnie bywa, ale właściwie to tak, można... Hania? - coś mnie nagle tknęło, więc spojrzałam na nią podejrzliwie. - Czy ty?... - zawiesiłam głos. - Wybacz, że o to pytam, ale skoro już rozmawiamy, to... Czy ty miałaś?... Czy z kimś już? Czy, no czy... - nie wiedziałam, jak zapytać o tak intymną sprawę, jaką jest seks. - Czy miałaś stosunek z jakimś chłopakiem? - w końcu wydusiłam z siebie.

Dziewczyna oblała się rumieńcem. Przytaknęła głową.

- A czy się zabezpieczyłaś? Stosujesz prezerwatywę, jakieś tabletki? - wypytywałam.

Zaprzeczyła ruchem głowy.

- Nic? Byłaś u lekarza? Ginekologa? Nie no, po co pytam! - uderzyłam się dłonią w czoło. - Mówiłaś mamie?

Znów zaprzeczyła ruchem głowy. Westchnęłam ciężko. Zagryzłam wargi i spojrzałam na Hankę.

- A powiedz mi, czy ty w ogóle rozmawiałaś z mamą na te tematy. No wiesz, o seksie, antykoncepcji?

- Nie, no co ty, ciociu, mamy nie znasz? Z nią się nie da rozmawiać. Na żaden temat. To nie tak jak z tobą, że wszystko wyjaśnisz, wytłumaczysz...

No tak, moja siostra, Marylka, zawsze była bardzo pruderyjna. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek zwierzała mi się ze swoich intymnych spraw, dla niej mówienie o seksie było chyba zbyt wstydliwe.

- A kim jest ten chłopak? - zmieniłam temat. - Długo jesteście ze sobą? Kochasz go?

- No nie, nie mam chłopaka - odparła, wzruszając ramionami.

- To kto to był? - zmarszczyłam brwi.

Coraz mniej mi się podobała ta rozmowa, ale czułam, że powinnam pociągnąć Hanię za język.

- Wiesz, ciociu... To było tak... Ale błagam, nie mów mamie, dobrze? - spojrzała na mnie proszącym wzrokiem.

Skinęłam głową.

- No wiesz, w mojej klasie wszystkie dziewczyny spały już z chłopakami, tylko nie ja. Śmiały się ze mnie, mówiły o mnie cnotka Marysia i takie tam... - chrześnica skubała makowiec. - No i Aśka, moja koleżanka, robiła imprezę... Zapytała, czy chcę przyjść... Powiedziała, że będę miała okazję "rozdziewiczyć się". Zaprosiła kilka dziewczyn i jakichś chłopaków. Nie znałam ich. Nie chciałam, by mnie wyśmiewano, więc przyjęłam zaproszenie... Najpierw były tańce... Jakiś chłopak zaczął mnie całować, rozbierać... Nie protestowałam, nie chciałam, żeby się ze mnie śmiał... Potem Aśka powiedziała, że wszyscy się mamy rozebrać, bo będziemy się bawić w słoneczko...

- W co? - zapytałam zaskoczona. - Co to za zabawa?

- W słoneczko... - Hania poczerwieniała na twarzy. - Dziewczyny kładą się w kółku, rozchylają nogi, na wprost nich stają chłopcy i... Potem się zmieniają. Wygrywa ten, który najdłużej wytrzyma...

Byłam zaszokowana. Zamurowało mnie. Nie wierzyłam, że moja chrześnica mogła uczestniczyć w czymś takim! Nabrałam powietrza i powoli je wypuściłam... W głowie mi się nie mieściło, co te dzieciaki wyprawiają! Grupowy seks? W tym wieku?! Złapałam się za głowę.

- Hania, wybacz, ale nie mogę uwierzyć, że to zrobiłaś - pokręciłam głową z dezaprobatą. - Nie pomyślałaś, że możesz zajść w ciążę? A może jesteś w ciąży? Kiedy miałaś ostatni okres?

- Nie pamiętam, jakoś dawno...

"Chryste! Jakoś dawno?!...", jęknęłam ze zgrozą w duchu.

- A w szkole nikt z wami o tym nie rozmawiał? Nikt? Przecież macie lekcje wychowania do życia w rodzinie, czy jak to się nazywa...

- Ciociu... - wywróciła oczami. - Kudłata mówi takie bzdety, że nie da się tego słuchać... Coś wspomniała o bananie i gumce. Ale jak chłopaki zaczęli się śmiać, to więcej nie wracała do tematu.  

- Hanka, musisz iść do lekarza. Koniecznie... Tego nie można tak zostawić... - powiedziałam stanowczym głosem.

Skuliła się.

- Ale... Ciociu, pójdziesz ze mną?

- Tak, pójdę i chyba muszę odrobić z tobą lekcje z wychowania seksualnego - westchnęłam. - Zarejestruję cię do mojego ginekologa.

Zastanawiałam się, czy powiedzieć o tym Marylce, ale po namyśle uznałam, że zaczekam do wizyty. Dwa dni później poszłyśmy do lekarza. Po badaniu stwierdził, że to zakażenie rzęsistkiem.

- A poza tym wszystko w porządku? - zadałam pytanie, by się upewnić, że Hanka nie jest w ciąży.

- Tak, wszystko w porządku... - potwierdził.

"Dzięki Bogu", pomyślałam z ulgą. "Upiekło się smarkatej".

Lekarz wypisał receptę.

- Seks w twoim wieku nie jest wskazany - spojrzał znacząco na Hankę. - Lepiej nie igrać z ogniem. Albo trzeba się dobrze zabezpieczyć, albo zrezygnować. Ciąża jest niebezpieczna dla tak młodego organizmu, to raz, a dwa - oznacza koniec młodości, całkowicie odmieni twoje życie i życie twoich najbliższych. No a o chorobach takich jak ta, którą złapałaś, nie wspomnę. Lepiej poczekać, aż się dojrzeje do tego - znów spojrzał na Hankę wymownie. - To wszystko.

- Dziękuję - szepnęła speszona. - Do widzenia.

Szłyśmy w milczeniu. Zastanawiałam się, co powiedzieć.

- Ciociu, dziękuję, że ze mną poszłaś... Trochę się bałam - odezwała się w końcu  Hanka.

- Nie ma za co, możesz na mnie liczyć - wzięłam ją pod ramię. - Ale, Haniu, obiecaj mi, że nie będziesz robić głupstw, nawet jeśli będą cię wyśmiewać, żartować... To twoje życie, ty sama masz decydować, świadomie decydować, czy czegoś chcesz, czy nie. Nigdy nie rób niczego pod presją, bo potem możesz tego gorzko żałować. Dobrze?

Kiwnęła głową.

- A seks... - ciągnęłam. - Tylko z kimś, kogo kochasz. Nie rozdrabniaj się, po co mają mówić o tobie różne przykre rzeczy. I... wracając do tej gry. Naprawdę jest obrzydliwa. Dziewczyny takie jak ty są traktowane w tej zabawie przedmiotowo... Nie pozwalaj na coś takiego nigdy więcej. Jeśli ty nie będziesz się szanować, inni też nie będą...

Hanka popłakała się. Właściwie to dobrze. Przynajmniej miałam wrażenie, że coś do niej dotarło, że coś zrozumiała. Przeraża mnie to, że mamy dwudziesty pierwszy wiek, a temat seksu nadal jest w wielu rodzinach tematem tabu. Zamiast powiedzieć prawdę, skąd się biorą dzieci, opowiada się bzdury o bocianie albo kapuście... A dzieci nie są tak niewinne, jak by nam się mogło zdawać.   

Na szczęście cała ta historia rozeszła się po kościach... Nawet boję się myśleć, co by było, gdyby Hanka zaszła w ciążę.

Teraz, gdy czasem mijam na ulicy kilkunastoletnie, wymalowane dziewczyny w krótkich spódniczkach, zastanawiam się, co robią na sobotnich imprezach...

Marzena O., 49 lat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje