Reklama

Reklama

Sprawdźmy, jak bardzo jesteś wierny

Nie zamierzałam liczyć na szczęście. Musiałam wiedzieć, czy on naprawdę mnie kocha!

Sposób, w jaki się poznaliśmy, pewnie wiele osób uznałoby za romantyczny. Siedziałam sobie w kawiarni, jak zawsze po pracy. Nie spieszyło mi się do domu. Nie czekał tam na mnie nikt ważny ani nic ciekawego do roboty. Wolałam więc zmarnować nieco czasu, relaksując się nad kubkiem mojego ulubionego karmelowego latte i poobserwować ludzi, niż siedzieć przy pustym stole i gapić się w ścianę.

Reklama

Tamtego dnia wszystko zaczęło się od pomyłki kelnerki. Zamiast mojego słodkiego napoju, wylądowało przede mną czarne jak noc espresso. Rozglądałam się właśnie za kimś z obsługi, żeby wyjaśnić nieporozumienie, kiedy puszyste latte pojawiło się nagle tuż przed moim nosem.

- To chyba pani zamówienie, nie mylę się?

Przy stoliku stał przystojny brunet i uśmiechał się do mnie zachęcająco. Był wysoki, postawny i miał zielone oczy. Co tu dużo mówić - mój ideał!

- Tak - odpowiedziałam skołowana. - Skąd pan wie?

- Przecież to pani ulubiona kawa. Zawsze pija pani tylko taką - zauważył. - Zresztą, dostała pani moje espresso. To jak? Wymieniamy się?

Facet dosiadł się do mnie i wszystko jakoś samo się potoczyło. Okazało się, że też codziennie przychodzi do kawiarni i zawsze zamawia to samo. Długo rozmawialiśmy i zwyczajnie nie mogliśmy się rozstać. Następnego dnia spotkaliśmy się znowu... I znowu... Dość powiedzieć, że pół roku później mieszkaliśmy już razem.

Byłam szczęśliwa. Cały nasz związek przypominał niezwykłe zrządzenie losu i wszystko przez długi czas układało się wspaniale... Aż nagle bajka się skończyła.

Pewnego wieczoru wylegiwałam się w salonie przed telewizorem, gdy niespodziewanie zawibrowała komórka Tomka. Odruchowo zerknęłam na wyświetlacz - dzwoniła jakaś nieznana mi kobieta! Od razu wydało mi się to bardzo podejrzane. O tej porze? W weekend? Do mojego faceta? To nie mogło znaczyć nic dobrego. Na wszelki wypadek wykasowałam połączenie z historii w komórce, aby nie został po nim ślad. A na drugi dzień zwołałam pilną konferencję z moją najlepszą przyjaciółką jeszcze z dzieciństwa, Weroniką.

- Przesadzasz! - machnęła lekceważąco ręką, gdy przedstawiłam jej sprawę. - To mógł być ktokolwiek. Koleżanka z pracy albo jakaś stara znajoma.

- Właśnie o to chodzi, rozumiesz? - gorączkowałam się. - "Koleżanka z pracy", taak? Wiesz, co to zwykle oznacza... Jesteśmy ze sobą już prawie rok. Może się znudził? Dlaczego nigdy wcześniej nie wydzwaniały do niego żadne baby? - zasypałam koleżankę pytaniami.

- Daj spokój - sączyła obojętnie drinka. -  Wmawiasz sobie coś.

Zaprzeczyłam gwałtownie.

- Nie, po prostu skończył się nasz miesiąc miodowy - powiedziałam załamana.

- Nawet nie jesteście po ślubie - prychnęła.

- Nie o to mi chodzi. Czytałam o tym wczoraj. Miesiąc miodowy to pierwszy etap w związku, w którym para ludzi jest sobą absolutnie zachwycona i nie widzi swoich wad. Potem nadchodzi kryzys, znudzenie, parada seksownych kochanek i dramatyczny koniec!

- Albo kolejny etap związku - wzruszyła ramionami. - Przecież nie każdy facet od razu zdradza.

- Ale może! - upierałam się. - Lepiej przekonać się o tym wcześniej, a nie dopiero wtedy, gdy razem z nową laską wystawia twoje walizki za drzwi - mruknęłam.

"Gdyby tylko dało się to jakoś zawczasu sprawdzić", myślałam gorączkowo, przyglądając się uważnie Wiktorii.

Zawsze to ona była tą ładniejszą w naszym tandemie. Pełne usta, duże sarnie oczy, błyszczące karmelowe włosy... Do tego figura modelki, ale bardzo ładnie zaokrąglona w strategicznych punktach. Każdy facet poleciałby na nią bez zastanowienia.

- Wiesz co? - zaczęłam ostrożnie. - Możemy łatwo sprawdzić, czy Tomek jest mi wierny! Pomożesz?

Przewróciła oczami. - Niby jak?

- Spróbuj go poderwać - zaproponowałam.

Weronika długą chwilę przyglądała mi się, mrugając intensywnie oczami, jakby nie rozumiała sensu moich słów.

- Zwariowałaś?! - krzyknęła w końcu.

- Zobaczymy, czy ma zdradę we krwi. Jeżeli da się skusić, to wszystko jasne. Nie warto zawracać sobie nim głowy.

- Ale dlaczego ja?

- Bo jesteś śliczna - podlizywałam się. - Kogo innego mogłabym poprosić?

- Zna mnie. Domyśli się, że to podstęp.

- Albo właśnie nie będzie nic podejrzewał - przekonywałam, a potem uciekłam się do najstarszej sztuczki świata: uderzyłam w płaczliwe tony. - Nie zrobisz tego dla mnie? Co z ciebie za przyjaciółka? Chcesz, żebym wpadła w łapy jakiegoś drania?

Trochę to trwało i kosztowało mnie sporo drinków, ale Weronika zgodziła się mi pomóc. Szybko ustaliłyśmy co i jak. W domu zaś kontynuowałam swoje prywatne śledztwo. Gdy tylko Tomek gdzieś wychodził, sprawdzałam kieszenie jego ubrań w poszukiwaniu czułych liścików lub podejrzanych rachunków za biżuterię i hotele. Oglądałam kołnierze koszul w poszukiwaniu śladów szminki i obwąchiwałam ubranie, próbując wyczuć obce perfumy. Przeglądałam jego telefon, sprawdzałam mejle, jeżeli przypadkiem nie wylogował się z poczty. Szukałam kobiet... i znalazłam! Marysia, Basia, Krysia! Dręczyła mnie myśl o tym, która z nich jest moją rywalką. Może wszystkie? Jak w amoku kasowałam kolejne mejle i esemesy od kobiet. Nie dostaną go tak łatwo, o nie!

Następnie zadzwoniłam do Weroniki.

- Jutro zaczynamy operację. Nie wytrzymam dłużej tej niepewności.

- OK - zgodziła się niechętnie, gdy mnie wysłuchała. - Ale i tak uważam, że masz obsesję.

Następnego dnia zadbałam, aby moja przyjaciółka odstawiła się modelowo - nawet nie wiedziałam, że produkują tak głębokie dekolty. Potem posłałam ją do kawiarenki, w której poznałam Tomka. Uznałam, że może jest to jego stałe miejsce czatowania na naiwne panienki, więc warto było spróbować, prawda? Sama zadekowałam się w knajpce naprzeciwko i obserwowałam rozwój sytuacji.

Godziny ciągnęły się w nieskończoność i kompletnie nic się nie działo. Wreszcie zadzwoniła do mnie Weronika.

- Marta, to bez sensu. Możemy skończyć przedstawienie? Wszyscy tutaj gapią mi się w dekolt, a twój Tomek nie przyszedł.

- Racja! Pewnie zmienił miejsce podrywu. Wiedział, że będę go tu szukać - wyciągnęłam logiczne wnioski.

- Jesteś nienormalna. Po co Tomek ma kogokolwiek podrywać, skoro złapał już fajną dziewczynę?

- Naiwniaczka. Faceci już tacy są. Ale wpadłam na lepszy pomysł. Jutro podjedziesz pod jego pracę i będziesz udawać, że zepsuł ci się samochód. Poprosisz o pomoc...

- Nie ma mowy! - oburzyła się. - Dzisiaj zrobiłam z siebie idiotkę. Wystarczy mi na resztę życia.

- Jeszcze tylko jeden dzień - prosiłam. - Może być u ciebie w domu. Wymuś na nim jakąś przysługę. Wymiana żarówki, cieknący kran, cokolwiek. W ramach podziękowania zaproponuj mu drinka i zobaczymy, co będzie dalej.

Tym razem dyskutowałyśmy znacznie dłużej, ale w końcu udało mi się ją przekonać.

- Sama nie wiem, dlaczego się na to zgadzam - kręciła z niedowierzaniem głową. - Jesteście oboje młodzi, zdrowi, zakochani, całkiem nieźle zarabiacie. Jedynym twoim zmartwieniem powinno być w tym momencie zakładanie szczęśliwej rodziny, a nie wyszukiwanie abstrakcyjnych problemów. Wiele młodych par chciałoby być na waszym miejscu, uwierz mi.

Gdy wróciłam do domu, Tomek był już na miejscu. Siedział przy stole i z nieokreśloną miną wpatrywał się w swój telefon.

- Kochanie, czy ruszałaś moją komórkę? - zapytał.

- Nie - rzuciłam szybko. - Niczego nie ruszałam. Dlaczego miałabym to robić? W ogóle nie wiem, o co ci chodzi. Nawet jej nie dotykałam. Ba! Nigdy nie miałam tego czegoś w ręce.

Rzucił mi jakieś takie podejrzliwe spojrzenie. Chyba powiedziałam za dużo. Powinnam ugryźć się w język.

- Nie wiem, co się dzieje - odezwał się zamyślony. - Podobno wczoraj dzwoniła moja szefowa, ale nie mam żadnego nieodebranego połączenia. To się zdarza już któryś raz z rzędu. Znikają też esemesy. Chyba muszę wymienić telefon.

- Tak, tak, to na pewno awaria - zgodziłam się chętnie. - A wiesz, kochanie... - wskoczyłam mu szybko na kolana, aby tym skuteczniej odwrócić jego uwagę od niebezpiecznego tematu. Komórkę odsunęłam jak najdalej od nas. - Weronika ma jakiś drobny problem w mieszkaniu, który wymaga męskiej ręki. Może wpadłbyś jej pomóc jutro po pracy?

Oczywiście nie odmówił. Wszystko szło według planu. Następnego dnia po południu siedziałam w domu jak na szpilkach. Niecierpliwie czekałam na wyniki eksperymentu. Jednak nie takie, jakie otrzymałam.

Poderwałam się na dzwonek telefonu. To była Weronika. W słuchawce na długo zapanowała pełna napięcia cisza, zanim moja przyjaciółka wreszcie się odezwała.

- Marta, chciałam ci tylko powiedzieć, że jesteś skończoną idiotką.

- Co się stało? - zadrżałam.

- Masz cudownego faceta. Kocha cię i jest ci wierny. Tym razem naprawdę się starałam, żebyś wreszcie dała mi święty spokój. Nawet na mnie nie spojrzał. Potem chyba lekko przesadziłam, gdy próbowałam go pocałować. Nabrał podejrzeń. Trochę ze mnie wycisnął, reszty sam się domyślił. Wie, co kombinujemy. I jest naprawdę wściekły. Otrząśnij się z tej obsesji i proś go o wybaczenie. Taki mężczyzna to jak los wygrany na loterii.

Za bardzo go chwaliła. Od razu mi się to nie spodobało. Poszukiwałam zdradzieckiej żmii daleko, a może wyhodowałam ją tuż pod swoim bokiem?

- A więc podoba ci się Tomek? - spytałam przebiegle.

- Co?!

- Przed chwilą sama to powiedziałaś: cudowny facet, książę z bajki. Partner, którego łatwo odbić koleżance tak, żeby do ostatniej chwili się nie zorientowała.

Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Pewnie nie spodziewała się, że tak łatwo ją przejrzę.

- Marta, ja cię błagam. Co ty znowu wymyśliłaś?

- Widywałaś go prawie codziennie. Nic dziwnego, że cię zauroczył. Naprawdę jest przystojny. Miałaś czas i sposobność zaplanować całą tę intrygę.

- Jaką intrygę?

- Ty żmijo! Myślałaś, że się nie zorientuję? Jak śmiałaś zastawiać sidła na mojego Tomka?!

- Przecież ja wcale nie... Właśnie ci mówię...

Nie miałam ochoty tego dłużej słuchać, więc się rozłączyłam. Kto by pomyślał? Poprosiłam ją o pomoc, a ona wbiła mi nóż w plecy. Typowe. Muszę jeszcze tylko wydobyć zeznanie Tomasza. Niech przyzna się do wszystkiego, patrząc mi prosto w oczy. Nie musiałam długo czekać, bo właśnie trzasnęły drzwi wejściowe i mój wściekły facet wparował do salonu.

- Co ty sobie ubzdurałaś? Myślisz, że cię zdradzam?! - krzyknął. - A niby dlaczego, po co i z kim?

- Nie wiem, może ty mi powiedz! - rzuciłam wojowniczo.

- Ale co mam ci powiedzieć? Z nikim cię nie zdradzam. Kocham cię!

Tupnęłam buntowniczo nogą, aby przerwać ten potok kłamstw.

- A kto to jest Marysia? - spytałam.

- Moja szefowa. Starsza o dwadzieścia lat.

- Jakby to był problem - prychnęłam. - A Basia?

- Moja siostrzenica.

- Krysia?

- Księgowa, koleżanka mamy. Zajmuje się naszymi zeznaniami podatkowymi od lat - tłumaczył i nagle urwał. - Czyli to ty bawiłaś się moim telefonem - stwierdził ze smutkiem. - Czytałaś esemesy?

- Wolałam trzymać rękę na pulsie. Zresztą, co w tym złego, jeżeli faktycznie zaglądałam do twojego telefonu? To chyba normalne w związku. Chyba, że masz coś do ukrycia.

Tomek wpatrywał się we mnie takim wzrokiem, jakby widział mnie po raz pierwszy w życiu.

- Normalne? Niby gdzie? W systemie totalitarnym? - krzyknął. - Uwierz mi, nie masz powodów do zazdrości - uspokoił się. Tłumaczył teraz powoli i cierpliwie jak nierozgarniętemu dziecku. - Po co miałbym zawracać sobie głowę innymi kobietami, skoro mam ciebie?

- Ach tak?! - zawołałam i popędziłam do sypialni.

Niełatwo było zmusić go, żeby się przyznał do zdrady, ale miałam jeszcze jednego asa w rękawie. Wróciłam do salonu, dzierżąc w ręce...

- Jeżeli jesteś mi wierny, to wytłumacz mi, co to jest - zamachałam mu przed oczami elementem damskiej garderoby. Koronkowym i seksownym. Takim, jaki ewentualnie mogłaby tu zgubić jego piękna i tajemnicza kochanica.

Zupełnie zbaraniał. Popatrzył na mnie niepewnie pytającym wzrokiem.

- Biustonosz? - spróbował.

- To wiem, ale czyj?

- Twój? - zgadywał dalej.

- Znalazłam go dzisiaj za łóżkiem i żądam wyjaśnień.

- Słucham?!

Naturalnie to rzeczywiście był mój własny biustonosz, a całą tę historię zmyśliłam na poczekaniu. Chciałam wziąć go z zaskoczenia. Byłam pewna, że w tych okolicznościach, wobec namacalnego dowodu, po prostu musi się przyznać. Tomek zrobił jednak coś zupełnie innego. Podszedł do mnie i delikatnie pocałował w czoło.

- Marta - pogładził mnie po włosach. - Myślę, że potrzebujesz pomocy.

Skierował się do sypialni, a po chwili wyszedł stamtąd z walizką.

- Co ty wyprawiasz?! - zawołałam. - Wyprowadzasz się do kochanki?

- Nie ma żadnej kochanki - westchnął. - Ty za to masz poważny problem z zazdrością. Nie jestem w stanie tak żyć. Nie mogę patrzeć na to, co się stało z tą piękną dziewczyną, którą poznałem w kawiarni. Kompletnie ci odbiło. Przemyśl sobie to wszystko i zadzwoń do mnie, kiedy wróci ci rozum. Do zobaczenia.

Odwrócił się i tak po prostu wyszedł z mieszkania. Zaskoczył mnie. Nie wiedziałam, co robić. Nie rozumiałam, jak to się stało. Dlaczego odepchnęłam od siebie tego wspaniałego faceta? Jak mogłam tak stracić nad sobą kontrolę? Wszystko zepsułam.

Przepłakałam całą noc, ale rano postanowiłam wziąć się w garść. Muszę jakoś poradzić sobie ze swoją patologiczną zazdrością, poszukać gdzieś pomocy. Nie wiem, czy nasz związek ma jeszcze szansę po tym, co nawyprawiałam, ale postaram się jakoś to naprawić. Nie chcę stracić Tomka.

Marta, 28 lat


Dowiedz się więcej na temat: zazdrość | kobieca zazdrość | udany związek | smsy | okładka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje