Seksmisja

To oni stali się w Polsce forpocztą rewolucji seksualnej. W nauce, w literaturze, na scenie i na ekranie. A ich odwaga w przekraczaniu granic zainicjowała publiczną dyskusję na temat naszego życia erotycznego.

Czy u mężczyzny rozmiar penisa ma znaczenie? Jak przeżyć wielokrotny orgazm? Dlaczego kobiety są lepszymi kochankami? To nie są fragmenty rozmów w męskim gronie, tylko tematy poruszane w telewizji śniadaniowej, którą rankiem ogląda kilka milionów ludzi, głównie mam i emerytów. Nikt podczas emisji nie dzwoni z oburzeniem, gdy z ekranu padają słowa "orgazm", "penis" czy "erekcja". Jeszcze kilkanaście lat temu taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia.

Reklama

- Jestem dumny, gdy widzę, jak zmienia się nasza świadomość, bo pamiętam, że gdy zaczynałem pracę w drugiej połowie lat 60., wszyscy patrzyli na mnie jak na wariata - mówi Zbigniew Lew-Starowicz, jeden z najsłynniejszych seksuologów, który przełamywał polskie tabu związane z seksualnością. Napisał wiele książek i artykułów, które przyczyniły się do pogłębienia wiedzy dotyczącej erotyki.

Dla mnie to praca

- Przyznam szczerze: trochę się zdziwiłam, że mam zostać bohaterką artykułu o seksie - mówi Laura Łącz, jedna z pierwszych polskich aktorek, które grały w odważnych scenach erotycznych. - Ale po chwili przypomniałam sobie, że kiedy na początku lat 80. rozbierałam się na ekranie czy pozowałam nago do kalendarzy, było to kontrowersyjne, a nawet nowatorskie. W tamtych czasach reżyserzy mieli problem z aktorkami, które w większości, widząc w scenariuszu jakieś erotyczne sceny, dostawały histerii albo robiły cały teatr z wyrzucaniem ekipy z planu, bo wstydziły się pokazać piersi.

Laura Łącz twierdzi, że nigdy nie miała oporów przed występowaniem w scenach erotycznych.

- Praca to praca. Już w szkole teatralnej uczymy się: aktor ma zagrać to, co w scenariuszu. Zresztą nie wstydzę się przyznać, że zdarzały się sytuacje, gdy takie sceny po prostu sprawiały mi przyjemność. Zaliczam do nich te w filmie Ewy i Czesława Petelskich "Kamienne tablice", gdzie partnerował mi mój przyszły mąż Krzysztof Chamiec, czy np. sceny z Janem Nowickim w filmie "Krab i Joanna" Zbigniewa Kuźmińskiego.

- Aktorzy są zwykle bardziej oswojeni z ciałem, bo od początku szkoły teatralnej uczą się przełamywać kolejne fizyczne bariery - mówi Maria Seweryn, aktorka. Ona sama długo powtarzała: "Nie lubię swojej fizyczności, wyglądam jak chłopak". Jednak gdy miała 17 lat, zgodziła się rozebrać w filmie "Kolejność uczuć" Radosława Piwowarskiego. - Moja bohaterka przeżywała pierwszą miłość, pierwszy seks. Do tej pory pamiętam dzień zdjęciowy, podczas którego miałam kochać się ze swoim filmowym chłopakiem na dachu. Wydawało mi się, że podchodzę do tego profesjonalnie, w końcu jestem dzieckiem aktorów. Wiedziałam, że w tej pracy ciało to narzędzie, jednak po skończonych zdjęciach popłakałam się ze stresu. Zrozumiałam, jakie to trudne. Dopiero lata pracy, większa świadomość siebie, którą zyskałam również dzięki doświadczeniom seksualnym, sprawiły, że teraz łatwiej mi grać takie sceny. Choć ciągle nie jest to łatwe.

Dziś Marysia Seweryn podkreśla: "Zagrałabym wszystko pod warunkiem, że widziałabym w tym sens, ciekawą myśl wartą opowiedzenia". 10 lat temu zgodziła się wystąpić w "Shopping and Fucking". Myślała: "Super, to będzie przełom. Mam szansę uczestniczyć w fantastycznym wydarzeniu".

Dowiedz się więcej na temat: Laura Łącz | rzeczy | sceny | Seweryn | mleczko | seks

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje